Styl życia (Łk 9, 18-24)

Kontantynopolitańsko-nicejskie wyznanie wiary wielu z nas potrafi powiedzieć praktycznie nawykowo (wpis o nawykach pewnie opublikuję jutro). Wystarczy, że ksiądz na Mszy Świętej zaintonuje „Wierzę w jednego Boga”, a wiele osób potrafi bez myślenia, ustami powiedzieć całą resztę (zwłaszcza dobrze to widać na tym jak ludzie się mylą, jeżeli w czasie jakiegoś nabożeństwa trzeba powiedzieć Skład Apostolski). Ale to wyznanie to nie kwestia pewnych słów powtarzanych w kościele. To deklaracja stylu życia.

Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

Było to jakieś 9 lat temu. Plus-minus dwa lata. W czasie spowiedzi dostałem jako pokutę Koronkę do Miłosierdzia Bożego i spowiednik zapytał czy wiem, jak się ją odmawia. Powiedziałem, że wiem, ale w środku we mnie coś zagotowało: no jak to, JA bym nie wiedział jak się odmawia Koronkę? Za kogo on mnie ma?

Potem przyszedł czas na refleksję. Że sam uważałem się za świetnego, nawróconego i wyuczonego Katola, ale na podstawie tych paru minut spowiedzi spowiednik doszedł do wniosku, że nawet Koronki mogę nie znać.

A potem przyszła dalsza refleksja: że skoro znam Koronkę, to moje życie powinno wyglądać inaczej i trzeba coś zmienić.

Jezus co prawda nie wymagał od Apostołów znajomości Koronki do Miłosierdzia Bożego (widać uznał, że jak załapią „Ojcze nasz”, to i tak będzie dużo, jak na nich). Zapytał ich za to, kim dla nich jest. I odpowiedziała mu cisza przerwana wyznaniem wiary przez Szymona-Piotra.

Co ciekawe – Jezus w ogóle nie odniósł się do milczenia 11/12 swojego składu. Nie zaczął ochrzaniać uczniów „To tyle już ze mną chodzicie, tyle widzieliście, tyle Wam mówiłem a nadal nie skapowaliście, kim JESTEM?”. Nie wskazał im „Popatrzcie na Szymona i uczcie się od niego”. Nie zasugerował też „Słuchajcie, jak dotychczas nie załapaliście, kim JESTEM, to może wróćcie do domów, połówcie sobie ryby czy co tam robiliście, zanim się spotkaliśmy”. To milczenie to dla mnie znak, że dał im jeszcze czas. Nie potępiał ich – dał im kolejną szansę.

Odniósł się za to o wyznania Piotra. Ale wcale nie pochwalił go „Piotrze, Ty to potrafisz człowieka rozpoznać, dobry jesteś!”. Co prawda nie usłyszymy tego w dzisiejszej Ewangelii, ale świadek tamtych wydarzeń, święty Mateusz podaje, że po usłyszeniu odpowiedzi Piotra, Jezus wyznaczył mu rolę lidera w Kościele (Mt 16, 17-19). Z tego, że Piotr umiał rozpoznać Jezusa lepiej, niż pozostali, nie wyniknął dla niego żaden powód do chwały. To tylko wskazanie, że Piotr jest już gotowy, żeby wziąć  na siebie większą niż inni odpowiedzialność.

wyznanie wiary t deklaracja konkretnego stylu życia

Jeśli Jezus jest dla Ciebie Bogiem, to powinieneś wziąć za to odpowiedzialność. To ma być wyznanie, które rzutuje na całe Twoje życie. A nie powód, żeby należało Ci się coś więcej, niż innym.

Ale jeżeli Bóg jest dla Ciebie jedynie długowłosym gościem z obrazka wiszącego u babci nad drzwiami, postacią, o której uczyłeś się na religii, zombie-wymysłem księży wprowadzonym żeby terroryzować ciemnogród, nieokreśloną formą energii kierującej wszechświatem albo po prostu Kimś, o kim już dużo słyszałeś, ale jeszcze Go nie spotkałeś – pamiętaj, że jesteś w takiej samej sytuacji, w jakiej jedenastu z dwunastu apostołów po dłuższym czasie chodzenia z Jezusem. I na tych apostołach Jezus oparł Kościół i niesienie Ewangelii na krańce świata. I udało im się. Bóg chce Ci dać czas, żebyś mógł Go poznać. On Cię nigdy nie potępia.

Nie potępi Cię też, jeśli umiesz już wyznać wiarę, ale Twoje życie jeszcze w pełni tego nie oddaje. W końcu Szymonowi też nie wyszło i to wiele razy. Ale każde potknięcie to właśnie przypomnienie, że musisz wziąć odpowiedzialność za to, jak żyjesz. Bo inaczej możesz się zdziwić, jak ktoś „z zewnątrz” zapyta Cię, czy w ogóle znasz podstawowe modlitwy.