shooting range target, zdjęcie: US Marines Corps CC-0

Twój cel

Parę dni temu o pierwszej w nocy leżałem już w łóżku i nagle mnie tknęło, że chyba wśród wielu rzeczy, które dotychczas napisałem o celach, pominąłem jeden ważny aspekt. A więc szybko uzupełnię braki.

Historia tego wpisu rozpoczyna się na strzelnicy wojskowej. Jeśli nie strzelałeś tam sam, to pewnie od kogoś słyszałeś historię z czasów „kiedy jeszcze było prawdziwe wojsko”, jak to trzeba było słabszemu koledze na stanowisku obok pomóc paroma swoimi strzałami. Albo przeciwną, ważniejszą pod kątem tego wpisu: jak to ktoś trafił wszystkie cele, po czym okazało się, że strzelał do celów na stanowisku obok i ocenę zgarnęła znajoma twarz. Gdy jest się na otwartej strzelnicy pierwsze kilka razy, na dystansie 100 metrów łatwo jest się pomylić i otworzyć ogień do nieswojego celu. Podobnie z resztą jest z celami w Twoim codziennym życiu.

Popatrzmy na standardowy poranek zwykłego Jana Kowalskiego (jeżeli tak się nazywasz i poniższy opis nie pasuje do Twojego poranka – chodziło mi o tego innego Jana Kowalskiego). Jan wstaje rano. Idzie do łazienki i myje zęby. Wychodzi do piekarni po bułki, a po drodze jeszcze zahacza o bankomat. Wraca do domu, przygotowuje śniadanie i zaczyna je jeść, przeglądając serwis informacyjny w internecie. Potem się kąpie, ubiera i wychodzi do pracy.

Na pierwszy rzut oka nic porywającego. Ale chcę żebyś, zanim przejdziesz do dalszej części artykułu, policzył,  ile celów zrealizował Kowalski w tej historyjce. Możesz je spisać na liście. Ile Ci wyszło?

Gdy robiłem taki test na Warsztatach Identyfikacji Celów, uczestnicy najczęściej podawali jako zrealizowane cele Kowalskiego „wstać o określonej godzinie”, „zjeść śniadanie”, „przeczytać newsy w internecie”, „wykąpać się przed pracą”, „wyjść na czas do pracy”. I obstawiam, że większość Kowalskich przyznałoby im rację. Ale w tej historyjce celów jest o wiele więcej (i mam nadzieję, że udało Ci się zauważyć przynajmniej niektóre z nich). Cały trik polega na tym, kto te cele wyznacza.

Nie wiem, czy zastanawiałeś się kiedyś, ile pasty nakładasz na szczoteczkę w trakcie mycia zębów (a raczej tuż przed jego rozpoczęciem). Bardzo możliwe, że na całą długość główki. I wydaje Ci się to naturalne, bo przecież tak pokazują w każdej reklamie. I – uwaga – celem producenta pasty jest to, żebyś właśnie tak ją nakładał! Do umycia zębów potrzeba o wiele mniej (popatrz choćby na to, że szczoteczki elektryczne mają główki 2-3 razy mniejsze, niż szczoteczki manualne, a niby czyszczą lepiej), ale nakładając jej więcej – po prostu szybciej kupisz następną tubkę, bo ta Ci się skończy. Tak więc nakładając pastę na szczoteczkę Kowalski realizuje kolejny cel – tylko jest to cel producenta czy dystrybutora pasty.

Druga rzecz – zakup bułek. Pewnie słyszałeś historie o tym, jak pracownicy firm telekomunikacyjnych i finansowych muszą wciskać ludziom niepotrzebne produkty i usługi, żeby realizować cele sprzedażowe i dostawać lepsze prowizje za swoją trudną pracę. Ale nie wiem czy wiesz, że w sieciowych piekarniach wygląda to mniej-więcej tak samo. Pracownik jest rozliczany z ilości dosprzedaży (czyli jak największych paragonów), sprzedaży konkretnych typów pieczywa, ciast i tak dalej. Nie wystarczy, że ma utarg – musi go jeszcze osiągnąć w określony sposób. Jeśli chcesz to sprawdzić – poproś o „zwykły chleb” i sprawdź, co Ci podadzą. Tak więc mamy tutaj drugi punkt, w którym Kowalski realizuje jakiś cel, który niekoniecznie sam sobie wyznaczył.

No i wizyta w bankomacie. Pewnie też masz kartę płatniczą, więc możesz szybko przypomnieć sobie warunki korzystania z niej. Jest darmowa, czy ponosisz opłatę? Płacisz za kolejne wypłaty z bankomatów w miesiącu? A może określona liczba wypłat lub ich łączny wolumen pozwala Ci znieść opłatę stałą? To wszystko sprawia, że korzystając z bankomatu – tak, jak Kowalski w historyjce – też realizujesz cel. Jak nie swój, to operatora bankomatów, kart płatniczych lub banku.

