Szopka ślubna (Rdz 34, 1-29)

We wpisie poświęconym “przedstawieniom ślubnym” obiecałem, że w tym tygodniu pokażę podobne przedstawienie w Biblii. Bo sprawa nie jest nowa – jak pokazuje Księga Rodzaju, ludzie próbowali udawać małżeństwa już cztery tysiące lat temu.

Chciałem dzisiaj skupić się na historii Sychema. Był synem jednego z władców kananejskich w czasach patriarchy Jakuba. Zakochał się w córce Izraela – Dinie – i chciał mieć ją za żonę, przez co doprowadził do zagłady (z rąk synów Jakuba) całej swojej społeczności.

Podryw Sychema nie był jakoś specjalnie wyrafinowany. Autor Księgi Rodzaju podaje, że Dina została przez niego porwana, zgwałcona, potem ją pokochał i mówił jej czułe słówka, aż w końcu poprosił swojego ojca, żeby porozmawiał z Jakubem i zaaranżował małżeństwo. Chyba dużo osób dzisiaj na imprezach postępuje dokładnie według tego samego schematu: upić, zaciągnąć do łóżka, potem może się coś rozwinie aż do decyzji, że można część życia razem spędzić.

I tu wkracza rodzina, która chce czegoś więcej. Ślub w czasach patriarchów nie był sakramentem. Był umową pomiędzy dwoma rodzinami. I taką umowę – polegającą, generalnie, na włączeniu rodziny Jakuba do plemienia Sychema – chciał zawrzeć Sychem. Ale synowie Izraela nadali mu pewne znaczenie religijne: jako wymóg małżeństwa podali poddanie się obrzezaniu przez całe miasto rządzone przez ojca Sychema. Sychem przyjął tę propozycję.

Obrzezanie było znakiem drugiego przymierza Boga z ludźmi po grzechu pierworodnym. Było przeznaczone tylko dla narodu wybranego (który w czasach, o których piszę, jeszcze był tylko jedną rodziną) i wynikał z bliskości z Bogiem. Sychem zdecydował się, z miłości do Diny, na znak obrzezania, ale nie powiązał go z żadną rzeczywistością duchową. Po prostu rodzina dziewczyny nalegała, to zrobił. Zgodnie z umową namówił też do tego samego wszystkich mężczyzn z miasta. Tak więc zrobili coś charakterystycznego dla wiary w Boga Jahwe, ale pewnie cały czas trzymali się swojej wiary w lokalne bóstwa.

jeśli udawania będzie wystarczająco dużo, nie wystarczy już czasu na życie w rzeczywistości

Chociaż akcja tej części Księgi Rodzaju ma miejsce około dwudziestu wieków przed naszą erą, dokładnie tak samo zachowuje się dzisiaj wiele osób w kontekście ślubu. Jak dla mnie to dość ironiczne – ludzie popełniają głupotę sprzed ponad czterech tysięcy lat i uważają, że są przez to postępowi i kogoś przechytrzyli. Opisane tydzień temu “przedstawienia ślubne” są tego skrajną formą. Zwykle dzisiejsi Sychemowie mówią “Moja/jej/jego rodzina nalega, to pójdziemy do tego kościoła i odbębnimy godzinę przed weselem”, narzekając przy okazji na wszystkie formalności wymagane przez Kościół.

Przyjęcie samego rytuału, powtórzenie określonych czynności jest bez sensu. Nie mówię, że Bóg nie działa przez taki ślub – myślę, że On zawsze potrafi znaleźć drogę do człowieka i taki ślub może być drogą dla Jego łaski. Ale też wydaje mi się, że On w swojej cichości nie lubi wpychać się na siłę i jeśli małżonkowie – nawet będąc przed ołtarzem – nie zaproszą Go do swojego małżeństwa, to nie będzie się wtrącał.

Dla Sychema i całego jego miasta takie podejście do religii skończyło się tragicznie. Po trzech dniach od obrzezania dostali gorączki, a wtedy synowie Izraela napadli na miasto, zabili wszystkich mężczyzn i rozkradli, co się da. Z moich obserwacji wynika, że dokładnie takie same są konsekwencje brania ślubu na pokaz, dla rodziny. Co prawda dzisiaj raczej nikt z mieczami do mieszkania nowożeńców nie wpadnie, ale traktowanie ślubu jako szopki osłabia człowieka (o wpływie udawania na mężczyznę pisałem we wpisie z zeszłego tygodniaw cyklu “Być operatorem”), a w dalszej konsekwencji prowadzi do degeneracji otoczenia kogoś, kto na taki ślub się zdecydował. Bo każde wyjście z rzeczywistości i wejście w udawanie sprawia, że człowiek traci część swojego życia – czas poświęcony na życie w iluzji jest stracony. Jeśli takiego udawania będzie wystarczająco dużo, nie wystarczy już czasu na życie w rzeczywistości.

Tak, jak pisałem w zeszłym tygodniu – nie potrafię zrozumieć facetów, którzy zgadzają się na udawanie w momencie, gdy powinni tworzyć jedną z najlepszych rzeczywistości w życiu człowieka . Nie rozumiem, dlaczego ludzie chcą brać ślub kościelny, chociaż w niego nie wierzą. Ślub, jak każdy inny sakrament. jest częścią życia wiarą i jest naturalną konsekwencją takiego życia dla tych, którzy chcą wejść w małżeństwo. Wybranie tylko ślubu – i to bez przekonania – z całego bogactwa wiary chrześcijańskiej po prostu nie ma sensu.

zdjęcie: Morneomorneo@wikimedia.org, CC-BY-SA

Spotkałem w życiu parę osób, które brały ślub w kościele, żeby mieć ładne zdjęcia albo “bo rodzina kazała”. Spotkałem ludzi, którzy marudzili na konieczność poświęcenia weekendu na katechezy i “odpukania” dwóch spowiedzi dla podpisów na kartce. Części z tych małżeństw, niestety, już fizycznie nie ma. Niestety, coraz więcej osób daje się ogłupić modzie “postępu” i powtarza jedynie głupotę sprzed czterech tysięcy lat, o której może się dowiedzieć każdy, kto tylko zaglądnie do Pisma Świętego.

Operatorzy jadają ciasteczka. Strona www.operator-paramedyk.pl też z nich korzysta i czytając bloga zgadzasz się na to. więcej informacji

Na blogu www.operator-paramedyk.pl ciasteczka są wykorzystywane do tworzenia statystyk i raportów oglądalności oraz w celu monitorowania aktywności w programach afiliacyjnych. Twoja przeglądarka otrzymuje przypisany numer, dzięki któremu wiadomo, ile razy ktoś wszedł przy jej użyciu na stronę bloga, gdzie klikał i ile czasu spędził na stronie. Jeśli nie wyrażasz na to zgody - możesz wyłączyć korzystanie z plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki. Pełną listę plików cookies znajdziesz w polityce prywatności.

Zamknij