Z ostrzem przy gardle

Mottem mojego bloga jest „Każdy dzień jest operacją specjalną”. Dzisiaj napiszę o czymś, co pewnie większość mężczyzn robi codziennie. Albo prawie codziennie. Kobiety z resztą też. Specjalsi akurat nie, a przynajmniej nie tak, żeby to było widać – i ja preferuję ten ostatni model. Właśnie nadeszła chwila, którą jakiś czas temu zapowiedziałem w newsletterze i na Snapchacie – zapraszam Cię do mojej łazienki na opowieść o moim małym powrocie do przeszłości!

Aha, żeby nikt nie był za bardzo przerażony albo zaskoczony – będzie o goleniu.

Zawsze chciałem to zrobić

Może to kretyńsko zabrzmi, ale od kiedy tylko zacząłem się golić, chciałem spróbować golenia zwykłą maszynką na żyletki, ale jakoś ciągle nie mogłem się przełamać po doświadczeniach z goleniem, które opiszę niżej. W maju, gdy byliśmy z żoną w drogerii, rzuciła mi się w oczy (już któryś raz, z resztą) maszynka Wilkinson Classic i (pewnie też już któryś raz) rzuciłem „Chciałbym kiedyś taką się ogolić”, a Ania powiedziała „No to kupmy”. Więc się przełamałem i…

Jak to z moim goleniem było?

Ale zanim przejdę do tego, jak było tym razem opowiem, jak wcześniej z moim goleniem było… Wymieniam marki, żeby każdy mógł porównać to ze swoimi doświadczeniami, bo na pewno jest to sprawa bardzo subiektywna.

Z podstawówki pamiętam jeszcze reklamy Gillette Sensor Excel, która to maszynka była reklamowana jako totalny przełom i „mniej pociągnięć, mniej podrażnień”. To jest coś, co chyba ukształtowało mój dotychczasowy pogląd na golenie (to tak a’propos kreowania nawyków). Dlatego, gdy sam zacząłem się golić, sięgnąłem właśnie po ówcześnie topową maszynkę systemową Gillette – Mach 3. I od samego początku – kiedy to jeszcze goliłem się z raz na tydzień – zaczęły się schody. Zacięcia, podrażnienia, trudności z dogoleniem niektórych rejonów twarzy… To wszystko doprowadziło do tego, że na pierwszym roku studiów postanowiłem zarzucić golenie na mokro (chociaż dopiero od 2,5 miesiąca wiem, że to się tak nazywa) i przejść na golarkę elektryczną.

Zdecydowałem się wtedy na jakiś najtańszy model Philishave’a. I jakoś się nią goliłem, chociaż znowu pojawiały się kwestie zacięć (chociaż słyszałem, że się nie da:-) ) i niedokładnego golenia. Na czwartym roku studiów przeszedłem na najtańszy model Brauna i, w sumie, wrażenia miałem takie same.

W okresie golenia się maszynkami elektrycznymi miałem też przerwę. Gdy szedłem na przeszkolenie wojskowe wyczytałem na forach, że co jak co, ale maszynkę warto wziąć do wojska swoją. I faktycznie – dwie jednorazówki, które wtedy w WPetkach dawali z trudem kroiły masło. Dlatego kupiłem sobie najtańszą dwuostrzową systemówkę marki Rossmann. I to była zdecydowanie najgorsza maszynka, jaką się goliłem. Po powrocie na studia z ulgą wróciłem do golarki elektrycznej.

Ale pod koniec czwartego roku coś we mnie drgnęło. Poczułem mocną potrzebę zmienienia czegoś w swoim życiu i mój wybór padł na… sposób golenia. Wróciłem do maszynki systemowej – wtedy kupiłem Gillette Fusion. Goliło mi się już trochę lepiej, niż dawniej, ale generalnie problemy nadal występowały te same.

