Służba Celna lepsza niż specjalsi (Mt 21, 28-32)

Działalność Jezusa wchodzi w kulminacyjny etap. Akcja dzisiejszego fragmentu Ewangelii toczy się w jeden z czterech dni pomiędzy triumfalnym wjazdem do Jerozolimy a ukrzyżowaniem. Do Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej podeszli przedstawiciele władz żydowskich i zaczęli z nim dość ostrą dyskusję. Więc słowa, które usłyszymy na Mszy, naprawdę są skierowane od Faceta do facetów. Pierwszą część rozmowy, w której toczy się dyskusja o posłannictwie Jezusa i Jana Chrzciciela, dzisiejsza liturgia pomija. Usłyszymy tylko dalszy ciąg tej rozmowy.

Jezus dyskutuje z kapłanami i starszymi ludu, czyli z elitą intelektualną narodu wybranego. Z ludźmi uważanymi za mądrych i przewodzących Izraelowi. Jak sam siebie widzisz. Uważasz się za kogoś mądrego i kogoś, za kim mogliby pójść inni? Jeśli tak – te słowa Jezus kieruje właśnie dla Ciebie.

Wyobraź sobie teraz, że jesteś prawdziwym operatorem. Siedzisz w swoim ulubionym kościele i nagle słyszysz, że jesteś gorszy od pracowników Służby Celnej (nie to, żebym coś miał do celników – po prostu taką mieli pozycję w Izraelu). Jak byś się poczuł, gdybyś usłyszał właśnie takie słowa od Boga? Słuchałbyś w milczeniu tak, jak elita Żydowska, i bałbyś się odezwać ze strachu jak zareagują na to inni? Wdałbyś się w dyskusję? Wyszedł oburzony z kościoła? Obgadywał Jezusa po kątach, że co on tam wie? Czy przyjąłbyś, że skoro On tak powiedział, to tak jest?

zdjęcie: Tenautomatix@commons.wikimedia.org, CC-BY-SA

Operator po usłyszeniu takich rzeczy poczułby dwie rzeczy i na nich powinien oprzeć swoje dalsze działanie.

Pierwszym uczuciem jest smutek i zażenowanie, że nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Zawiódł tych, którzy mu zaufali. Uważam, że coś takiego jest jedną z największych porażek, jakie może ponieść mężczyzna. Ale, jak pisałem w innym wpisie, porażka nie powinna niczego kończyć. Powinna być tylko stopniem, na którym można wybić się wyżej.

Drugie uczucie pozwala coś w tej sytuacji zmienić. To motywacja do tego, aby podjąć działanie i stać się kimś lepszym. Tak, aby już nigdy nikogo nie zawieźć.

Uwierz Bogu i zaufaj Mu – on znajdzie rozwiązanie.

Jeśli udało Ci się odnaleźć w sobie te uczucia, wykorzystaj konstruktywnie to, co usłyszałeś w dzisiejszym czytaniu. Pomyśl o kimś, kogo uważasz za gorszego od siebie – w dowolnej kwestii. Myśl o tej osobie tak długo, aż znajdziesz w tej osobie coś dobrego, co chciałbyś od niej przejąć. Rzeczy i sprawy, w których lepiej od Ciebie naśladuje Jezusa. Coś, na czym możesz się w tej osobie wzorować. A następnie zacznij planować i działać tak, aby dorównać w tych kwestiach do jej poziomu.

Jeśli nie znalazłeś w sobie uczuć motywujących i jedynie się zbulwersowałeś albo wpadłeś w marazm i absolutnie nie chcesz wzorować się na tych, którzy przed Tobą wchodzą do Nieba… wsłuchaj się jeszcze raz w słowa Jezusa. Zauważ, że arcykapłanom i starszym – tym, którzy kilka dni później zorganizowali Jego ukrzyżowanie – Jezus wcale nie mówi, że Królestwo Niebieskie jest dla nich zamknięte. Tylko że ktoś inny wejdzie tam wcześniej. To, że prostytutki i celnicy wejdą tam przed nimi nie oznacza, że oni się nie zmieszczą. Miłość Jezusa do kogokolwiek z nas nie będzie większa, jak się nawrócimy albo jak będziemy lepsi – On już kocha na maksa. I to, że ta Miłość Cię nie poruszy nie oznacza z automatu, że Niebo będzie dla Ciebie niedostępne. Uwierz Bogu i zaufaj Mu – on znajdzie rozwiązanie.

Tak, jak pisałem w zeszłotygodniowym wpisie – nie ma znaczenia, w jakiej kolejności wejdziemy do Królestwa Niebieskiego. Ważne, żebyśmy się tam spotkali z Bogiem. Więc czy jako pierwsi, czy jako ostatni, czy za dwanaście godzin pracy, czy za jedną… w Niebie nie będzie to dla nas ważne.

  • Nie, nie wykluczam piekła. Mam tylko nadzieję, że wszystkim nam uda się załapać do Nieba.

  • Tomasz

    Czy Twoja wiara wyklucza piekło ? Niebo , niebo a gdzie piekło chyba nie myślisz ,że wszyscy zostaną zbawieni . Chyba ,że jesteś protestantem tam tylko miłosierdzie a gdzie sprawiedliwość ? Zostać zbawionym będzie bardzo trudno i trzeba będzie się nieżle namęczyć aby się dostać do nieba.