Za mną! (Łk 9, 51-62)

Ta Ewangelia ma dla mnie jeden przekaz: jedziemy! Dajesz! Za mną! Naprzód!

Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

Pierwszą postacią, którą prze naprzód, jest sam Jezus. Jezus, który wie, że już nadszedł czas na Jego Mękę i dlatego idzie w kierunku Jerozolimy. Zastanawia mnie, czy wybierając się w tę drogę miał jakieś wątpliwości. Bo z jednej strony – motywacja żeby iść tam, gdzie mają cię zabić pewnie jest zerowa. Z drugiej – motywacja do zrobienia tego, co masz w swojej specjalności, jest ogromna. Być może Jezus czuł się jak ciągnięty przez dwie lokomotywy ruszające w przeciwnych kierunkach (no dobra, tak się nie czuł, bo nie wiedział nic o lokomotywach). I wiemy, że ta druga motywacja w Nim zwyciężyła. W ten sposób Jezus stał się liderem idącym w swoją ostatnią ziemską drogę.

Liderem, który idąc na śmierć pociąga za sobą innych i pokazuje im drogę. Drogę, która ma dwie cechy: prowadzi za Nim i do przodu.

follow me, zdjęcie: Monaambf@commons.wikimedia.com, CC-BY-SA

Janowi i Jakubowi pokazał, że trzeba iść naprzód nad krzywdami, jakie wyrządzili nam inni. Zemsta to strata czasu i zostawanie w tyle. Lepiej urazy okryć miłosierdziem i iść do przodu

Komuś innemu, niewymienionemu z imienia, pokazał, że droga z Nim nie ma końca. To ciągły proces parcia do przodu który skończy się dopiero z Twoją śmiercią. Być może*.

Kolejnemu pokazał, że śmierć to coś, co trzeba zostawić za sobą (o ten fragment pomęczę Krzycha w ostatnich RoMach). W rzeczywistości, do której idzie Jezus, śmierci już nie ma i nie warto do niej wracać.

Ostatni gość wspomniany przez Łukasza dostaje podsumowanie tego, co Jezus pokazał wcześniejszym: że droga do Królestwa Bożego to droga do przodu. Bez oglądania się do tyłu, cokolwiek by tam nie zostało.

Ale w tej drodze trzeba pamiętać o jednym: cały czas trzeba przeć do przodu, ale też trzeba pamiętać, że przed nami ma tą drogą iść Bóg.

Więc naprzód! Bez oglądania się na to, co za Tobą! Żadna porażka, żadna wtopa, żaden błąd, żaden grzech, które dotychczas popełniłeś, nie są przeszkodą w tym, żebyś poszedł za Jezusem do Jego Królestwa.

droga za Jezusem nie jest łatwa i obowiązują na niej dwie zasady: trzeba iść za Nim i cały czas do przodu

I tak ku przestrodze… wiemy, że Jan i Jakub na pewno dotarli z Jezusem do Jerozolimy – a Jan nawet na Golgotę. Ale nie wiemy, co się stało z 60% osób, o których dzisiaj napisał Jezus. Mogli dojść do Jerozolimy, ale mogli też w pewnym momencie stwierdzić że jednak wracają do tego, co za nimi i już nie zawrócili drugi raz. Więc ta droga nie będzie łatwa.

Ale niezależnie od tego, kiedy i gdzie napotkasz na niej trudności i będziesz miał wątpliwości, zawsze możesz rozpocząć ją tylko w jednym miejscu czasoprzestrzeni: tu i teraz.

* Dlaczego „być może”? Cóż, ponieważ po śmierci dowiemy się o sobie prawdy, to może już nie być miejsca na dalsze parcie do przodu w rozwoju. Za to pewnie w Niebie jeszcze będzie duże pole do naszej aktywności. Dlatego nie do końca wiem, czy proces parcia do przodu za Jezusem kiedyś się skończy.