Wtedy też odkryłem, jak wielka jest różnica pomiędzy wkładami do maszynki oryginalnymi a podrabianymi. Różnica w ich trwałości i ilości krwi, która zostawała mi na twarzy po goleniu była ogromna. Tylko za te oryginalne trzeba było płacić…

Ostatnią (znaczy się: przedostatnią) zmianą było przejście mniej-więcej rok temu na maszynkę Wilkinson Quattro Titanium. Przy niej zacięć miałem trochę mniej, niż przy Gillette (co cztery ostrza to nie pięć:-) ) i chyba wychodziło mi dokładniej, ale za to zauważałem więcej podrażnień. Koniec końców – zdecydowałem się na brodę.

I właśnie w takim stanie wybraliśmy się do drogerii, o czym napisałem wcześniej.

Zakupy

Więc gdy już w tej drogerii byliśmy przy Wilkinsonie Classic i podjęliśmy decyzję, że spróbuję to… No właśnie, pewnie jakieś 10 lat temu wziąłbym tego Wilkinsona, spróbował i albo wyszło fajnie, albo nie. Ale mamy rok 2016. Jako oświecony człowiek z dostępem do netu postanowiłem najpierw sprawdzić w tymże internecie, jak się za to zabrać. Szukając testu Wilkinsona, trafiłem na blog Czas Gentlemanów, który Ci szczerze polecam, i dowiedziałem się, że inne firmy także produkują jeszcze maszynki na żyletki. No i że jeszcze przyda mi się pędzel. Więc zabrałem się za zakupy z listą:

  • trzyczęściowa maszynka do golenia,
  • żyletki,
  • pędzel,
  • krem lub mydło do golenia.

Najpierw postanowiłem sprawdzić, co da się kupić w okolicy. Na szczęście, mieszkam w pobliżu placu targowego na Prokocimiu, dzięki czemu mogłem obskoczyć dobrze wyposażone w niestandardowe produkty drogerie i kioski i jedną drogerię sieciową. Tak więc zabrałem się za przegląd rynku.

Pędzel

Najprościej było z pędzlem. W każdym z punktów, który odwiedziłem, można było kupić pędzel z włosiem syntetycznym za kilka-kilkanaście złotych. Na który się nie zdecydowałem. W drogerii sieciowej oprócz tego był pędzel opisany jako „z naturalnego włosia” (ok. 20 zł) – prawdopodobnie oznacza to sierść dzika. Na placu targowym znalazłem dwa modele z włosiem naturalnym: z bobra (65 zł) i mieszany bóbr+dzik (35 zł). Ze względów ekonomicznych zdecydowałem się na ten ostatni. Przez moment myślałem, że wybieram pędzel firmy Dachs und Borste, ale jednak jakieś resztki niemieckiego w mojej głowie zostały po liceum i przypomniałem sobie, że „Dachs” to „borsuk”, a dedukcja doprowadziła mnie do podejrzenia, że „Borste” jest „dzikiem”. Jeśli ktoś dobrze zna niemiecki – może to zweryfikować:-).

pędzel renomowanej marki Dachs und Borste, CC-BY-NC, operator-paramedyk
pędzel renomowanej marki Dachs und Borste:-)

Żyletki

Oferta żyletek była w sumie wszędzie taka sama: Wilkinson lub Polsilver. W drogerii sieciowej były jeszcze żyletki ich własnej marki. Wszystkie opakowania mieszczące 5 żyletek były dostępne w cenie 5 zł (+/- 1 zł). Sieciówka odpadła z założenia. Ponieważ przeczytałem że Polsilver nigdy nie był „silver”, a od paru lat nie jest już „Pol”, zdecydowałem się na najtańsze – Wilkinsona. Potem doczytałem, że właśnie Wilkinson jest największym innowatorem w kwestii żyletek, bo jako ostatni wprowadził w tej dziedzinie nowość – pokrywanie żyletek teflonem. Obstawiam, że innym firmom na razie się nie chce inwestować w taki produkt.

