Bartosz Geisler - autor i scenarzysta, wywiad w podcascie

KDJOS#2: Od architektury, przez książki do filmu – rozmowa z Bartoszem Geislerem

Powiedz o tym wpisie znajomym:

Bartosz Geisler urodził się w 1974 roku, ukończył architekturę i pracował jako architekt w Polsce, USA i Anglii. W roku 2016 postanowił sprawdzić się na nowym obszarze i wydał swoją pierwszą powieść „Trzy dni ciemności”. Mieszka z żoną, z którą prowadzi wydawnictwo Paruzja, i trójką córek w Krakowie. Niedawno ukazała się jego trzecia powieść, „Charyzmatyk”, którą planuje także zekranizować. Interesuje się architekturą, teologią i dziełami mistyków, a w wolnej chwili lubi zagrać w koszykówkę lub tenisa. Jest związany z Domowym Kościołem Ruchu Światło-Życie i Dominikańskim Duszpasterstwem Rodzin.


I właśnie na wyjeździe Dominikańskiego Duszpasterstwa Rodzin spotkałem Bartka i, ponieważ jego historia bardzo mnie zainteresowała, poprosiłem go o rozmowę, w której mógłbym Wam przybliżyć jego postać. Spotkaliśmy się pewnego sierpniowego popoludnia w jednej z krakowskich galerii. Zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy.

Jeśli chcesz wesprzeć misję Bartka, zajrzyj na stronę:

Mam nadzieję, że zostaniesz też na dłużej z moim blogiem – 70gorąco zachęcam do zapisania się na newsletter, dzięki któremu nie umknie Ci żaden nowy wpis:

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zgodnie z polityką prywatności w celu otrzymywania powiadomień o nowych wpisach i wydarzeniach związanych z blogiem. Nie będę Cię spamował. Będziesz mógł w każdej chwili zrezygnować z subskrypcji.

A teraz już przechodzę do rozmowy.


Janek: Cześć Bartku, dzięki za spotkanie.

Barłosz Geisler: Witaj Janku. Cieszę się, że w końcu do niego doszło.

J: Na początek pytanie: kojarzysz film „Notting Hill”?

B: Tak, mniej-więcej. Komedia romantyczna zdaje się, tak?

J: Tak, z Hough Grantem.

B: I Julią Roberts, tak?

J: Tak. Na początek chciałem trochę do tego nawiązać bo, jak wiesz, wywiad będzie na blogu operator-paramedyk. Więc powiedz mi, czy w Twoich książkach jest coś o siłach specjalnych albo medycynie pola walki?

B: Uuu… medycyna pola walki… Ale z siłami specjalnymi to trafiłeś, bo w drugiej powieści „Galeria szeptów” jest tam nawiązanie do MI-6, do służb specjalnych.

J: Dobra. Czyli jesteśmy w dobrym targecie, wywiad trafi do odpowiednich ludzi:-). Na początek chciałem Cię zapytać jak to się w ogóle stało, że architekt zaczął pisać książki.

B: Moja przygoda z literaturą zaczęła się – pewnie jak u każdego – od pisania wypracowań, a więc na długo wcześniej, zanim zostałem architektem. Po prostu brałem udział w jednym z konkursów w liceum. I, powiem Ci szczerze, orłem z polskiego nie byłem, natomiast postanowiłem napisać takie krótkie opowiadanie – o człowieku niewidzącym – i wyobraź sobie: nie wiem jak to się stało, ale dostałem pierwszą nagrodę w szkole. Miałem chyba 20 błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, co mnie dyskwalifikowało, ale tak się spodobała ta powieść, ta fabuła, i tę nagrodę dostałem. No i dwadzieścia lat później to odżyło w formie pierwszej, debiutanckiej powieści „Trzy dni ciemności”.

