SERE – Staw opór

Trzecim modułem kursu SERE jest stawienie oporu. Operator, jeśli uda mu się przeżyć na terytorium wroga, ale nie wyjdzie mu unikanie, musi być przygotowany do stawienia oporu siłom przeciwnika. Wydaje mi się, że jeśli odpowiednio przepracowałeś to, co pisałem o przeżyciu i unikaniu w kontekście postu i modlitwy, doprowadzi Cię to do chęci działania. Czyli stawienia oporu bierności i obojętności.

Jako trzecie narzędzie na Wielki Post, Kościół od wieków wskazuje jałmużnę. Temat, który przez jakiś czas był zapomniany, a teraz (na szczęście) powraca do świadomości naszego społeczeństwa przez wolontariuszy zbierających jedzenie i pieniądze w sklepach, fundraiserów organizacji pozarządowych i uśmiechniętych celebrytów chwalących się filantropią w mediach. Jednak wydaje mi się, że wiele osób w naszym społeczeństwie uważa, że pomaganie innym nie jest dla nich i przyjmuje bierną postawę obojętności. Dlatego uznałem, że wejście w jałmużnę jest dzisiaj właśnie stawieniem oporu.

 

O pomocy potrzebującym pisałem już we wpisach o odpowiedzialności, wolontariacie i wsparciu finansowym. Jałmużna jest najbliżej tego ostatniego wpisu. Dzisiaj skupię się właśnie na znaczeniu finansowym jałmużny, a w przyszłym tygodniu napiszę o trochę innym spojrzeniu.

Zanim uda mi się wesprzeć jakąś ideę, organizację lub człowieka, zawsze muszę stawić czemuś opór. Czasem jest to opór przed czynnikami zewnętrznymi – kiedy ludzie dookoła próbują mi wmówić, że to bez sensu i nic nie zmieni. Za to zawsze – i to absolutnie zawsze –  muszę stawić też opór jakiejś części mnie, która mówi dokładnie to samo. Wielu moich znajomych ma w sobie podobne blokady, które powstrzymują ich przed wspieraniem innych. Dlatego myślę, że dla dobrej jałmużny trzeba postawić opór właśnie swojemu wewnętrznemu nastawieniu. A wtedy czynniki zewnętrzne będą zupełnie nieistotne.

pieniądze płyną w zupełnie przeciwną stronę – lepiej sprawdza się myślenie „nie mam, bo nie daję”

 

Kiedyś jałmużna była nierozerwalnie związana z postem. Zasoby zaoszczędzone dzięki poszczeniu można było przekazać tym, którzy ich potrzebowali. Była to praktyka ściśle związana z życiem duchowym – a więc i z modlitwą. Dzisiaj wiele osób stara się rozdzielić te osoby. Postu wystarczy trochę przed Wielkanocą, modlitwa – czasem się zdarzy, głównie w niedzielę, a jałmużna to drobniaki rzucane zwykle w okolicy Bożego Narodzenia do puszek przy kasie w hipermarkecie. Zachęcam Cię, żebyś spróbował popatrzeć na wszystkie te trzy elementy razem. Kurs SERE powinien Ci dać na nie integralne spojrzenie.

Jeśli odpowiednio przeżywasz post – będziesz potrafił stawić opór myśli „jeśli dam komuś, to mi może zabraknąć”. Myślę, że jednym z największych błędów, jakie popełnia wiele osób, jest mentalność „nie daję, bo nie mam”. Ewentualnie, jeśli ktoś chce podkreślić, że ma plany rozwojowe: „jak będę miał więcej, to będę dawał”. Nie jestem specjalistą od finansów (chociaż teraz staram się edukować w tym zakresie). Ale wiele razy w życiu zauważyłem, że pieniądze płyną w zupełnie przeciwną stronę i lepiej sprawdza się myślenie „nie mam, bo nie daję” (lub – w wersji rozwojowej – „jak będę dawał, to będę miał więcej”). Gdy obcinałem swoje darowizny zauważałem, że na moje wydatki mi coraz bardziej brakuje. Gdy dawałem więcej niż wydawało mi się, że mogę i stwierdzałem, że jakoś sobie poradzę (a to może być owoc dobrego postu) – nagle pojawiały się przede mną dodatkowe pieniądze. Nie wiem jak to działa, ale działa.

 

Jeśli modlitwę prowadzisz zgodnie z zasadami unikania – prawdopodobnie będzie Cię ona prowadziła do działania ukierunkowanego na innych, w tym wparciu finansowemu. Zabierając się za jałmużnę musisz się oprzeć myśli „A co, jeśli moje pieniądze nie zostaną wykorzystane tak, powinny?”. Ogólnie jestem zwolennikiem przekazywania pieniędzy przez organizacje pozarządowe, które potem można zapytać o ich wykorzystanie, a konkretnym osobom wolę dać materialną rzecz niż pieniądze. Ale uważam, że raz na jakiś czas warto nie przejmować się weryfikacją skuteczności swojej jałmużny i po prostu dać komuś, kto o to prosi – zaufać Bogu, że będzie to skuteczne. Co ktoś zrobi z tym, co dostał – to już sprawa pomiędzy nim a Bogiem.

 

Jeśli oprzesz się na przeżyciu i unikaniu, stawienie oporu bierności będzie dla Ciebie o wiele prostsze. Zobaczysz integralny obraz łączący w Tobie post, modlitwę i jałmużnę, a działanie w jednym z tych obszarów będzie wspomagało rozwój w pozostałych dwóch. Tak więc staw opór Twojej wewnętrznej obojętności i spróbuj w tym tygodniu myśleć w logice „nie mam, bo nie daję”. A za tydzień popatrzymy na opór niekoniecznie w sensie finansowym. Z góry mówię – będzie o wiele drożej.

  • Wojtek

    Ja mam też w tym temacie taką swoją teorię, związaną z „dam jak będę mieć więcej”. Pewnie nie tyczy się ona wszystkich, ale uważam, że jeśli ktoś nie daje nic, a mówi że będzie dawać 10% jak będzie zarabiać np. 5000, to uważam że ciężko mu to będzie zrealizować, bo w każdym z Nas jest trochę chciwości i chęci posiadania, więc jeśli nie dasz 2000pln 10% czyli 200 zł, to trudno będzie dać z 5000 pln 500zł.
    Dla mnie najlepszym sposobem jest sposób procentowy. Jeśli ktoś się boi, niech zacznie od 1% swojej pensji, na to raczej większość ludzi stać. Powiem więcej, od kiedy zaczołem dawać to po pierwsze chce dawać więcej:) dziwnym trafem nigdy mi nie zabrakło pieniędzy, i do tego udało się zbudować oszczędności:)
    Jak mawiała moja babcia: „Dosz,to mosz” czyli na polski „Dasz to masz”