Stop grzechowi! Sposób na każdą pokusę! zdjęcie: bethany-legg@unsplash.com, CC-0

Sposób na każdy grzech (Jk 4, 7)

Ten wpis będzie o grzechu. Grzechu, który dręczy każdego z nas (zakładam, że Maryja tego nie przeczyta) i próbuje popsuć nam plany na świętość. A konkretnie o tym, jak się go pozbyć. Sposób jest bardzo prosty i aż chce się powiedzieć, że „szatan nie chce o nim słyszeć”.

Do wpisu tego natchnęła mnie jedna z form modlitwy, którą od około trzech lat stale praktykuję. Z grupą znajomych co tydzień bierzemy kolejny werset z wybranej księgi Pisma Świętego i „chodzimy” z nim. Staramy się jak najczęściej o nim sobie przypominać i wszystko, co robimy otoczyć przez to w Słowie Bożym.

Niedawno „z przydziału” dostaliśmy siódmy werset czwartego rozdziału Listu świętego Jakuba. Po paru dniach przypominania go sobie aż uderzyło mnie to, co autor tam napisał:

Bądźcie więc ulegli Bogu. Przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was.

Czyli jeśli chcesz wygrać z dowolną pokusą albo z dowolnym grzechem wystarczy, że zrobisz jedną rzecz: powiesz szatanowi „Nie”.

Co się stanie, jeśli będziesz umiał naprawdę przeciwstawić się diabłu? On ucieknie. Zgodnie ze słowami św. Jakuba, zły duch po odmowie nie wzmocni swoich ataków. Nie poszuka innego sposobu dojścia do Ciebie. Nie spróbuje podejść z tym samym podejść za pięć minut. Po prostu ucieknie od Ciebie.

Żeby to zrozumieć, chciałbym popatrzeć najpierw z Tobą na to, jak szatan kusił Jezusa na pustyni (Mt 4). Nachodził Go tam przynajmniej trzy razy – taki opis pozostawili nam Ewangeliści. I Jezus za każdym razem podejmował z nim dyskusję. Odpowiadał mu. Pokazywał, gdzie się myli i próbował wyprowadzić z błędu. Ale nie powiedział mu „Nie”. I diabeł wracał do niego tak długo, aż w końcu mu się to znudziło i dał sobie spokój. „Do czasu”, jak zaznaczyli Ewangeliści.

Jeśli powiesz złemu „nie”, to efekt tego będzie o wiele mocniejszy niż to, co Jezus zrobił na pustyni. Będzie mocniejszy niż przy uzdrowieniu opętanego w Gerazie (Mt 8, Mk 5, Łk 8), gdzie demony jeszcze miały jeszcze siłę prosić Jezusa o możliwość zajęcia świń (BTW: dopiero ks. Węgrzyniak uświadomił mi, że Jezus wtedy utopił około miliona złotych).

Dlaczego tak się dzieje? Wydaje mi się, że szatan w swojej pysze po prostu nie może znieść sprzeciwu. Nie może znieść tego, że jednak ktoś decyduje za niego i że to nie on kontroluje sytuację.

No dobra, ale jeśli to jest takie proste, to dlaczego cały czas siedzę w grzechach zamiast chodzić nad nimi? Kluczowym słowem jest tu dla mnie „przeciwstawcie się”. Moje „nie” musi być „nie”. Niczym więcej. To nie ma być „nie tym razem”. Albo „nie, ale…”. Albo „generalnie to raczej nie chcę”. „Nie” – i kropka. Koniec dyskusji. Tak, jak Jezus powiedział złym duchom na jeziorze.

Na zakończenie z Tobą jeszcze jedną refleksją, która mnie naszła przy przygotowaniu tego wpisu, chociaż nie ma bezpośredniego związku z jego tematem. Pomimo swojej grzeszności i tego, że moje „nie” dla grzechu rzadko (jeśli kiedykolwiek) jest „nie” odkryłem, że o wiele lepiej znam Boga niż szatana. Że myśląc o tym wpływie odmowy na złego mogę napisać tylko „wydaje mi się”, ale nie odważę się na silniejsze stwierdzenie o naszym przeciwniku. I bardzo mnie to ucieszyło.