J: Czyli zacząłeś jeszcze nie jako architekt – gratuluję pierwszego miejsca w szkole. Po 20 latach miałeś już za sobą jakiś bagaż doświadczeń. Czego musiałeś się nauczyć na nowo pisząc książki, a co z tego, co już umiałeś, mogłeś wykorzystać?

B: Pisanie książek to jest tak, jakbyś się przesiadł z fotela pasażerskiego do bycia pilotem. Więc trzeba się było nauczyć zupełnie wszystkiego. Przede wszystkim miałem na początku trudności z dialogami: jak je formułować, jak je tworzyć, żeby były realistyczne, żeby nie były naciągane, sztuczne. I zastanowić się nad narracją: czy opowiadać z punktu widzenia wszechwiedzącego narratora, czy subiektywnie. Na pewno pomogło mi czytanie książek, chociaż nie przeczytałem kilku ważnych lektur z języka polskiego, ale powiem Ci, że stopniowo uczyłem.

J: Czyli w ten sposób doszło do powstania pierwszej powieści, czyli „Trzech dni ciemności”. Potem wydałeś jeszcze „Galerię szeptów” i „Charyzmatyka”. Jaką drogę, jako autor, przeszedłeś między tymi książkami?

B: Na pewno pierwsza powieść – „Trzy dni ciemności” – sprawiła mi najwięcej trudności. Pisałem ją ponad rok, chociaż objętościowo jest najcieńsza, z tego względu, że tak naprawdę pierwszy raz stałem się „literatem”. Później „Galeria szeptów” podczas pobytu w Londynie – tam też pewne inspiracje i doświadczenia życiowe. No i w końcu „Charyzmatyk” który, jak przyznają niektórzy moi czytelnicy, jest to najlepsza, najbardziej dojrzała książka, w której widać postęp w pisaniu. Przede wszystkim w dialogach.

J: „Charyzmatyka” już nie tylko napisałeś, ale go wydałeś we własnym wydawnictwie. Jak to jest otworzyć wydawnictwo? Jakie to uczucie wydać książkę samemu?

B: Właśnie zastanawiałem się nad tą drogą i początkowo o własnym wydawnictwie zadecydowała proza życia. Tantiemy z wydania książki są dla autora bardzo, bardzo niskie. Jak myślisz: ile dostaje autor z książki, która ma cenę okładkową 20 zł? Albo ile powinien, a ile dostaje?

J: Przede wszystkim uważam, że patologią na rynku wydawniczym jest to, że książka ma nadrukowaną cenę 40 zł, a w dniu premiery jest w księgarniach za 20 zł sprzedawana, a później już tylko taniej. Więc podejrzewam, że autor dostaje z tego… 30%-40% z ceny sklepowej?

B: To powiem Ci, że z 20 zł dostaje nieco ponad złotówkę. 50% marży dostaje hurtownik, a autor dostaje 10% z tego dochodu, który dostaje wydawca. Czyli 10% z 10 zł to 1 zł.

J: Tutaj jestem trochę w szoku. Już rozumiem, dlaczego faktycznie warto pomyśleć o własnym wydawnictwie.

B: Warto. Wydaje mi się, że to bardzo odważny krok. Trzeba mieć odpowiednie fundusze – w zależności od tego, ile książek chcesz sprzedać. Im więcej egzemplarzy wydrukujesz, tym cena jednej książki będzie niższa. Ale tak naprawdę nie jest sztuką napisać albo wydać książkę, nawet zrobić dobrą okładkę – chociaż w pewnym sensie to wszystko jest sztuką. Ale prawdziwą sztuką jest sprzedać tyle egzemplarzy, ile wydrukowałeś. To prawdziwe duże wyzwanie wydawcy. Książka może być bardzo dobra, może zbierać bardzo dobre recenzje, ale ważny jest marketing i umiejętność dojścia do klienta, zachęcenia do kupna…. Nie przypuszczałem, jak ważną rolę to odgrywa.

