SERE – Staw opór (bez marudzenia)

Wiele osób nie lubi dawać swoich pieniędzy innym i często robi to z narzekaniem na ustach. To, chyba, jeden z głównych problemów związanych z dawaniem jałmużny. Dzisiaj chcę zaproponować dwa jego rozwiązania.

Przez długi czas – od starożytności aż do początku XX wieku – pieniądze oznaczały pewną realną wartość, wyrażaną przez odpowiednią masę srebra lub złota zdeponowaną w odpowiednim systemie bankowym. W okolicach II Wojny Światowej ten system pękł i mamy dzisiaj sytuację, w której pieniądze są po prostu drukowane, a ich wartość wynika jedynie z pewnej umowy.

Właśnie z tego względu uważam, że w dzisiejszych czasach warto rozszerzyć pojęcie jałmużny o jedyny realny kapitał, jakim dzisiaj dysponujemy: czas. Ale jedynie rozszerzyć. Jałmużna czasowa może być po prostu dobrym uzupełnieniem jałmużny finansowej.

 uciesz się z tego, że komuś coś dajesz, a nie myśl o tym, że pieniądze wylatują Ci z portfela albo że mógłbyś swój czas wykorzystać inaczej

Jedna sekunda to jedna sekunda – jej wartość się nigdy nie zmieni. Nawet jeśli jakiś fizyk udokładni wartość sekundy – może odczuje to elektron albo foton, ale nie człowiek. Dlatego napisałem, że czas to jedyny prawdziwy kapitał, jakim dzisiaj dysponujemy. Z czasem wiążą się jednak dwa problemy. Pierwszy: każdy z nas wie jedynie, ile już go wydał – nikt nie wie, ile jeszcze może wykorzystać. Drugi: dzisiaj wiele osób lubi być zabieganych i udawać, że tego czasu nie ma.

To właśnie ogólne zabieganie sprawia, że czas może być naprawdę dobrą jałmużną. Są osoby, które nie odczują za bardzo przekazania potrzebującemu (czy to osobiście, czy przez jakąś organizację) dużej kwoty pieniędzy, ale bardzo ciężko jest im oddać godzinę ze swojego Wielkiego Postu na choćby porozmawianie o potrzebach danej grupy osób. Dlatego chciałbym Cię zachęcić, żebyś przez ostatnie 10 dni Wielkiego Postu spróbował do swojej jałmużny dodać trochę czasu. Czy to będzie rozmowa z kimś potrzebującym, wymiana maili w jakiejś sprawie z organizacją pozarządową, działanie w ramach wolontariatu – to już zostawiam Tobie.

Jeśli w tym momencie pomyślałeś „no dobra, ale kiedy niby to mam zrobić?”, wróć do wpisu sprzed tygodnia. Wspomniałem tam o zmianie myślenia z „nie daję, bo nie mam” na „nie mam, bo nie daję”. W przypadku czasu sprawdza się to na pewno. Jest to chyba najlepszy znany mi sposób na zwiększenie ilości czasu, jaki się ma do dyspozycji.

Z nastawieniem i narzekaniem na brak – czy to czasu, czy pieniędzy – związana jest ostatnia rzecz, którą chcę napisać o jałmużnie. Nastawienie. Święty Paweł w Liście do Koryntian napisał kluczowe dla mnie słowa w tym temacie: „Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.” (2 Kor 9, 6-7). Dobrowolność i radość. Spotkałem się np. z tym, że w firmach ludzie są praktycznie przymuszani do wspierania określonych organizacji. Sam często byłem atakowany za to, że w czasie zbiórek zaczynam dopytywać, na co tak naprawdę ktoś zbiera i wyłamywałem się z wrzucania pieniędzy na jakiś cel. To, jak i komu dasz jałmużnę – zależy tylko od Ciebie. Poszukaj takich sposobów, żeby sprawiło Ci to radość. Żebyś  cieszył się z tego, że komuś coś dajesz, a nie myślał o tym, że pieniądze wylatują Ci z portfela albo że mógłbyś swój czas wykorzystać inaczej. I sposobem na to wcale nie jest zmniejszenie zasobów przeznaczonych na jałmużnę. Czasem znalezienie takiego sposobu wymaga trochę pracy, ale na pewno jest możliwe. „Radosnego dawcę miłuje Bóg”.

Tak więc moja propozycja na ostatnie 10 dni tegorocznego Wielkiego Postu: daj jałmużnę i naprawdę się z tego uciesz.

I jeszcze jedno – ostatni wpis kursu SERE, dotyczący ucieczki, ukaże się w przyszły czwartek popołudniu. Tylko wtedy będzie miał sens.