Tu się kończy rola operatora

Działania wojsk specjalnych mają jeden aspekt, o którym dotychczas nie wspominałem. Są ograniczone w czasie. Operatorzy zwykle działają szybko. A nawet bardzo szybko. I równie szybko znikają z terenu operacji.

Akcje bezpośrednie czy ratowania zakładników to zwykle kwestia od jednej nocy do paru dni. Rozpoznanie może trwać dłużej – paręnaście dni. W ekstremalnych przypadkach specjalsi mogą np. przez miesiąc utrzymywać dany teren albo prowadzić działania partyzanckie przez kilka miesięcy, ale jest to robione w perspektywie, że na to miejsce przyjdą wojska konwencjonalne i ich zastąpią lub przynajmniej wesprą.

Michael Stull wyraził to stwierdzeniem:

operatorzy mogą prowadzić akcję przez kilkadziesiąt dni, ale potem potrzebują wsparcia wojsk konwencjonalnych.

To znaczy, że operator w czasie działania nigdy nie osiąga fazy stabilizacji. Wykonuje zadanie, wraca do bazy i jedzie na kolejną robotę.

Wdrożenie takiego podejścia w swoje codzienne życie wymaga zaakceptowania dwóch rzeczy.

Pierwsza to świadomość, że wieloma rzeczami zajmujesz się w swoim życiu tymczasowo. A nawet jeśli samo zajęcie nie jest tymczasowe, to tymczasowa może być jego forma. Że Twoja praca czy stanowisko nie musi być pracą na całe życie, jak to było w przypadku naszych rodziców. Że jeśli dzisiaj fascynujesz się filatelistyką to nie znaczy, że za dziesięć lat nie będziesz numizmatykiem. Że Twój wolontariat w stowarzyszeniu X nie przejdzie niedługo na działalność w fundacji Y. A jeśli jest to tymczasowe, to musisz utrzymać wysoką czujność i działać szybko i sprawnie. W takich obszarach życia będziesz działał jak operator w czasie prowadzenia akcji.

Sam ostatnio to szczególnie odczułem przy tworzeniu mojego bloga. Jak wiecie, w sierpniu przeszedłem na etap start-upu – poszukiwania nowego modelu prowadzenia bloga. Wtedy właśnie zrozumiałem, że być może nigdy nie osiągnę tutaj czegoś, co uznam za „formę ostateczną” bloga. Jeśli śledzisz bloga od dłuższego czasu to wiesz, że kiedyś starałem się trzymać tutaj stałego kalendarza publikacji. Wchodząc w określone dni na bloga mogłeś mieć pewność, że znajdziesz na nim nowy wpis. Teraz tak nie jest – najpewniejszym sposobem, żeby nie przegapić żadnego wpisu jest zapisanie się na newsletter:

Po prostu stary „kalendarz wydawniczy” przestał pasować do mojego aktualnego trybu życia. Tak więc zacząłem eksperymentować. O ile teraz sam nie wiem, kiedy zdążę opublikować dany wpis to dobrze wiem, jakie etapy musi on przejść do tego momentu. Wiem też, że nie potrafię używać Snapchata, więc porzuciłem tamto narzędzie. Zupełnie inaczej jest z Periscope – chociaż odszedłem od codziennego transmitowania przemyśleń w cyklu „W drodze do pracy”, to narzędzie bardzo mi się spodobało i kombinuję, jak mogę użyć go lepiej. Tak więc blog jest i będzie na etapie zmian – to mogę Ci obiecać.

Druga rzecz może być szczególnie trudna do zaakceptowania. Chodzi o to, że nie wszędzie w życiu będziesz działał jak operator. I nie ma w tym nic złego.

To znaczy pewnie w każdym ważnym obszarze swojego życia będziesz się starał, rozwijał, dawał z siebie wszystko (a przynajmniej taką mam nadzieję), ale nie wszędzie będziesz w warunkach akcji. Nie wszędzie będzie obowiązywała zasada działania ograniczonego w czasie i musisz się umieć do tego dostosować, bo wojska konwencjonalne działają inaczej, niż specjalne. Niektóre obszary będą dla Ciebie bazą, gdzie przyjdziesz odpocząć po akcji. Będą Twoją strefą komfortu, którą będziesz rozbudowywał, żeby spędzać w niej coraz więcej czasu. Co nie znaczy, że nie będziesz tam nic robił.

Po prostu każdy operator oprócz obszaru operacji potrzebuje także bazy, z której wyjeżdża i do której wraca. I w której panują trochę inne zasady, niż na operacji.

Myślę, że dobrym przykładem są tutaj związki. Słyszałem lub widziałem parę historii romantycznych i porywczych miłości, które potem miały problemy z tym, że trzeba było wrzucać skarpetki do odpowiedniego kosza i co jakiś czas pozmywać naczynia. Nie ma co oczekiwać, że związek zawsze będzie wyglądał tak, jak etap podrywania. Z czasem częste wyjścia do kawiarni ustąpią miejsca kupowaniu bułek na śniadanie, odkurzaniu albo zmienianiu pieluch. Nastąpi stabilizacja. I jeżeli już macie z żoną zaplanowaną liczbę dzieci i jesteście zabezpieczeni na przyszłość, to bardzo dobrze. Nie oznacza to, że powinieneś ten ustabilizowany obszar oddać komuś innemu i pójść poszukać innej kobiety, z którą możesz zacząć od początku żyć jak operator na akcji. Mam nadzieję, że jest to dla Ciebie oczywiste:-). Nigdy nie będziesz też mógł stracić czujności i przestać starać się być lepszym mężem. Ale działanie w obszarze ustabilizowanym jest zupełnie inne, niż w obszarze operacji.

W zastosowaniu tej zasady w życiu chodzi o umiejętność rozróżnienia, jak masz działać w różnych obszarach życia lub przy realizacji różnych celów. W niektórych obszarach życia jesteś na operacji i tam musisz działać jak na operacji ze świadomością – uwaga! – że jest to stan tymczasowy. Że po jakimś czasie albo dane działania porzucisz, przekazując je innym, albo przejdziesz w nich do fazy stabilizacji.

Żadna z tych opcji nie jest lepsza niż gorsza. I żadna też nie oznacza, że rezygnujesz z życia jak operator. Musisz tylko umieć poruszać się sprawnie pomiędzy nimi.