J: Spodziewam się choćby patrząc, na liczbę operujących księgarni. Pewnie musisz też wiedzieć w których warto się wypromować, a w których nie trzeba, bo ludzie zobaczą książkę gdzieś indziej i przyjdą kupić.

B: Tak. Poza tym jeśli ktoś myśli o założeniu wydawnictwa musi mieć na uwadze, że duże hurtownie nie chcą nawiązywać współpracy z wydawnictwami, które wydają jedną-dwie książki. Ze względów ekonomicznych wolą duże wydawnictwa, które wydają kilkadziesiąt książek rocznie.

J: Czyli z jednej strony zakładając wydawnictwo nie musisz się dzielić zyskiem, ale z drugiej – o wiele więcej pracy kosztuje promocja tego, co wydałeś.

B: Koszt to promocja – ryzyko fiaska, w tym finansowego. Próbowałem zamieszczać reklamę w radiu, była reklama na łamach „Gościa niedzielnego”, ale czy to się przełoży na ilość sprzedanych egzemplarzy, zobaczymy.

J: Jak się spotkaliśmy pierwszy raz – rok temu – i rozmawialiśmy o Twoich książkach, to „Charyzmatyk” jeszcze nie był książką, tylko pomysłem na film. Skąd w ogóle pomysł, żeby iść w tak trudną i drogą formę wyrazu, jaką jest film? Przynajmniej w moim wyobrażeniu napisać książkę mogę nawet wieczorem po godzinach – pytanie, jak się potem sprzeda – a zrobić film to już jednak potężne fundusze i potężny zespół ludzi. Skąd pomysł, żeby iść w tę stronę?

B: Chociaż fabuła „Charyzmatyka” jest fikcyjna, to wiele z przytoczonych wydarzeń miało miejsce w rzeczywistości. Spotkałem się z tym „Charyzmatykiem” – Witkiem Wilkiem – kilkukrotnie i pierwotnie powstał scenariusz filmowy. Dlaczego? Statystyki czytelnicze jasno pokazują, jak mało ludzi czyta i sięga po książkę. Jesteśmy natomiast społeczeństwem audiowizualnym, żyjemy w mediach społecznościowych i założę się, że większość ludzi chętniej chodzi do kina albo ogląda coś na DVD, niż czyta książki. Wydaje mi się, że jest to też dobre medium do przekazania pewnych wartości. Stąd pomysł na scenariusz. A że powstała książka, to była odpowiedź na to, że w scenariuszu nie mogłem wszystkiego zawrzeć. Flm jest jednak formą lekko ograniczoną – ma narzucone ramy czasowe: 1,5-2 godziny. Natomiast książkę czytasz kilkanaście godzin. Tam mogę zawrzeć więcej treści i więcej wartości. Stąd książka, która powstała nietypowo – na podstawie scenariusza.

J: Wspomniałeś o tym, że kino jest sposobem na przekazanie wartości. Moje wrażenie jest takie że, jeśli chodzi o filmy o Chrześcijaństwie (w które celujesz, jak rozumiem), to w Polsce albo są to produkcje raczej niszowe, takie jak: „Karolina”, „Bóg nie umarł”, „Ziemia Maryi”, które w parę miesięcy po premierze są darmowym dodatkiem do gazet – i wtedy się mówi o Chrześcijaństwie dobrze. Albo się mówi o Chrześcijaństwie źle – tak, jak „Kler” albo „Nie mów nikomu” – i wtedy są to hity, które się odbijają echem. Czy według Ciebie tak musi być albo masz pomysł, jak to zmienić?

