Trzy modlitwy (Mt 16,13-20)

Siadając do dzisiejszego fragmentu Ewangelii według św. Mateusza zobaczyłem przed sobą nie lada wyzwanie. W końcu już raz o nim pisałem i to niecałe dwa miesiące temu. Wtedy skupiłem się na tym, że Piotr potrafił mieć własne zdanie i wyrazić je wśród innych. Dzisiaj chciałbym więc skupić na rodzajach spotkania z Jezusem, które wynikają z odpowiedzi Apostołów. Czyli będzie o modlitwie.

Jezus po chrzcie w Jordanie dobrze wiedział, kim jest. Dzięki wychowaniu wiedział też, że jednym z fundamentów wiary Żydów od paru tysięcy lat było (i nadal jest) oczekiwanie na przyjście Mesjasza. Pierwsze pytanie („Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego”) zadał więc dość przewrotnie, zwierając w nim odpowiedź. Apostołowie z jednej strony deklarują swoją wiarę – odpowiadają tak, jakby Jezus zapytał „Za kogo ludzie mnie mają”. Z drugiej – ich rozmowa wygląda jak wymiana najnowszych plotek z targu i odpowiedzi nie pasują do tożsamości Jezusa. Ponieważ plotkowanie nie leży w męskiej naturze, Jezus interweniuje i zadaje drugie pytanie („A wy za kogo Mnie uważacie?”). Otrzymał tylko jedną odpowiedź, ale za to prawidłową. Od Szymona.

Odpowiedzi, jakie uzyskał Jezus pokazują trzy postawy, które możemy przyjmować w czasie modlitwy.

Pierwsza, postawa 11 z Apostołów, jest ograniczeniem wiary jedynie do sfery prywatnej. Modlitwa jedenastu zawiera bardzo dużo słów, ale nie są one zgodne z tym, czym żyją codziennie. Jest to postawa wielu osób, które uważają, że wystarczy im „osobista rozmowa z Bogiem w domu”. Bez Eucharystii, spowiedzi i życia zgodnie z zasadami Boga. Byle tylko powiedzieć Mu „Cześć”, żeby więcej nie chciał.

Druga postawa, opowiedziana przez Apostołów, polega na oczekiwaniu od Boga interwencji w życiu przy jednoczesnym zamknięciu się na zauważenie Jego działania. Taka postawa jest szczególnie niebezpieczna dla mężczyzny odnoszącego sukcesy. Taki facet może zaślepić się swoimi możliwościami i przestać zauważać, że w każdym z sukcesów jest coś poza jego ciężką pracą.

powiedz Bogu, że jest dla Ciebie Bogiem i opowiedz Mu o tym, jak ostatnio zauważyłeś Jego działanie w swoim życiu

Postawa Szymona jest inna. On oczekiwał na Mesjasza, wierzy że Jezus Nim jest i wyraża to publicznie (przynajmniej w tym momencie). Jest to modlitwa spójna, będąca zaprzeczeniem dwóch powyższych: oczekuję, wierzę, widzę i daję świadectwo. Jednocześnie, dla Jezusa odpowiedź Szymona jest równoznaczna z „Tak, jesteś tym, kim jesteś”. A stąd już bardzo blisko do „Jesteś, który Jesteś”. Może trochę nieświadomie, ale Piotr potwierdza boską naturę Jezusa.

źródło: commons.wikimedia.org, CC-0
Moja ulubiona ikona. Właśnie tak powinna wyglądać modlitwa prawdziwego mężczyzny.

Tylko modlitwa Szymona jest owocna. Mówiąc Bogu o Nim, dowiaduje się czegoś, co pewnie zrewolucjonizowało światopogląd prostego rybaka. Słyszy, że jego prawdziwe imię nie jest takie, jak myślał i że ma być ogniwem łączącym sprawy ludzi na ziemi z ich sprawami w Niebie. Staje się Piotrem. Ten pozornie mały sukces – zademonstrowanie swojej wiary przed Jezusem i 11 kolegami – nadaje mu imię, którego nie starła żadna z jego późniejszych porażek.

Długo zastanawiałem się, dlaczego Jezus zakazał rozgłaszać tego, że jest Mesjaszem. Myślę, że w ten sposób chciał podkreślić rzecz zupełnie fundamentalną w modlitwie mężczyzny: osobiste spotkanie z Nim. Jezus nie chce jechać na opinii. Wie też, że jest wystarczająco silny, żeby kreować swoje prawdziwe imię, a nie przyjmować to, które nadadzą mu tłumy. Dla mnie była (i, myślę, czasami nadal jest) bardzo ciężka praca – wyjść w modlitwie poza wyuczone formułki i wykute prawdy wiary i po prostu spotkać Boga, któremu na mnie zależy.

Wykorzystaj dzisiaj chwilę na modlitwę na wzór Szymona-Piotra. Na początek uzewnętrznij w jakiś sposób swoją wiarę (jeśli nie masz lepszego pomysłu – wyślij ten wpis paru znajomym). Potem powiedz Bogu, że jest dla Ciebie Bogiem i opowiedz Mu o tym, jak ostatnio zauważyłeś Jego działanie w swoim życiu. W czasie tej modlitwy skup się na Nim. A wtedy może zobaczysz, jakie jest Twoje prawdziwe imię.