Podobnie się ma sprawa z serwisem informacyjnym (wiesz, że umiejscowienie poszczególnych artykułów na stronie czy w gazecie ma znaczenie, prawda?), kąpielą (żel pod prysznic na gąbce i czas, przez który leje się woda, to sprawy podobne do pasty do zębów) i wyjściem do pracy (myślałeś o tym, że Twój pracodawca ma cel w tym, żebyś przyszedł na konkretną godzinę?).

Święty Ignacy Loyola kiedyś powiedział, że w każdej chwili wybierasz błogosławieństwo albo przekleństwo. Nie ma nic pomiędzy i jeśli nie wybierzesz błogosławieństwa – automatycznie ściągasz na siebie przekleństwo. Myślę, że z celami może być podobnie – w każdej chwili realizujesz jakiś cel. Jeśli nie zidentyfikowałeś go sam, prawdopodobnie komuś innemu zależy na tym, żebyś go zrealizował.

Tak więc możesz bezwiednie nakładać tyle pasty, ile pokazali Ci w reklamie. Możesz też nakładać mniej dla oszczędności albo na całą długość główki tylko dlatego, że lubisz jej smak. Możesz kupować to, co chcesz kupić albo to, co sprzedawca chce sprzedać (nie tylko w piekarni). Możesz korzystać z bankomatu wtedy, kiedy chcesz albo wtedy, kiedy bankowi zależy, żebyś to robił. Możesz czytać artykuły które Cię interesują albo te, które redaktorzy serwisu (czy raczej reklamodawcy) chcą, żebyś przeczytał. Możesz świadomie zaczynać pracę o dobrej dla Ciebie godzinie albo przychodzić na 9, bo w 80% (niepotwierdzone badaniami) firm z sektora tak zaczyna. I tak dalej.

Podkreślę tylko, że porównanie z myślą św. Ignacego nie oznacza, że realizacja celów wyznaczonych przez kogoś innego to wybór przekleństwa. Nie, nie ma w tym nic złego, o ile robisz to świadomie. O ile wiesz, że jest to równocześnie Twój cel albo że pomaga Ci to w realizacji Twoich celów.

Ten wpis nie jest o tym, że globalne korporacje nas kontrolują i że nie masz wolności. Masz ją, o ile świadomie podejdziesz do sprawy. Tak, na każdym kroku czekają ludzie, którzy będą chcieli narzucić Ci jakieś cele. Ja spotykam ich nawet, gdy wchodzę na Facebooka:

facebook lepiej wie, jaki masz cel; zdjęcie: operator-paramedyk.pl, CC-BY

Podobnie, ponieważ już powoli mamy okres przedświąteczny, w internecie i telewizji będziesz bombardowany informacjami, co Ty lub Twoi bliscy powinni znaleźć pod choinką (a każdy blok reklamowy będzie się kończył reklamą chwilówki żebyś nie musiał myśleć, skąd na to wszystko wziąć pieniądze). Co chwilę spotkasz ludzi którzy będą mieli pomysł na to, jak możesz spędzić czas (choćby naganiacze do klubów w centrum Krakowa), co powinieneś jeść (kupony zniżkowe do fast-foodów), jak się ubrać, z kim się spotkać, ile chcesz zarabiać (każdy „trener rozwoju” Cię zapyta, dlaczego nie chcesz zarabiać milionów) i tak dalej.

Niektóre z tych propozycji będą dobre. Ale żeby je odfiltrować, musisz nauczyć się rozpoznawać, kiedy ktoś proponuje Ci realizację celu i wiedzieć, jakie cele Ty chcesz realizować. Wtedy będziesz mógł podjąć odpowiedzialną decyzję.

Jeśli jesteś przerażony po tym wpisie – spokojnie. Wszystko małymi krokami. Zacznij od uważnego patrzenia na to, co i dlaczego robisz. Tak, jak na początku wpisu popatrzyłeś na poranek Kowalskiego. Poświęć tydzień na codzienne spisywanie, co robiłeś, jakie cele przez to osiągałeś i kto je wyznaczał.

Gdy to zrobisz, zastanów się nad tym, czy takie cele chcesz osiągać. Możesz w ramach przygotowania przeczytać moje wcześniejsze wpisy na temat celów. Jeśli czujesz się zagubiony – zbierz grupę znajomych i skontaktuj się ze mną, a przeprowadzę dla Was Warsztaty Identyfikacji Celów. O ile chcesz, bo nie będę Ci narzucał takiego celu:-).

W ten sposób wypracujesz w sobie dwie cechy kluczowe dla rozpoznawania, kiedy realizujesz cele kogoś innego: samoświadomość i spostrzegawczość. Potem przyda Ci się jeszcze cierpliwość (o niej napiszę niedługo) i asertywność, żebyś mógł takim osobom odmawiać, jeśli tego będziesz chciał.

Zakończę zdaniem, które często słyszałem na początku spotkań motywacyjnych: „Pokaż mi cel, a zwyciężę”. Niestety, na podstawie swoich doświadczeń musiałem trochę je zmodyfikować i bardziej skłaniam się ku temu, że prawdziwe jest stwierdzenie:

pokaż mi cel, a zwyciężę? grafika: operator-paramedyk.pl, CC-BY