B: To jest bardzo dobre pytanie. Człowiek szuka sensacji, a zło lubi być komercyjne, lubi być oglądane. Bo jest takie inne. Ja uważam, że trudniej jest pokazać dobro niż zło, niż epatować złem. Wracając do Twojego pytania, czy tak powinno być. Na pewno nie, natomiast w kinie musiałyby się pojawić takie produkcje chrześcijańskie, które niosłyby taki emocjonalny ładunek i byłyby tak dobrze zrobione: i obraz, i udźwiękowienie, żeby porwały nie tylko wierzącego widza chrześcijańskiego, ale też tego sceptycznego, który teoretycznie nie jest wierzący. Powiem Ci szczerze że takim naszym celem, jeżeli „Charyzmatyk” powstanie jest, żeby to nie było kino niszowe, ale żeby każdy człowiek po obejrzeniu tego filmu mógł powiedzieć: „No dobra, ja nie zgadzam się z tym, nie wierzę w Boga, nie wierzę w to, co Katole sobie ubzdurają. Ale w tym filmie coś jest, to było dobrze pokazane. Ten człowiek miał jakieś przeżycia. Dlaczego on tak postąpił?” Celem jest, żeby ten film zadawał pytania, z może ten widz odnajdzie prawdę.

Ostatnio odbyłem rozmowę z panem Krzysztofem Zanussim, który pewne wątki chrześcijańskie i religijne wrzuca w tematykę swoich filmów, chociażby „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”. Powiedział mi, że on w tym momencie nie widzi szansy, żeby takie kino miało miejsce w Polsce. Co mnie zaciekawiło. Ja bym nie do końca się z nim zgodził. Jest ta przestrzeń, tylko kwestia, jak ten film zrobić. Zobaczmy na takie produkcje włoskie – faktem jest, że są to filmy głównie biograficzne. Ja je uwielbiam – o ojcu Pio czy świętym Pawle. Te filmy są świetnie zrobione, z amerykańskim rozmachem, ale nie mają tylu widzów, co te filmy komiksowe typu Avengersi. Może coś trzeba w tym zmienić, zrobić ukłon w stronę młodszych widzów… Nie wiem. To jest właśnie wyzwanie reżysera i scenarzysty.

Ale z drugiej strony: jak sobie przypominam „Pasję” Mela Gibsona, to przecież już wszystko zostało powiedziane o śmierci Chrystusa i jak taki film mógł być hitem? A zobacz ile ludzi go zobaczyło. I fajnie, że Mel Gibson przypomniał, że jest to historia na podstawie książki-wizji Katarzyny Emmerich o tym samym tytule. Chociaż można mu zarzucić, że epatował krwią padającą na ekran – a raczej nie ekran, tylko obiektyw kamery – to jednak tak było.

Sorry, rozgadałem się.

J: Tak, jak zwróciłeś uwagę: „Pasja” się sprzedała, między innymi, jako film bardzo brutalny. Tak, jak powiedziałeś: trzeba ludzi poruszyć emocjonalnie i skłonić do refleksji, co chcesz zrobić.

B: Na pewno nie był to film, jak inne, przy którym jesz popcorn i nachosy z salsą.

J: Zdecydowane. I tak mi się nasunęło, gdy rozmawialiśmy pierwszy raz o „Charyzmatyku”, że to będzie film, w którym „Smarzowski spotyka się z Vegą”. Nazwałbyś to w ten sposób?

B: Wiesz co, dobrze to powiedziałeś. Chociaż ja nie posługuję się takim chamskim językiem. Miałem dylemat, czy w książce w ogóle nie wykropkować pewnych słów, ale w ustach bandziora czy przestępcy słowa „A niech to” czy „Szlag by to trafił” brzmiałyby komicznie. To byłby jakiś fałsz, więc są te słowa. Tak, jak u Vegi, chociaż u niego ilość tych przecinków jest bardzo duża. Natomiast jeśli chodzi o Smarzowskiego, to tam są sceny pokazane bardzo dosłownie. Ja oczywiście nie jestem reżyserem, ale najprawdopodobniej – tak planujemy z Darkiem Reguckim, który będzie ostatecznie odpowiadał za obraz tego filmu – nie będziemy sięgać do dosłowności.

