Ta jedyna

Ten wpis nie jest dla wszystkich. Jeśli zdecydowałeś się na bycie kawalerem – nie znajdziesz tu nic ciekawego. Jeśli jesteś diakonem albo księdzem – może wykorzystasz go, żeby komuś pomóc. Ale większość mężczyzn chce wśród pięciu mocnych relacji mieć tę jedną, najmocniejszą, z kobietą. Jeśli należysz do tej grupy – czytaj śmiało. Jeśli dotychczas wszystkie Twoje związki były do niczego – czytaj tym bardziej.

Wcześniej pisałem, że operator musi potrafić dobrze zarządzać swoimi relacjami. Teraz dodam do tego łyżkę dziegciu: temat rodzin i związków operatorów jest ciężki. W tym momencie nie mogę znaleźć statystyk, ale nie każdemu udaje się powiązać małżeństwo z życiem specjalsa. Stres, wyjazdy, misje, intensywne treningi i konieczność utrzymania części życia w tajemnicy sprawiają, że zdarzają się rozwody i rozstania. Ale nie jest to standardem – większość operatorów potrafi zbudować szczęśliwy związek. I w ogóle – podobno mężowie są preferowani podczas testów psychologicznych do jednostek specjalnych.

Dla mnie bycie w związku to kwintesencja męskiej wolności. I wiem, że stanę tutaj w poprzek wszystkim, którzy mówią, że wybór jednej kobiety na całe życie ich ogranicza i że w związku się duszą. Jeśli tak uważasz – chciałbym, żebyś zwrócił uwagę na jedną rzecz: większość osób dusi się pod wodą. Ale jeśli chciałbyś zostać operatorem „Wody” w GROMie, musiałbyś po selekcji przejść szkolenie, na którym nauczyłbyś się nawet bez sprzętu robić pod wodą cuda niedostępne dla innych. Operatorzy jednostek wodnych czują się pod wodą najbezpieczniej i właśnie tam potrafią działać najlepiej. Jeśli teraz nie widzisz się w stałym związku, a jednocześnie czujesz, że samotność nie jest dla Ciebie – zostań właśnie takim morskim komandosem.

US Navy SEALs na treningu wa basenie - tak powinieneś przygotowywać się do związku, CC-0
Jeśli dusisz się w związku – bądź jak operator jednostki wodnej.

Jak nim zostać? Pewnie każdy powie co innego na ten temat. Gdy myślałem o tym wpisie, zidentyfikowałem trzy rzeczy, które na etapie budowania szczęśliwego związku okazały się dla mnie kluczowe.

Moja pierwsza rada to… nie próbuj być z kimś. Jeśli chcesz się wejść w związek – traktuj to na serio. Tak, jak powiedział Yoda (chyba już drugi raz w ostatnim czasie się na niego powołuję): „Rób albo nie rób. Nie ma próbowania”. Oczywiście, do ślubu (który warto wziąć na poważnie) jest czas na decyzję, wiele się może zmienić i możecie pójść w dowolną stronę. Ale wejdź w związek z nastawieniem, że to jest właśnie ta jedyna kobieta, z którą zwiążesz się na całe życie. Nie ma próbowania. A potem po prostu weryfikuj, czy jest to nastawienie prawdziwe.

Druga rzecz, jaką Ci doradzę, jest pewnie sprzeczna ze wszystkimi szkołami podrywu: nie próbuj oszukać dziewczyny. Nie bajeruj jej i nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. I to nie tylko dlatego, że kiedyś wyjdzie to na jaw – udawać możesz przez dzień albo dwa, może miesiąc albo rok, ale w końcu nie będziesz miał dalej sił i pokażesz prawdziwego siebie. Oszukując ją, oszukujesz też siebie, a grając oddalasz się od realizacji swojej specjalności. Poza tym powinieneś też wziąć odpowiedzialność za to, z kim zwiąże się dziewczyna, na której Ci zależy. Dlatego bądź sobą. Jeśli masz się dowiedzieć, że Twoja wybranka woli być z kimś, kim Ty nie jesteś – lepiej, żeby okazało się to jak najszybciej.

wiele osób dusi się w związku; wiele osób dusi się też pod wodą, ale operator jednostki wodnej czuje się tam najbezpieczniej

I ostatnia rada: miej świadomość, że każdy się zmienia. Za rok, dwa, dwadzieścia – będziecie zupełnie inni niż w dniu, w którym się poznaliście, zaczęliście być parą, zaręczyliście się, wzięliście ślub, obchodziliście pierwszą rocznicę i tak dalej. Zmienicie się. Najprawdopodobniej, w kierunkach, których teraz się nie spodziewacie. I jeśli chcesz być z kimś już na zawsze – zaakceptuj to i bądź na to przygotowany.

