Stało się (Łk 24, 13-35)

Zapadł zmrok. Jest już po (albo w trakcie) Mszy Świętej Wigilii Paschalnej. Stało się.

Jezus Zmartwychwstał i żyje. To jest pewne. Życzę Ci prawdziwej wiary, że to się stało, że On jest przy Tobie, gdy czytasz te słowa i nadziei na trafienie tam, gdzie przygotował nam miejsce.

I mam prośbę – dalszą część wpisu przeczytaj dopiero w niedzielę wieczorem. Po pierwsze dlatego, że do rozważania wykorzystałem Ewangelię właśnie z wieczornej Mszy Wielkanocnej. Po drugie – bo ten wpis przygotowany jest pod kątem przeżycia już chwili Wielkanocy.

Chciałem się pochylić nad jednym zdaniem z historii uczniów zmierzających z Jezusem do Emaus, bo pasuje ono do tego, jak wiele osób świętuje Wielkanoc.

Rozmawiając z Jezusem, uczniowie w pewnym momencie stwierdzają „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”. Kiedyś te słowa były moją modlitwą zawsze, gdy coś mi nie wyszło i na czymś się w życiu zawiodłem. W czasie tegorocznego Triduum Paschalnego zrozumiałem je inaczej i chciałbym się z Tobą właśnie tym podzielić.

Większość osób ze świętami łączy jakieś oczekiwania i nadzieję na coś nowego. Ale ten nastrój często mija szybko – zwykle przez drobiazgi. W niedzielę rano okazuje się, że na umytych oknach jednak są smugi, potem rodzina jednak nie zachowuje się tak, jak miała, ciasto okazuje się przypalone, ksiądz krzywo pokropi w poniedziałek, kończą się wolne dni i tak się to ciągnie aż do momentu całkowitego zanurzenia się w codzienności. Postanowienia wielkopostne i zmiany, które miały one wywołać, odchodzą do wspomnień i przychodzi ogólne poczucie „ale po co to wszystko było”.

Myślę, że właśnie to jest punkt, w którym znajdują się uczniowie idący do Emaus. W którym mówią Zmartwychwstałemu „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”. Jezus nie zaczął krzyczeć „Hej, to przecież ja!”. Po prostu dalej z nimi szedł i rozmawiał tak długo, aż przy kolacji zobaczyli, że to On.

Jeśli w ciągu tego Okresu Wielkanocnego będziesz miał uczucie, że z tymi świętami jest coś nie tak i że całe przygotowanie do Wielkanocy było psu na budę. bo nic się w Twoim życiu nie zmieniło – to znaczy, że On naprawdę powstał z martwych i idzie tuż obok Ciebie, jak obok dwóch uczniów mówiących mu w drodze do Emaus, że Jego Męka i Śmierć były po nic. Może nie działa tak, jak się spodziewałeś, ale na pewno tak, jak obiecał. Niech to będzie sygnał dla Ciebie, że powinieneś Go jeszcze uważniej szukać w tym, co się dzieje.

Na zakończenie dodam jeszcze jedno do życzeń wielkanocnych: życzę Ci otwartych oczu, żebyś nawet bez poczucia, że coś jest nie tak, jak być powinno, potrafił zobaczyć, że Bóg jest z Tobą i działa cały czas.