Straż w strachu (Jdt 7, 4-5)

Wielu facetów próbuje dzisiaj nałożyć na siebie maskę maczo, co to się niczego nie boją. Tacy zwykle szybko odpadają na selekcji – o ile na wcześniejszych etapach rekrutacji nie wyeliminuje ich psycholog. Prawda jest taka, że każdy się boi. Absolutnie każdy. Różnimy się tym, jak na strach reagujemy.

Fragment, o którym chcę dzisiaj napisać, zwrócił moją uwagę, bo nie kojarzę w Księdze Judyty innych wersetów, w którym mężczyźni z Betulii byliby opisani pozytywnie.

Jak napisałem we wstępie – każdy się boi. Faceci stojący na murach Betulii dokładnie znali powód swojego strachu. Zobaczyli przed murami swojego miasta obóz armii Holofernesa. Około sto osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy, którzy zdobyli całą okolicę i właśnie przymierzali się do zajęcia ostatniego bastionu Żydów. Armia, o której od jakiegoś czasu mówili wszyscy posłańcy i uchodźcy trafiający do miasta.

Biorąc pod uwagę to, co musieli wiedzieć, reakcja mężczyzn z Betulii była dość oczywista: bali się. Armia Holofernesa pewnie zachowywała się dość głośno, a samo zagrożenie atakiem i śmiercią musiało być odczuwalne, więc nawet mógł to być prawdziwy, fizjologiczny strach.

wejdź w to, czego się boisz po to, żeby tam przetrwać

W pierwszym odruchu Izraelici zaczęli nakręcać swój strach i rozmawiać ze sobą o nim. Myślę, że w tym czasie całe miasto żyło tym strachem. Że ci ludzie po prostu wiedzieli, że umrą i tylko zastanawiali się, kiedy. Czy Holofernes przepuści atak już dzisiaj? Czy poczeka kilka dni, zanim zajmie miasto i wyrżnie wszystkich w pień? A może odetnie dostęp do wody i poczeka, aż pragnienie i choroby wykończą mieszkańców?

Niezależnie od tego, jaką siłę w rzeczywistości miała armia Holofernesa, w plotkach krążących po mieście mogła wszystko – łącznie z górami i wąwozami – zarównać z ziemią. Mężczyźni z Betulii oddali w swoich głowach przeciwnikowi moc zniszczenia wszystkiego.

Ale to, o czym pomyśleli i o czym rozmawiali między sobą pozwala lepiej zauważyć to, co zrobili.. Pomimo tego, że naprawdę mieli się czego bać, pomimo tego, że swój strach rozdmuchali do zupełnie irracjonalnego lęku, pomimo tego, że (realnie) nie mieli żadnych szans na powstrzymanie ataku – każdy z nich w nocy wziął broń, wziął pochodnię i całą noc spędził na murach miasta pełniąc wartę. Pewnie wielu z nich dosłownie robiło pod siebie obserwując obóz nieprzyjaciela, ale wystali na wyznaczonym miejscu przez całą noc.

Tak, jak pisałem wcześniej – Ci goście mieli świadomość, że czeka ich pewna śmierć. Od decyzji Holofernesa zależało tylko czy umrą dzisiaj, czy za parę dni. Nie byli w stanie obronić miasta. Gdyby tej nocy ruszyli na armię wroga – po prostu przyspieszyli by swoją śmierć i zdecydowaliby o jej momencie. Gdyby nie wyszli i zostali w domach – też by to nic nie zmieniło, bo armia przeciwnika by weszła, kiedy by tylko chciała, i wyrżnęła w pień wszystkich mieszkańców miasta. Dlatego jest dla mnie tak ważne, że każdy z facetów w Betulii tej nocy wziął broń, ogień i stanął na warcie.

Myślę, że właśnie czegoś takiego potrzebuje dzisiaj bardzo wielu mężczyzn. Prawdopodobnie masz w życiu coś, czego się boisz. Może nawet rozdmuchałeś w swojej głowie to coś do monstrualnych rozmiarów – takich, że armia Holofernesa mogłaby się schować wobec armii Twoich lęków. Jeśli tak, to może właśnie powinieneś zrobić tak, jak Izraelici z Betulii. Znajdź to, co jest dla Ciebie bronią i ogniem – to, czym potrafisz walczyć i co jest Twoim światłem (mam nadzieję, że przynajmniej jedną z tych rzeczy będzie Pismo Święte). Poczekaj na noc – moment, w którym najmocniej odczuwasz strach. Wtedy weź ze sobą swoją broń i ogień i stój naprzeciwko swojego lęku przez całą noc. Nie atakuj, po prostu wytrwaj całą noc myśląc o tym, że w każdej chwili Twój lęk może ruszyć i zmieść Cię z powierzchni Ziemi.

W ten sposób nauczysz się traktować strach tak, jak robi to operator. Wchodzić w to, czego się boisz po to, żeby tam przetrwać.

Nie mówię, że w ten sposób pokonasz swój lęk. Mężczyźni z Betulii potem nie podjęli już żadnych sensownych działań obronnych. Ale może obudzi to w Tobie jakąś Judytę, która pod osłoną nocy pójdzie i skrycie zniszczy wszystko, czego się boisz.