uwolnienie więźniów; zdjęcie: derekskey@flickr.com, CC-BY

Trochę inaczej (Mt 11, 2-11)

Żydzi mieli bardzo konkretne wyobrażenie tego, jak będą wyglądały czasy Mesjasza. Wyobrażenie utrwalone przez zapowiedzi proroków. A gdy przyszedł Jezus, musieli zrozumieć, że ich wyobrażenia to jedno, a działanie Boga – drugie. Myślę, że umiejętność rozróżnienia tych dwóch rzeczy może uchronić każdego z nas od wielu kryzysów w wierze.

Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

Wyobrażam sobie Jana Chrzciciela słuchającego relacji jego uczniów ze spotkania z Jezusem. Nie wiem, jak wtedy wyglądały odwiedziny w więzieniu, więc dajmy na to, że siedzieli na uklepanej podłodze. On – trzydziestoparoletni, nieogolony i w swojej wielbłądziej skórze. Naprzeciwko oni – trochę młodsi, uczesani, ubrani jak miastowi. I pewnie jakiś strażnik w rogu albo za drzwiami. Jan zapytał:

– I co wam odpowiedział? To On?

Na to jeden z uczniów odpowiedział:

– Widzieliśmy, jak niewidomi wzrok odzyskują.

Drugi dodał

– Ooo, tak. I jeszcze chromi chodzą.

Oczy Jana rozszerzyły się i błysnęły. Zapytał:

– Tak? I co jeszcze?

Na to kolejny uczeń dodał:

– Trędowaci doznają oczyszczenia i zmartwychwstają umarli.

– I?… – Jan nachylił się do swoich uczniów i zaczął nerwowo przebierać palcami.

– A, tak, jeszcze głusi słyszą i tym, tym…

– … ubogim głosi się Ewangelię! – wtrącił kolejny uczeń.

– Dobra, ale co jeszcze? – Jan już prawie podskakiwał z emocji.

Na początku słychać było jeszcze jakieś „yyy” i „eee”, gdy uczniowie patrzyli po suficie albo po sobie i próbowali sobie przypomnieć, co jeszcze widzieli i co Jezus im powiedział. Po chwili zapadła całkowita cisza i wszyscy wpatrywali się w swoje sandały. Wszyscy poza Janem, który coraz bardziej nachylał się w stronę swoich uczniów i uśmiechnięty przeskakiwał oczami z jednego na drugiego. Po chwili zastygł w bezruchu i uśmiech stopniowo zanikał. W końcu jeden z uczniów popatrzył mu w oczy i powiedział:

– Tyle. Nic więcej.


Żeby zrozumieć to, co Jezus kazał przekazać swojemu kuzynowi, warto zaglądnąć do Księgi Izajasza. W czasie Mszy usłyszysz Iz 35, 5, ale warto jeszcze wcześniej zaglądnąć do Iz 61, 1, Iz 26,19 i Iz 42, 7. Zerknij, proszę, teraz na te wersety żebyś na pewno wiedział, o czym mówimy.

Przekazując wiadomość dla Jana, Jezus wykorzystał znaki czasów mesjańskich zapowiedziane właśnie przez Izajasza. Wymienił wszystkie poza jednym: zapowiadaniem wyzwolenia jeńcom i więźniom swobody.

Jan Chrzciciel pochodził z rodu kapłańskiego. Na pewno był świetnie wyedukowany w Piśmie, znał zapowiedzi proroków i gdy tylko uczniowie zaczęli mu opowiadać o działalności Jezusa,  od razu stworzył sobie w głowie listę i odkreślał realizację kolejnych znaków czasu. I czekał aż powiedzą to, na co prawdopodobnie najbardziej czekał będąc więzionym przez Heroda. Czyli na to, czego Jezus nie powiedział.

To musiała być ciężka próba dla Jana. I to nie tylko dlatego, że sam był w więzieniu – bo prawdopodobnie miał u Heroda całkiem niezłe warunki i przecież nie wiedział, czego zażyczy sobie matka Herodiady w czasie urodzin władcy. Przede wszystkim musiał przejść próbę wiary. Wcześniej, nad Jordanem, jasno mówił uczniom, że Jezus jest Barankiem Bożym (J 1, 29, 35-36). Teraz jakby zwątpił, bo poprosił swoich uczniów, żeby wprost zapytali Jezusa o tę sprawę. Ale ci nie przynieśli do więzienia odpowiedzi wprost, bo sami takiej nie usłyszeli.

Odpowiadając uczniom Jana w ten sposób, Jezus skierował do niego wyzwanie: „jednej rzeczy brakuje. Potrafisz uwierzyć we Mnie mimo to?” Jan musiał sam w sobie podjąć decyzję, czy to mu wystarczy.

Myślę, że jest to próba, którą Bóg dotyka wielu (jeśli nie większości) z nas. Szczególnie jeśli chcesz, żeby Bóg uwolnił Cię od jakiejś trudnej sytuacji, pokusy, grzechu, relacji, marazmu, acedii lub czegoś podobnego. A Bóg mówi „zrobię dla Ciebie bardzo dużo, ale to jedno Ci zostanie. Przyjmiesz takiego Zbawiciela?”.

Nie wnikam, dlaczego tak jest – Bóg to wie. Wierzę Bogu na tyle żeby wiedzieć, że jeśli On mówi, że tak jest lepiej, to jest to prawda. Dla mnie taka sytuacja jest właśnie okazją do sprawdzenia, czy naprawdę Bóg jest dla mnie Zbawicielem i Bogiem. Czy naprawdę uważam, że to On jest dowódcą w naszej relacji. I czy potrafię mu zaufać tak bardzo, że świadomość, że do śmierci nie wyjdę ze swojej niewoli, nie będzie przeszkadzała mi odczuwać tego, że On przyszedł i mnie zbawił.

Ponieważ Jan Chrzciciel jest świętym – myślę, że potrafił przyjąć, że Bóg zadziałał inaczej, niż się tego spodziewał. Dał Mu się zbawić nie według swoich, ale według Jego zasad. Zasad, których warto się uczyć w adwentowym czuwaniu.