J: Co do „wykropkowania” słów, według mnie nie ma sensu przesadzać, bo widz to widzi. Pamiętam, gdy na TVP był amerykański film „Negocjator”, gdzie wszystkie słowa na „f” były przetłumaczone jako „chrzanić”: „Nie chrzań!”, „Przestań chrzanić!”, „Chrzanię to!”, „Chrzań się z nią!”. W tym kierunku, proszę Cię, nie idź.

B: Mam tego świadomość:-).

J: Co do „wypikania” słów i przekazu emocji. Przyznam Ci się, że gdy czytam książkę to mam problem z odebraniem emocji, które są w akcji. Czy rozważałeś audiobook jako coś pomiędzy książką a filmem? Co z jednej strony jest tańsze w produkcji – bo nie ma tej sfery wizualnej – a z drugiej pozwala lepiej przekazać emocje i historię? Jest to też ukłon w stronę ludzi, którzy nie czytają, ale mają czas na słuchanie choćby w autobusie albo w radiu w postaci powieści w odcinkach. Sam parę książek odkryłem i przeczytałem w ten sposób, że usłyszałem je pierwszy raz w radiu.

B: Wiesz co, jestem zdecydowanie na „tak”. Po ostatniej lekturze „Judasza” Lee Tosci w czytaniu pana Gosztyły, do odsłuchania którego mnie bardzo kolega zachęcał, stwierdziłem „Rewelacja!”. Sposób, w jaki on intonuje, w jaki przekazuje emocje, moduluje głos z kobiecego na męski i chłopięcy…. Robi to w sposób tak wciągający że tak, jak mówisz, w czasie podróży samochodem przeczytałem, czy przesłuchałem, całą książkę. Natomiast później sięgnąłem po Steinberga… Wszystko zależy od lektora,. Natomiast jest to jakaś alternatywa zanim film powstanie. Chociażby w postaci pewnej reklamy.

J: Sam słuchałem którejś książki Severskiego czytanej przez pana Gosztyłę więc zgadzam się: czapki z głów. A kto w ogóle Cię inspirował do napisania Twoich książek? Jakie postacie, jacy pisarze, jakie filmy? Wspomniałeś już, że „Charyzmatyk” jest częściowo oparty o spotkania z prawdziwą osobą.

B: Tak, z Witkiem Wilkiem, który wywarł na mnie duże wrażenie. Uważam że ważne jest, że on jest akceptowany przez Kościół Katolicki i biskupów w konkretnych diecezjach. W związku z tym, że przypadki z jego życia są tak nieprawdopodobne, jego opowieści są samym żywym scenariuszem.filmowym stwierdziłem, że powinienem je uwiecznić, chociażby na kartkach. Więc na pewno Witek. Jeśli chodzi o „Trzy dni ciemności”, to inspiracją była siostra Faustyna i jej „Dzienniczek” i słowa Pana Jezusa w nim zawarte na temat apokaliptycznych trzech dniach ciemności. Mogę tutaj zdradzić tajemnicę, że powstał teraz, we współpracy, scenariusz do „Trzech dni ciemności”, który chociaż nie jest dokładnym przełożeniem książki, ale jest szansa, że dojdzie do skutku ekranizacja tej powieści – w troszeczkę innym wydaniu.

J: Super, mam nadzieję, że tę książkę też będzie można „oglądnąć”.

B: Jak coś, masz bilet na premierę.

J: Z chęcią skorzystam:-). Teraz trochę chciałbym zmienić temat z tego „co tworzysz” i chciałbym Cię podpytać, „jak tworzysz”. Czy możesz się podzielić jakich narzędzi używasz do tworzenia, w czym piszesz, jak rozbudzasz kreatywność, co robisz, jak się „zatniesz” przy pisaniu? Czy możesz zdradzić trochę ze swojego warsztatu.

