Wierzysz, że wejdziesz na górę? (Mt 17, 1-9)

Jezus już nie musi być wprowadzany w wyzwania przez Ducha. Potrafi sam się na takie zdecydować, a przy okazji zainspirować do podjęcia wyzwania swoich uczniów. Ale nie każdy z nich jest do tego gotowy – na „wysoką górę” zabiera z sobą jedynie Piotra, Jakuba i Jana. Może miała to być dla nich pierwsza próba po usłyszeniu pierwszej zapowiedzi Męki i warunku Jego naśladowania.

przemienienieMyślę,  że dziewięciu z dwunastu Apostołów nie było po prostu jeszcze gotowych do tego, co Jezus chciał im przekazać. A na górze przekazał pozostałym, jak powinno oddziaływać na nich i innych dobrze zrealizowane wyzwanie. Ale zabronił im mówić o tym komukolwiek aż do Zmartwychwstania.

Co musieli czuć ci uczniowie, którzy zostali? Przed chwilą ich Nauczyciel mówił o dziwnych rzeczach – że będzie musiał umrzeć i o tym, że mają wziąć swój krzyż i pójść za Nim. A teraz nagle powiedział, że mają zostać, a z Nim pójdzie tylko trzech. Jak już wrócili z Góry Tabor, na pewno pozostali Apostołowie podpytywali Piotra, Jakuba i Jana o to, co się wydarzyło w czasie ich nieobecności, a ci im udzielali wymijających odpowiedzi albo milczeli. Na dodatek w czasie nieobecności Jezusa nie mogli poradzić sobie z wypędzeniem złego ducha z chłopca, a Jezus zrobił to jednym słowem. Pewnie czuli się odrzuceni i uważali, że stanowią tę gorszą część grupy.

 

Czego Jezus chciał ich nauczyć przez to zwątpienie i wytknięcie im potem słabej wiary? Myślę, że podstawą rzeczą, którą powinien z tej Ewangelii wyciągnąć mężczyzna jest to, że na każde wyzwanie przyjdzie odpowiedni czas – nie każdy jest od razu gotowy na zdobycie „wysokiej góry” (chociaż Góra Tabor, której tradycja przypisuje miejsce Przemienienia, ma tylko około 560 m). Najpierw trzeba uwierzyć w to, że można. Najpierw trzeba uwierzyć w swoje siły, choćby ta wiara była minimalna. Bez tego nie ma szans nawet na dostrzeżenie tego, jak wyzwania zmieniają tego, kto je podejmuje i ludzi dokoła.