maszynka Parker 91R z żyletką Wilkinson,, CC-BY-NC, operator-paramedyk

Krem/mydło

Napisałem, że najprościej było znaleźć pędzel? Skłamałem. Praktycznie wszędzie mogłem dostać parę modeli kremów do golenia. Zazwyczaj był to Wars, Lider (obydwa po ok. 3 zł) i Nivea (6-7 zł), chyba wszystkie dostępne w odmianach dla różnych rodzajów skóry, cokolwiek by to nie znaczyło. W drogeriach wybór był odrobinę większy i właśnie tam kupiłem krem do golenia firmy Ziaja za 4 zł – ze względu na sympatię mojej żony do tej marki

Dopiero niedawno – po 1,5 miesiąca golenia się kremem – w jednej z drogerii na targu znalazłem mydło Arko za 6,30 zł. Kupiłem je i jestem po pierwszych testach.

mydło do golenia Arko, CC-BY-NC, operator-paramedyk

Maszynka na żyletki

A w sumie „aparat do golenia na nożyki”, bo taka była pierwotna nazwa urządzenia oferowanego przez pana Gillette’a na rynku polskim. Sama ta nazwa bardzo mnie zainteresowała. Wiem, że „nożyk” stał się „żyletką” właśnie przez to, że jako pierwszy taki produkt oferowała firma Gillette. Czyli „żyletki firmy Wilkinson” jest stwierdzeniem tak samo typowo polskim, jak „Adidasy firmy Nike”. Za to dłużej zastanawiałem się nad różnicą pomiędzy „aparatem” a „maszynką”. Tak na logikę wydaje mi się, że maszyna musi mieć elementy mechaniczne, na których opiera swoje działanie. A aparat to po prostu przedmiot, który ułatwia wykonanie danej czynności. Ale jeśli ktoś może pomóc w tej kwestii, będę wdzięczny.

Z zakupem przyrządu do golenia pojawiły się schody: poza wspomnianym Wilkinsonem, była posucha w mojej okolicy. W kioskach powiedzieli mi, że bywają u nich maszynki jednoczęściowe za około 7 zł, ale jeden ze sprzedawców powiedział mi, że lepiej ich nie kupować. Tak więc, ponieważ Wilkinson Classic odpadł (ze względu na to, że jest polimerowy i dwuczęściowy), trafiłem do internetu, gdzie znalazłem dwa-trzy główne sklepy oferujące maszynki na żyletki.
Jak sprawdziłem, można kupić trzy typy maszynek:

  • chińskie modele za około 30-50 zł,
  • maszynki średniej klasy za ok. 70-100 zł,
  • najbardziej popularne maszynki za cenę powyżej 100 zł.

Mówię o polskich sklepach i serwisach akcyjnych. Podobno da się także w chińskich sklepach kupić dobre maszynki za około 25 zł, ale ze względu na niepewność przesyłki i warunków, w których są produkowane, nie zdecydowałem się na ten krok.

Ze względów ekonomicznych – wybrałem maszynkę średniej klasy.

aparat do golenia Parker 91R, CC-BY-NC, operator-paramedyk

maszynka Parker 91R, CC-BY-NC, operator-paramedyk

Z wyborem maszynki miałem niezły problem. Wiedziałem, że chcę maszynkę najprostszą – trzyczęściową – i całą metalową. Wiedziałem też, że ważna jest masa. Ale poza tym nie za bardzo wiedziałem, na co patrzeć. Nie wiedziałem, czym się różni grzebień otwarty od zamkniętego, jaką rączkę wybrać albo jaka tak naprawdę jest różnica pomiędzy maszynką ważącą 46, 65 i 110 g. Ostatecznie wybrałem model Parker 91R ze względu na dużą masę (prawie 150 g) i długą rączkę (generalnie nie mam najmniejszych dłoni więc uznałem, że będzie to dla mnie wygodniejsze).

maszynka do golenia na żyletki Parker 91R, CC-BY-NC, operator-paramedyk
Nie mam pojęcia, co tu można zobaczyć, ale wszyscy piszący o maszynkach dają takie zdjęcie, więc też dodam.