B: Cały czas się tego uczę i doszedłem do wniosku że najlepsza rzecz to jeśli masz pomysł na fajny dialog – zapisz to sobie. To naprawdę umyka i później trudno znaleźć to w szarych komórkach. Dwa: jak już siądę do pisania i dobrze mi się pisze, często robię robię tak – jakby ktoś mnie widział to może by pomyślał, że jestem wariat – jak piszę dialog, to staram się w nim uczestniczyć. Staję się takim aktorem i mówię do siebie, staram się sobie wyobrazić, jak ta osoba się zachowuje, jak by krzyczała, jak by siadła, jak dała rękę. Więc jest to pewien teatr. Trzy: dużą inspiracją jest też obserwowanie ludzi, zwłaszcza podsłuchiwanie rozmów w tłumie. Czy chodzi Ci też o warsztat techniczny?

J: Tak, bardzo chętnie. Często młodych pisarzy interesuje, czego używają do pisania inni.

B: Do pisania powieści niewiele trzeba – wystarczy Word, prawda? Natomiast jeśli chodzi o scenariusze, korzystam z programu Celtx. Bardzo fajnie formatuje tekst postaci, didaskalia, dialog. I to jest format, który jest wymagany w Hollywood. Bez tego nie przyjmą scenariusza. Więc, rozumiesz, uderzamy w Hollywood:-).

J: Bardzo dobrze! Poniżej nie ma sensu.

B: No oczywiście!

J: A tak już poza techniką. Poza tym, że piszesz: pracujesz, jesteś mężem i ojcem. Jak to wszystko łączysz i znajdujesz na to czas

B: No nie jest łatwo:-). Z pomocą przychodzi mi mój zawód, który jest w pewnym sensie elastyczny – mam elastyczne godziny pracy i tryb zadaniowy: masz zadanie-wykonaj je-masz wolny czas. Stąd gdy pojawia się chwila wolnego czasu – na przykład czekam w samochodzie na swoje cztery kochane damy które nie mogą wyjść, bo jeszcze drugą gumką trzeba przywiązać kolejny kucyk – zapisuję sobie dialog albo nagrywam na telefon myśl czy sentencję, która mi się nasuwa. Maksymalne wykorzystanie czasu – ja się tego uczę. Jest to trudne, przychodzi zniechęcenie, nie chce się. Wtedy trzeba się przełamać i prosić Najwyższego o odpowiednie stymulacje.

J: Czyli w jakimś sensie tworzysz w międzyczasie? Przynajmniej duże kamienie, a potem je ciosasz, gdy masz więcej czasu.

B: Tak, tak.

J: Powoli zmierzając do końca: mam nadzieję, że moi czytelnicy sięgną po Twoje książki. Co znajdą tam, czego nie ma w innych książkach, u innych autorów?

B: O to trzeba było zapytać czytelników… Ja bym chciał, żeby ta książka mogła w smutne dni rozbawić i rozweselić, pyszałkowatych skłonić do zadumy i pokory, do przemyśleć o sobie i o tym, gdzie zmierzamy i co jest naszym celem w życiu, co jest najważniejsze.

J: Tak, jak mówisz, najlepiej spytać czytelników. Jak dołączyć do ich grona? Gdzie można kupić Twoje książki? Można je w ogóle na lubimyczytać.pl znaleźć? Przyznaję, że przed rozmową zaniedbałem ten element researchu.

B: Tak, są tam książki, są tam recenzje. My natomiast z żoną prowadzimy stronę internetową www.paruzja.com. Tam są wszystkie trzy książki, już przygotowane do wysyłki.

J: I ostatnie pytanie – myślę, że dla mnie jedno z najważniejszych. Jak można Cię wspomóc w realizacji Twojej misji?

B: Dziękuję za to pytanie:-). Jeśli chodzi o film, to na stronie zapraszamy chętnych do współprodukcji. Można zostać współproducentem filmu, można być sponsorem – możliwości są szerokie i wszystkie wiadomości można znaleźć na stronie paruzja.com.

