Czekając na... - Adwent 2018, zdjęcie: Ben White @unsplash.com CC-0
rozpoznanie

Czekając na… apel

Zastanawia mnie kto – poza wyższymi oficerami i urzędnikami, którzy spędzają je na trybunie honorowej – lubi apele wojskowe. Kto w mundurze był, ten doskonale wie, jak to wygląda. Dowódca batalionu powie, że chce się spotkać z żołnierzami o 8 na placu apelowym. Żeby pułkownik nie musiał czekać, dowódca kompanii powie, że żołnierze mają czekać ustawieni już o 7:50. Szef wcześniej będzie chciał przeglądnąć wojsko, więc od siebie doda jeszcze 5 minut. Dowódca plutonu, żeby nikt nie czekał na jego pluton, rozkaże się stawić na placu o 7:40. A dowódca drużyny – żeby potem nie oderwać od szefa – da sobie jeszcze dodatkowe 10 minut na inspekcję wojska przed wyjściem. I w ten sposób żołnierze będą od 7:30 – niezależnie od pogody – stać na placu i czekać tylko po to, żeby usłyszeć parę słów od dowódcy i przedefilować przed nim.


Jeszcze gorzej może być, jeżeli z żołnierzami zapragnie się spotkać generał lub minister – bo wtedy na drodze służbowej jeszcze więcej osób dorzuci żołnierzom swoje pięć minut.

Jak pewnie się spodziewasz, w takim apelu zwykły żołnierz nie znajduje wiele satysfakcji, a poziom sensu całego przedsięwzięcia często jest typowy dla Ludowego Wojska Polskiego lat siedemdziesiątych. Ale myślę że zgodzisz ze mną, że jest to wspaniała lekcja czekania. Może tym bardziej powinien ją odebrać każdy z nas na początku XXI wieku, kiedy przebiegamy w trzy minuty z jednego spotkania na inne i jesteśmy wiecznie na wszystko spóźnieni.

Warto się też zastanowić, kto dla Ciebie jest dzisiaj tak ważny, że przyszedłbyś pół godziny (a przynajmniej 10 minut) przed umówionym terminem tylko po to, żeby na niego poczekać. Nie grzebać w smartfonie, nie czytać książkę, nie załatwiać coś przez telefon w tej wolnej chwili – po prostu stać i czekać.

W kontekście końca świata, zbiórka przed wojskowym apelem ma jeszcze jeden wymiar. Jezus zostawił nas z przykazaniem (Mt 24, 42):

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.

Zgodnie z opisami apokaliptycznymi, w czasie Paruzji powstanie duże zamieszanie i wiele osób będzie na ostatnią chwilę próbowało zrobić coś, żeby załapać się do grona zbawionych. Niektórzy przez to pójdą za fałszywymi prorokami i antychrystem, bo nie będą potrafili rozpoznać prawdziwego Boga. Zadaniem Chrześcijanina jest bycie gotowym na moment powrotu Chrystusa. Chociaż nasze życie ma być aktywne, duchowo mamy już stać na baczność gotowi na to, że już zaraz przyjdzie dowódca i zacznie się apel. Mamy być przygotowani na to, że „Baczność! Na prawo patrz!” może paść w każdej chwili i już nie będzie czasu, żeby poprawić beret czy swoje ustawienie w szyku.

W czasie Paruzji nie będzie już czasu, żeby pomodlić się, skoczyć do spowiedzi albo przeczytać Pismo Święte. Jedyny czas, jaki masz na przygotowanie się na koniec świata, to tu i teraz.

W cyklu „Czekając na…” przyglądam się sytuacjom związanym z oczekiwaniem, które wielu z nas zna z codziennego życia. W tych sytuacjach szukam wskazówek, które mogą pomóc w przeżywaniu Adwentu – powtórnego przyjścia Jezusa, na które czekamy. Żeby nie przegapić żadnego odcinka – zapraszam do zapisania się na newsletter:

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zgodnie z polityką prywatności w celu otrzymywania powiadomień o nowych wpisach i wydarzeniach związanych z blogiem. Nie będę Cię spamował. Będziesz mógł w każdej chwili zrezygnować z subskrypcji.