Golenie

Gdy już skompletowałem (a w sumie dostałem, żeby być dokładnym) cały zestaw, mogłem przystąpić do ogolenia się.

Po pierwsze, trzeba było wyrobić sobie pianę. Przy użyciu kremu, nie miałem z tym żadnych problemów. Na początku parę razy wyszła mi zbyt wodnista, gdy zbyt słabo osuszyłem pędzel, ale generalnie zawsze mogłem się spokojnie ogolić tym, co miałem w filiżance.

Trochę trudniej było, gdy przeszedłem na mydło. Dość długo uczyłem się, ile mydła powinienem nabrać, żeby dostać odpowiednią pianę. Zajęło mi to około dwóch tygodni.

Różnicę pomiędzy wyrabianiem piany z mydła i z kremu możesz oglądnąć na filmie poniżej (a przy okazji zobaczyć, jak wygląda pierwszy film, który zmontowałem):

Oprócz kremu, do wyrobienia piany (i rozprowadzenia jej po twarzy) potrzebny jest pędzel. Nie mam żadnych uwag do modelu który kupiłem. Może tylko jedną: że nie miał w zestawie wieszaka do suszenia, więc musiałem trochę pokombinować co do tego, jak go przechowywać. Pędzel chłonie dużo wody (może dlatego miałem problem z pianą z mydła?), włosy z niego nie wypadają, a samo nakładanie piany jest przyjemne. Nie wiem w sumie, co jeszcze można o pędzlu napisać.

No i maszynka… już po zamówieniu poczytałem na forach, że maszynka Parkera jest modelem bardzo agresywnym i że wiele osób narzeka na jakość wykonania. Dlatego szczegółowo przyglądnąłem się temu, co przyszło w paczce.

Co do wykonania to w jednym albo dwóch punktach można zauważyć przebarwienia, ale wszystkie części są wykonane precyzyjnie, wszystko ładnie się składa i pasuje do siebie, więc nie widzę powodów do narzekania. A co do agresywności, to…

I tutaj nastało moje największe zdziwienie. Ja, który po goleniu się maszynką systemową zawsze miałem szyję jak punkt krwiodawstwa, przy pierwszych próbach golenia się maszynką na żyletki wychodziłem z łazienki bez zacięć ani podrażnień. Okazało się to dla mnie o wiele łatwiejsze, niż golenie maszynką „nowoczesną”. A przez to też o wiele przyjemniejsze. Nawet nie rozważam zakupu ałunu, bo po prostu jest mi niepotrzebny. Z czasem pojawiły się czasem drobne podrażnienia – w miarę nabierania pewności goliłem się mniej uważnie i szybciej. Ale i tak było ich mniej i były mniejsze, niż w przypadku maszynek systemowych. Poza tym zawsze już na etapie golenia wyraźnie czułem, gdzie przegiąłem z naciskiem albo gdzie przejechałem za dużo razy.

Efekty samego golenia są – i to może potwierdzić moja żona – o wiele lepsze, niż przy używaniu maszynki systemowej. I chyba tyle w tym temacie mogę powiedzieć.

Ostatnia strona golenia to czas, jaki co rano (albo co dwa dni, jak ja to robię) trzeba na nie poświęcić. Wydaje mi się (ale nigdy nie stałem z zegarkiem, więc to tylko subiektywne odczucie), że goląc się nowym zestawem, potrzebuję paru dodatkowych minut na doprowadzenie swojej twarzy do stanu używalności publicznej. Pewnie wynika to z dodatkowego czasu potrzebnego na wyrobienie piany i ostrożniejszego golenia się. Jakkolwiek jest to też czas o wiele przyjemniejszy, niż przy maszynkach systemowych.

