Usłysz to, co jest w Piśmie (J 10, 1-10)

Muszę przyznać, że z medytacją dzisiejszego czytania z Ewangelii według św. Jana miałem duży problem. Gdy kilka razy przeczytałem tekst odkryłem, że dotychczas myślałem o nim nawykowo. Więc na początek mam szczere pytanie: ilu z Was po tym czytaniu stwierdziło, że Jezus jest Dobrym Pasterzem?

Oczywiście, jest. Ale o tym jest mowa w dalszym fragmencie Ewangelii (J 10, 11-16). W czytanym fragmencie Jezus bardzo precyzyjnie stwierdza, że jest BRAMĄ do owczarni.

zdjęcie: www.ariaad.nazwa.pl/operator-paramedyk, CC-BY

Dzisiejsze czytanie składa się z dwóch części, rozdzielonych fragmentem „Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus”. Myślę, że dla mężczyzny powinien być to punkt, w którym zada sobie bardzo ważne pytanie: ile razy jeszcze muszę posłuchać Ewangelii, żeby ją wreszcie usłyszeć?

Zawsze zastanawiało mnie, jak by to było czytać Ewangelię nie wiedząc, że na końcu jest Zmartwychwstanie. Jak odebrałbym historię Abrahama gdybym nie wiedział, że ostatecznie nie złoży w ofierze Izaaka. Jak słucha się historii Rut bez świadomości, że Obed weźmie ją za żonę. Jak to jest przeczytać losy Dawida gdy się nie wie, że umknie wszystkim podstępom Saula, a Betszeba ostatecznie urodzi Salomona. Niektóre historie biblijne znają wszyscy. Inne – ci, który dogłębniej studiują Słowo Boże. Ale ogólnie wiemy, jaki jest koniec i że po drodze do Apokalipsy w Piśmie Świętym nie zdarzy się nic, co by nas szczególnie zadziwiło.

Przez tą „ogólną znajomość” czytań czasem po usłyszeniu pierwszych słów zdarza mi się wyłączyć i nie słuchać już dalej, bo wydaje mi się, że doskonale wiem, co tam będzie. Tak, jak w przypadku dzisiejszego czytania.

Następnym razem na Mszy dokładnie wsłucham się w każde z czytanych słów, aby je usłyszeć. Proponuję, żebyś zrobił podobnie. Usłyszmy Ewangelię i zróbmy tak, żeby Jezus nie musiał nam zbyt często powtarzać tego, co mówi.