Strategia

Kiedyś regularnie biegałem z kolegą po krakowskich bulwarach wiślanych. Nasza standardowa trasa liczyła około 10-11 km. Zaczynaliśmy spokojnym truchtem, a jak na końcu zostawało nam trochę siły, ostatnie kilkaset metrów biegliśmy ostrym sprintem. Chociaż biegaliśmy tak przez parę miesięcy, nie zauważyłem znaczącej poprawy swojego tempa biegu. Dzisiaj wiem, dlaczego.

Chyba każdy zna kawał o dawaniu z siebie w pracy 100%: 10% w poniedziałek, 20% we wtorek, 30% w środę, 30% w czwartek i 10% w piątek. Mniej-więcej taką strategię przyjmowaliśmy w czasie biegania. Z resztą – miałem w swoim życiu okres kiedy faktycznie w ciągu tygodnia rozkładałem swoje siły tak, żeby w piątek już powoli wygasić się i przygotować na weekendowy odpoczynek. Studia i działanie w wolontariacie nauczyły mnie innej strategii działania – ostatnio się dowiedziałem, że całkiem operatorskiej.

Znowu odwołam się do spotkania z byłym SEALsem, na którym byłem w grudniu. W pewnym momencie padło tam zdanie „Maratończyk planuje bieg pod jego najbardziej stromy odcinek i w odniesieniu do niego rozkłada siły. Specjals biegnie tak, jakby za nim cały czas biegł tygrys.”. Jakoś skojarzyło mi się to ze starą (i dla mnie genialną) reklamą butów biegowych:

A teraz na serio. Biegacz realizuje swój plan – niektóre odcinki przebiega w tempie szybszym, inne – w wolniejszym tak, żeby w założonym czasie dobiec do mety. Rozkłada swoje siły i zaangażowanie we wprawianie swojego ciała w ruch. Jeśli za biegaczem pojawi się głodny tygrys, jedynym planem staje się biec jak najdłużej i jak najszybciej z nadzieją, że w międzyczasie tygrys znajdzie coś ciekawszego do zjedzenia. Jeśli biegacz nie zaangażuje się stuprocentowo w ucieczkę przed tygrysem – równie dobrze może w ogóle nie uciekać.

Myślę, że to jest właśnie sposób, w jaki powinien planować swoje zaangażowanie mężczyzna. Angażować w działanie 100% tego, co w danej chwili może z siebie dać. Nie tylko w czasie biegu albo innego treningu fizycznego – w całym życiu. Jasne, są różne dni. Jednego dnia będziesz mógł przemalować cały pokój w mieszkaniu i w ogóle tego nie poczujesz, a w inny dzień wyniesienie śmieci będzie prawie nadludzkim wysiłkiem. Gdy piszę teksty na blog zdarzają mi się dni, gdy w ciągu godziny napiszę trzy szkice tekstów. Są też takie, gdy po godzinie mam napisane na ekranie jedno zdanie i wiem, że wiele mu brakuje do sensowności. Ale jeśli czuję, że naprawdę na to zdanie poświęciłem całą swoją wenę i nic więcej z tego nie wycisnę – wiem, że mogę z czystym sumieniem przejść do następnych zadań albo iść spać.

Wykorzystanie całej swojej motywacji jest trudne. Zwłaszcza w zadaniach mniej ważnych albo takich, na których Ci nie zależy. Ale zauważyłem, że jeśli naprawdę angażuję się w projekty, które są dla mnie ważne, automatycznie rośnie moja motywacja we wszystkich innych obszarach życia. Chyba dzieje się tak dlatego, że (zgodnie z wynikami badań psychologów) siła woli działa jak mięsień. Ulega zmęczeniu, trzeba ją regenerować, ale też można ją wytrenować – jest umiejętnością. A trenowana regularnie staje się coraz mocniejsza, więc wystarczy Ci jej na coraz więcej zadań. Dlatego warto, zamiast „racjonalnie” rozkładać siły na zadania, które masz do zrealizowania, przyjąć strategię ucieczki przed tygrysem. Jeśli coś masz zrobić – albo angażujesz się w to na całego, albo rezygnujesz. Wszystko pomiędzy nie ma sensu.

Jeśli dotychczas oszczędzałeś siły i starałeś się rozplanować wykorzystanie swojej motywacji – zobacz tygrysa, który biegnie za Tobą. Przestań się oszczędzać i daj z siebie wszystko.

  • Marcin

    Wyjątkowo muszę się z Tobą nie zgodzić:
    1. Wpis zatytułowałeś „strategia, tymczasem zachęcasz do rezygnacji nie tylko ze strategii ale nawet z taktyki, krótko mówiąc radzisz „napieraj z całych sił”.
    2. Proponowane przez Ciebie podejście tak naprawdę rzadko przynosi pozytywne efekty, a nigdy (za wyjątkiem pojawienia się tygrysa) nie jest optymalne. Zarówno w treningu, jak i „w życiu” potrzebne są okresy mniej aktywne i nie chodzi o chwile kiedy „leże bo wstać nie mogę”, ale także sytuacje, gdy mógłbyś stać nawet w bardzo męczącej pozie ale tego nie robisz, bo nie ma takiej potrzeby.
    3. Nie mnie interpretować wypowiedzi znanych specjalsów, ale wydaje mi się, że oni również działają jak sportowcy tzn. tak rozkładają siły by wykonać zadanie przy najmniejszym możliwym zaangażowaniu. To raczej sportowcy mogą sobie pozwolić na „bieg przed tygrysem”, bo oni muszą przebiec określony dystans, a następnie mogą paść, a ktoś się nimi zajmie (no i zawsze chodzi o wynik – miejsce/życiówka itp.). Żołnierz nie ma tego komfortu, nigdy nie ma gwarancji, że po przybyciu na miejsce ewakuacji, nie okaże się że – ze względu na sytuację taktyczną – będzie musiał biec na lądowisko awaryjne.