Najważniejszym z etapów tego przygotowania jest, według mnie, ślub. Dla mnie jest to sakrament i w ogóle nie ma co dyskutować o tym, czy warto go wziąć – to prawdziwy kamień milowy i skok do przodu. Ale chciałem zwrócić uwagę na jedną rzecz w przysiędze małżeńskiej. Lubię nazywać ją jednymi z najbardziej samolubnych słów, jakie człowiek wypowiada w życiu. Ślubujesz, że to TY będziesz kochał, TY będziesz wierny i TY nie opuścisz. W przysiędze małżeńskiej nie ma żadnego trybu warunkowego (który wiele osób sobie dodaje w myślach) – ba, tylko raz wspomina się tam o osobie, z którą się bierze ślub! W tych słowach mówisz „Ty rób co chcesz, ale JA będę Cię kochał i będę Ci wierny”. Jeśli to zobaczysz i powiesz te słowa świadomie, zrozumiesz też jak prawdziwą decyzją jest moment zawarcia małżeństwa. Wyrażasz zgodę na wszystkie zmiany, jakie się dokonają w drugiej osobie przez całą resztę życia. Jesteś jak operator morski, który wie, że morze zapewni mu przeżycie w każdych warunkach. I choćby dlatego warto dążyć do małżeństwa.

Związki to temat rzeka. Myślę, że większość z Was może na ten temat coś powiedzieć (do czego gorąco zachęcam – komentarze są dla Ciebie). Ja uważam, że związek – jeśli się na niego decydujesz – to ten obszar życia, w którym naprawdę warto przyjąć standardy operatora i sprawić, że każdego dnia będziesz realizował operację specjalną „jestem mężem”.

  • Józef

    A mi podoba się to:

    „Ty rób co chcesz, ale JA będę Cię kochał i będę Ci wierny”. Jeśli to
    zobaczysz i powiesz te słowa świadomie, zrozumiesz też jak prawdziwą decyzją
    jest moment zawarcia małżeństwa. Wyrażasz zgodę na wszystkie zmiany,
    jakie się dokonają w drugiej osobie przez całą resztę życia. Jesteś jak
    operator morski, który wie, że morze zapewni mu przeżycie w każdych
    warunkach.”

    Masz interesującą zdolność do trafiania w sedno. „Operatorzy” tak mają od urodzenia,czy trzeba to wyćwiczyć?
    Ja jestem mało zdyscyplinowany i delikatnie pisząc,bałaganiarz.A o jakimkolwiek planowaniu,szkoda nawet gadać…..
    Co z tego,że zapiszę sobie coś w kalendarzu,a najczęściej na kartkach.I tak nie przeczytam na czas.
    Cieszę się że trafiłem na twój blog.Prawdopodobnie jesteś sporo młodszy ode mnie,ale jak widzę sporo mogę się od Ciebie nauczyć.Jestem teraz na etapie czytania wcześniejszych Twoich wpisów.I nie ukrywam,coraz bardziej wciąga mnie ta lektura.
    Serdecznie pozdrawiam.

  • Świetny pomysł z chodzeniem na śluby i wsłuchiwaniem się w przysięgę. Myślę, że to bardzo dobre ćwiczenia dla każdego, kto zastanawia się nad ślubem albo przygotowuje się do małżeństwa.
    Modyfikacja ode mnie: nawet jeśli nie masz w najbliższym czasie ślubu bliskich lub znajomych – pójdź na ślub kogoś nieznajomego.

  • Józef

    Witaj.
    Moim zdaniem ten wpis jest dla wszystkich.Rzetelny.
    „Ja uważam, że związek – jeśli się na niego decydujesz – to ten obszar
    życia, w którym naprawdę warto przyjąć standardy operatora i sprawić, że
    każdego dnia będziesz realizował operację specjalną „jestem mężem”.
    Także tak uważam jako mąż z 43-letnim stażem małżeńskim.
    Niewiele mam do dodania ponieważ napisałeś praktycznie wszystko o małżeństwie z perspektywy normalnego faceta.
    Może tylko podkreślę jedno.
    Starajcie się jak najczęściej chodzić na śluby swoich bliskich czy znajomych i pilnie wsłuchujcie się w przysięgę małżeńską.Zapamiętajcie co przysięgaliście,bo prawdziwy mężczyzna przysięgi dotrzymuje.
    Pozdrawiam serdecznie.