Wewnętrzny Mojżesz (Wj 6, 2-13)

Chciałem dzisiaj ponownie usiąść nad fragmentem Księgi Wyjścia, o którym pisałem dwa tygodnie temu. Tak, jak wtedy wspomniałem – jeden projekt rozrósł się do dwóch wpisów o oddzielnych tematach. Poprzednio pisałem o podejmowaniu swojej misji. Dzisiaj chciałem napisać parę słów o wyjściu do wolności.

Mojżesz różnił się od reszty Izraelitów dwiema cechami. Po pierwsze: biorąc pod uwagę rozkaz Faraona (Wj 1, 22), był prawdopodobnie jedynym mężczyzną w swoim wieku. Po drugie: jako jedyny nie znał życia w niewoli. Poza okresem niemowlęcym, kiedy dzięki podstępowi Miriam trafił z powrotem do swojej matki, całe życie spędził albo na dworze egipskim, albo w domu madianickiego kapłana – nigdy nie pracował przymusowo, jak inni Izraelici. Wyróżniała go więc znajomość życia i wolności.

Biorąc pod uwagę te dwie cechy mogę sobie wyobrazić, że musiał się nieźle napracować, zanim namówił Izraelitów do wyjścia z Egiptu. Wyobrażam sobie, jak musiał się czuć, rozmawiając ze swoimi współplemieńcami wracającymi z pracy w Egipcie, kiedy próbował wyjąkać im, jak to jest żyć na wolności, a w odpowiedzi słysząc wyrzuty takie jak „A czemu ty w ogóle żyjesz, a nie utopiłeś się w Nilu jak inni chłopcy?” i „A co ty możesz wiedzieć jak nam jest, skoro jesteś mordercą i uciekinierem?”. Dalsza część Księgi Wyjścia pokazuje, że w czasie wędrówki do Kanaanu Izraelici przy każdej trudności atakowali Mojżesza wyrzutami „Po co nam kazałeś wyjść z Egiptu, jak tam mieliśmy spokój”, a w samym Egipcie ich opór musiał być o wiele silniejszy.

Myślę, że wielu z nas nie jest naprawdę wolnych i przez to nie może żyć pełnią życia. Sądzę nawet, że wiele osób boi się wyjścia na prawdziwą wolność. Przyzwyczailiśmy się do swojej niewoli, jak Izraelici przez 400 lat w Egipcie. Nie chodzi mi nawet o żadne ogromne nałogi. Niewoli nas wiele mniejszych lub większych spraw. I myślę, że w każdym z nas odzywa się od czasu do czasu taki wewnętrzny Mojżesz mówiący „Dawaj, skończymy z tym!”. A na to reszta naszej psychiki reaguje jak Izraelici w Egipcie. Pojawiają się myśli takie, jak „I co, jak z czegoś zrezygnuję?”, „Ale jak to tak można?”, „Przecież i tak się nie uda”, „Przecież wcale nie jest tutaj źle”. A jeśli posłuchasz tego „wewnętrznego Mojżesza”, to myśli te powracają ze zwielokrotnioną siłą przy każdej trudności napotkanej na drodze do wyjścia z niewoli.

„Głos-Mojżesz” może być tą częścią Ciebie, która jest najbliżej Boga i która od Niego słyszy o tym, jak żyć w pełni. Jest tym głosem, który może Cię nakierować na Twoją specjalność i która nie chce się zgodzić na żadne zniewolenie całego Ciebie. Oczywiście, to wymaga pracy – czasem ciężkiej – i wcale nie musi być na początku przyjemne. Twoje życie się na pewno zmieni, jeśli posłuchasz tego głosu i może być tak, jak w przypadku Izraelitów – przed wejściem do Ziemi Obiecanej musieli 40 lat chodzić po pustyni – że będziesz potrzebował dużo czasu i trudności żeby zniszczyć w sobie wszystkie przyzwyczajenia do niewoli. Ale myślę, że wolność – rzecz fundamentalna dla mężczyzny – jest tego warta.

Co prawda w jutrzejszym wpisie treningowym temu zaprzeczę, ale jeśli chcesz zaplanować coś na rok 2015, zaplanuj posłuchanie tego „głosu-Mojżesza”, który masz w sobie. Posłuchaj, co chce Ci opowiedzieć o życiu na wolności. Może warto za tym głosem pójść – nawet, jeśli będzie to oznaczało 40 lat chodzenia po pustyni przed dotarciem do celu.