A, i może to istotna informacja dla tych, którzy mnie rzadko widzą i nie weszli jeszcze na stronę „O mnie”: noszę brodę. Dlatego golę jedynie szyję i mogę wypowiedzieć się jedynie o tym obszarze. Nie mam jeszcze pojęcia, jak goli się policzki czy okolice ust. Przy analizie poniżej będzie to uwzględnione.

Wpływ na kieszeń

Jak napisałem we wstępie, przed goleniem prawie nikt nie może uciec. Ponieważ i tak trzeba inwestować w to pieniądze warto sprawdzić, ile kosztuje golenie różnymi metodami. Dlatego przygotowałem krótką analizę ekonomiczną golenia różnymi metodami.

  • maszynka systemowa,
  • jednorazówka,
  • maszynka elektryczna,
  • maszynka na żyletki.

Dla maszynki systemowej i elektrycznej przyjąłem uśrednione dane z mojego doświadczenia.

Dla maszynki elektrycznej jedyne koszty, oprócz zakupu samej maszynki, to wymiana nożyków (głowicy czy jak to się nazywa) raz na rok. Mam twardy zarost i faktycznie po mniej-więcej takim czasie zauważałem stopniowy wzrost podrażnień i spadek jakości golenia. Ale wiem, że znajomi, którzy golą się teraz elektrykami, w ogóle nie wymieniają głowic. Przy takim rozwiązaniu koszty używania maszynki elektrycznej zdecydowanie spadają i sprawiają, że w perspektywie pięciu lat jest to najtańszy sposób golenia się. O ile ktoś lubi golić się na sucho. Nie uwzględniałem kosztu olejów, bo to groszowe sprawy, jeśli dobrze pamiętam.

Maszynka systemowa – czyli modele na wymienne wkłady – jest do kupienia praktycznie za darmo, czyli niewiele drożej niż kosztuje pojedynczy wkład. U mnie jeden wkład wystarczał mniej-więcej na miesiąc. Ze względów ekonomicznych – w symulacji założyłem zakup pakietu czterech wkładów co cztery miesiące. Do tego dochodzi pianka lub żel do golenia – jedna opakowanie wystarczało mi na dwa miesiące.

Jeśli chodzi o maszynkę na żyletki, to – jak już wspomniałem – nie goliłem nią całej twarzy, więc muszę ekstrapolować koszty. Orientacyjnie golę teraz 1/3 powierzchni mojej twarzy. Żyletkę w maszynce wymieniam co trzy tygodnie, dlatego w symulacji założyłem, że przy „pełnym” goleniu zmieniałbym ją co tydzień. Do tego krem do golenia. Przez niecałe dwa miesiące zużyłem około połowę tubki. Dlatego założyłem, że przy goleniu całej twarzy jeden krem wystarczałby na półtora miesiąca.

Na razie nie umiem oszacować, na ile wystarczy jedno mydło do golenia (zużyłem go na tyle mało), ale na pewno jest to opcja tańsza, niż krem do golenia.

No i najtrudniejsza rzecz – bardzo popularne maszynki jednorazowe. Jak można domyślić się po opisie historii – nigdy takich nie używałem, dlatego dane do kalkulacji dostałem od znajomych. Jedną maszynką można się ogolić 2-3 razy, więc założyłem zużycie jednej maszynki na tydzień (golę się zwykle co dwa dni) i zakup opakowania na cały miesiąc. Do tego pianka – tak, jak przy maszynce systemowej.

Zestawienie kosztów znajdziecie w tabeli (ceny brałem z drogerii sieciowej albo internetu):

zestawienie kosztów golenia różnymi metodami, zdjęcia: CC-0

A tak wyglądają koszty używania tych rozwiązań w perspektywie pięciu lat:

opłacalność golenia różnymi metodami, CC-BY-NC, operator-paramedyk

Jeśli więc chcesz się golić w dany sposób dłużej niż rok – najtańszą opcją jest maszynka na żyletki. Jedyne, co może wyjść taniej, to golenie się maszynką elektryczną bez wymiany głowicy – po dwóch latach będzie to najtańsza opcja.