J: Czyli paruzja.com i tam można szukać informacji.

B: Zapraszam. Piszcie, pytajcie dlaczego tak, a nie inaczej i piszcie, co byście chcieli jeszcze usłyszeć.

Przy okazji zapowiadam jeszcze jedną tragikomedię – której tytułu nie mogę teraz zdradzić, ale która będzie najlepsza ze wszystkich.

J: Reasumując – w najbliższym czasie będzie Cię całkiem dużo w polskich kinach.

B: To może za dużo powiedziane. Wszystko zależy od producentów i od środków, jakimi będą dysponować. Nie oszukujmy się – jest potrzebnych kilka ładnych milionów.

J: Takie „drobne na waciki”.

B: No właśnie.

J: Dziękuję Ci za rozmowę. Razem z Bartkiem zapraszam wszystkich czytelników na stronę paruzja.com, do sięgnięcia po jego książki i zobaczenia, jak można wesprzeć powstanie filmu „Charyzmatyk”.

Od siebie tylko dodam, że jakbyś potrzebował przy kręcenia filmu statysty do roli…

B: Bandziora?

J: Antyterrorysty, ratownika… Bandziorem już byłem w „W-11”, więc tego do CV nie potrzebuję, ale polecam się na przyszłość.

B: A konsultant może być?

J: Też może być.

B: Bo jest scena w „Trzech dniach ciemności”, kiedy mała dziewczynka topi się w stawie i trzeba ją reanimować.

J: Nie ma problemu, polecam się:-). Dzięki za rozmowę i życzę powodzenia w realizacji tej wielkiej misji i celu „Charyzmatyk” i w krokach pośrednich: jako autor, jako scenarzysta. Powodzenia.

B: Dzięki, Janku. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy przed salą kinową.


Mam nadzieję, że podobała Ci się nasza rozmowa. Dla przypomnienia: jeśli chcesz kupić kupić książki Bartka, znajdziesz je na stronie Wydawnictwa Paruzja. Tego adresu Bartek nie podał, ale jeśli chcesz zostać współproducentem filmu „Charyzmatyk” albo znaleźć o nim więcej informacji, wejdź na stronę www.pomagam.pl/charyzmatyk.

Zapraszam też do komentowania tej rozmowy – szczególnie, jeśli już przeczytałeś którą z książek Bartka i masz na jej temat jakieś przemyślenia. Możesz też zadać w komentarzu pytania do autora, a ja go poproszę, żeby na nie odpowiedział.


Powiedz o tym wpisie znajomym:

Zapraszam do newslettera

Dostaniesz materiały bonusowe, dostępne tylko dla odbiorców, a do tego przypomnę Ci o każdym nowym wpisie na blogu. Same wartościowe treści i zero spamu:

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zgodnie z polityką prywatności w celu otrzymywania powiadomień o nowych wpisach i wydarzeniach związanych z blogiem. Nie będę Cię spamował. Będziesz mógł w każdej chwili zrezygnować z subskrypcji.

Holler Box

Operatorzy jadają ciasteczka. Strona www.operator-paramedyk.pl też z nich korzysta i czytając bloga zgadzasz się na to. więcej informacji

Na blogu www.operator-paramedyk.pl ciasteczka są wykorzystywane do tworzenia statystyk i raportów oglądalności oraz w celu monitorowania aktywności w programach afiliacyjnych. Twoja przeglądarka otrzymuje przypisany numer, dzięki któremu wiadomo, ile razy ktoś wszedł przy jej użyciu na stronę bloga, gdzie klikał i ile czasu spędził na stronie. Jeśli nie wyrażasz na to zgody - możesz wyłączyć korzystanie z plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki. Pełną listę plików cookies znajdziesz w polityce prywatności.

Zamknij