Tak normalnie (Mk 16,15-20)

Ponieważ wstęp przeczyta najwięcej osób, wykorzystam go w celach informacyjnych: do końca maja będę miał ograniczony dostęp do komputera, więc w tym czasie niewiele nowego pojawi się na blogu. Dołożę wszelkich starań, żeby w weekendy nadal publikować wpisy z rozważaniami Ewangelii, ale wpisy poniedziałkowe i środowe wrócą dopiero w czerwcu. Koniec ogłoszenia. Dzisiaj chcę napisać o czymś zupełnie normalnym.

Święty Marek napisał najkrótszą wersję Ewangelii. Nie wiem, czy taki był jego cel, czy po prostu taki miał styl pisania. Ale dzięki temu, że opis jest zwięzły, przekaz dzisiejszego czytania jest dla mnie bardzo ciekawy.

Ewangelista mówi, że „Po rozmowie z nimi [uczniami – mój wtręt] Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie”. Dla mnie ten opis brzmi brzmi, jakby święty Marek relacjonował najzwyklejsze sprawy na świecie. Ot, Nauczyciel rozmawiał z uczniami i jak tylko skończył, został wzięty do Nieba i usiadł na swoim tronie po prawicy Ojca – codzienna rzecz. Uczniowie poszli i wszędzie głosili Ewangelię – totalna normalka dla gości, którzy wcześniej bali się wyjść z wieczernika.

Bóg współpracuje z człowiekiem – my patrzymy na to z perspektywy dwóch tysięcy lat Chrześcijaństwa i dlatego wydaje nam się to czymś zwyczajnym

Tuż przed tym uczniowie słyszą o rzeczach, które dla ludzi tamtych czasów były niezwykłe: wyrzucaniu złych duchów, mówieniu językami, odporności na jady i trucizny i uzdrawianiu chorych. Dzisiaj te rzeczy nie budzą aż takich emocji – medycyna potrafi wyleczyć naprawdę wiele, psychologia i psychiatria zajęły się częścią przypadków, które kiedyś uznawano za opętania, dzieci już w przedszkolu uczą się języków… no, może te jady i trucizny jeszcze są trochę straszne, ale też mamy od tego toksykologię. Zostawiamy niewielki margines dla cudów.

Marek na wydarzenia, które opisał, patrzył z perspektywy około trzydziestu lat. My patrzymy na to z perspektywy około dwóch tysiącleci. Dwa tysiące lat współdziałania najróżniejszych Chrześcijan (i nie tylko, oczywiście) z Bogiem. Może właśnie dlatego w wielu rzeczach widzimy naukę, a nie działanie Boga.

Ikona Wniebowstąpienia Jezusa z Ewangeliarza Rabuli
Ikona Wniebowstąpienia Jezusa z Ewangeliarza Rabuli, CC-0

Bóg współpracuje z człowiekiem. O. Joachim Badeni w którejś z książek (chyba „Uwierzcie w koniec świata”, ale głowy nie dam) mówił, że dzisiaj uzdrowienia dokonują się właśnie przez lekarzy i postęp w medycynie – a dopiero jeśli to nic nie da, Bóg decyduje się na interwencję cudem. Może podobnie jest z pozostałymi rzeczami, o których wspomniałem: psychiatria, psychologia, system edukacji i inne nasze osiągnięcia cywilizacyjne po prostu są sposobami, w jaki Bóg z nami współpracuje. A przez to Jego działanie nam powszednieje i robi się takie normalne. Tak, jak dla Marka Ewangelisty stało się normalne, że Jezus wstąpił do Nieba, a Apostołowie poszli głosić Ewangelię.

Rozważając dzisiejszy fragment Ewangelii popatrz na swoją codzienność. Tym rzeczom i sprawom, które uważasz za najnormalniejsze, najbardziej oczywiste, najbardziej naturalne zdarzenia w Twoim życiu. Przez nie Bóg działa i współdziała z Tobą. Jeśli pozwolisz Mu z sobą współpracować, największe cuda staną się dla Ciebie oczywistością i Cię nie zdziwią. Tak, jak (w moim odczuciu) świętego Marka.