Oczywiście, w te dwa rozwiązania trzeba najwięcej zainwestować na początku. Maszynki jednorazowe i systemowe pozwalają zaoszczędzić parę groszy na początku, ale zaczynają drenować kieszeń później. W ogóle stosowany w tej branży model biznesowy jest strasznie ciekawy, tak na marginesie.

Patrząc na wyniki moich obliczeń musisz wziąć pod uwagę cztery rzeczy:

  • Zrobiłem obliczenia dla „przeciętnych” cen na rynku – brałem pod uwagę modele markowe, ale nie topowe. Przy wersjach ekonomicznych na pewno da się kupić różne rzeczy taniej, ale różnie może być z ich jakością (patrz przykład maszynki, którą kupiłem do wojska). Z drugiej strony – w każdej kategorii można też kupić modele droższe.
  • Nie uwzględniałem modelu hybrydowego. Można połączyć maszynkę systemową czy jednorazową z pędzlem i kremem do golenia i wtedy rośnie koszt początkowy, ale eksploatacja jest tańsza i krzywe mogą wypaść inaczej.
  • Założyłem, że sprzęt się nie psuje. O ile do mojej maszynki na żyletki mam prawie pewność, że jej nie zepsuję – a jak coś, to gwint będzie się dało naprawić WD-40 lub taśmą teflonową – to przeżyłem w swoim życiu i konieczność wymiany „rączki” maszynki systemowej (spadła mi i ułamał się zaczep do wkładu), jak i rozwalenie maszynki elektrycznej (też mi wypadła).
  • Tak, jak pisałem – ceny brałem z drogerii i internetu, a zużycie z własnego doświadczenia. Jeśli uważasz, że totalnie któreś koszty przestrzeliłem albo ich nie doszacowałem – daj znać.

Na zakończenie

Dotrwałeś aż do tego miejsca? To jeszcze jedną rzecz Ci opowiem. Jak już wspomniałem, samo golenie maszynką na żyletki podoba mi się bardziej, niż systemową. Ale jest coś jeszcze – zakupy też są o wiele przyjemniejsze. O ile w sklepie internetowym albo drogerii sieciowej nie odczułem różnicy, to w kioskach i małych drogeriach to, że szukam klasycznej maszynki, żyletek, kremu do golenia i pędzla było okazją do wielu fajnych rozmów i wspomnień.

A na samo zakończenie powiem Ci tylko, żebyś golił się tak, jak masz ochotę. Ale bardzo chciałem Ci powiedzieć że zmiana nawet tak mała, jak wybór narzędzia do golenia, może sprawić naprawdę dużą frajdę w życiu. I że radością – nawet taką codzienną – warto się dzielić z innymi.

  • Brzytwa nie pojawiła się na liście, ponieważ nie miałem skąd wziąć danych dotyczących eksploatacji. Przeczytałem w internecie, że w przypadku taniej brzytwy fryzjerskiej koszty wyglądają podobnie, jak przy maszynce na żyletki. Znalazłem też informację, że normalna brzytwa trochę kosztuje, do tego trzeba dokupić kamienie i pas do ostrzenia, a potem wystarczy już tylko mydło. Ale nie miałem jak tych informacji zweryfikować. Jeśli pomożesz mi i poprosisz swoich znajomych o podanie, ile orientacyjnie kosztuje ich korzystanie z brzytwy – będę wdzięczny i uzupełnię obliczenia.

  • Damian Rawski

    Nie chciałbym narzekać, ponieważ porównanie jest zrobione wyjątkowo rzetelnie, ale brakuje mi tu opcji golenia brzytwą. Może to brzmieć staromodnie, ale znam ze dwie osoby które tak właśnie się golą :) Jedna z nich (wiek ok. 60 lat) przeszła podobną drogę co Ty (pomijając maszynkę elektryczną, jeśli dobrze pamiętam) i ostatecznie skończyła właśnie na brzytwie. Ponoć rewelacja :)