Wejdź, przetrwaj, przejdź (Mt 4, 1-11)

Zacznijmy od tego, czego nie ma w dzisiejszym czytaniu. Tuż przed przedstawionymi wydarzeniami w Ewangelii wg św. Mateusza znajduje się opis Chrztu Jezusa, a poprzedzające dzisiejsze czytanie zdanie mówi o głosie z nieba „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.

Jezus wyszedł na pustynię. Dokładniej „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła”. Czyli Jezus czuł w sobie jakąś potrzebę sprawdzenia, co tak naprawdę znaczyły słowa, które usłyszał z nieba. Zweryfikowania tego, kim jest – w ekstremalnych warunkach. Myślę, że dla Jezusa to wyjście na pustynię było rodzajem selekcji. Inicjacji. Bo potrzebował tego, jak każdy inny mężczyzna. Wyobrażam to sobie tak, że Jezus raczej nie planował iść na dokładnie 40 dni. Raczej przez ten czas sprawdzał się dzień po dniu. Może myślał „Dobra, jestem głodny… ale jeszcze dzisiaj wytrzymam”. Przepościł 40 dni i 40 nocy, po których zaczął odczuwać głód.

źródło tła: http://unsplash.com/, CC-040 dni i 40 nocy… Dzień i noc na pustyni to dwie skrajne temperatury – dobowa różnica temperatur wynosi 30-40 stopni Celsjusza1 – np. +40 stopni Celsjusza w dzień i 0 w nocy. W dzień praktycznie się roztapiasz, a w nocy zaczynasz zamarzać. Jezus wystawił się na takie skrajności 80 razy i wytrzymał.
„Odczuł w końcu głód”… Być może nawet każdego dnia docierał do punktu, który uważał za granicę swojej wytrzymałości, aż doszedł naprawdę do granicy swoich możliwości. Właśnie wtedy „przystąpił do niego kusiciel”. Czyli nadszedł czas próby. Zauważ, że w czasie działalności publicznej, przy ludziach zwykle Jezus każe złym duchom zamilknąć i od razu uciekać. Tutaj wchodzi z diabłem w dialog. Sam mierzy się ze „słabością” (bo czy głód i pragnienie robienia wielkich rzeczy jest słabością?) i wygrywa z nią. Potem, przy ludziach, już wie, ze jest silniejszy od kusiciela, więc bez dyskusji mu rozkazuje.

Ja widzę tutaj drogę, którą powinien przejść każdy mężczyzna, aby się określić. Najpierw jest pewne natchnienie – może przelotna myśl – kim jesteś/będziesz. Ale to tylko myśl. Żeby sprawdzić, jak bardzo jest wartościowa, musisz ją zweryfikować i poddać próbie w wyzwaniu. I dopiero jeśli przejdziesz tę próbę wiesz, że to, co o sobie pomyślałeś jest prawdą. Naprawdę taki jesteś.

Zauważyłem też ciekawe połączenie pomiędzy dzisiejszą Ewangelią i tą, którą słyszeliśmy w zeszłym tygodniu. W tamtym fragmencie „Kazania na górze” Jezus mówi właśnie o sprawach, które przepracował na pustyni – że życie jest ważniejsze, niż pokarm i że nie warto się martwić o jedzenie i picie. Nad tamtymi słowami często przechodzimy dość gładko, a jedyną refleksją może być „Ta, co On tam wie, przecież jest Bogiem”. W takich chwilach warto właśnie sobie przypomnieć o tym pobycie na pustyni. Wszedł w ekstremalne warunki, przetrwał w nich i przeszedł próbę. Prosta instrukcja dla mężczyzny, jak odkryć siebie. I nie wymiguj się, że nie masz w pobliżu pustyni – góry, las, czy równiny też się dobrze sprawdzą. Wyzwanie jest w Tobie – musisz tylko je znaleźć.

Ostatnia, już krótka sprawa: Jezus wyszedł na pustynię tuż po tym, jak usłyszał, że jest „umiłowanym Synem Bożym”. Uświadom sobie, że Ty też nim jesteś. Co w stanie zrobić z tą wiadomością?

 

1 Wikipedia: Pustynia