SERE – Przeżyj (tym razem głębiej)

W zeszłym tygodniu zachęcałem Cię do zrezygnowania z czegoś, co uważasz za niezbędne do życia. Dzisiaj chciałem napisać, dlaczego warto pościć. I jak post nie tylko przeżyć, ale też przeżyć.

Nadal pracujemy w module „S” kursu SERE – czyli mówimy o przeżyciu. Ale tym razem słowo „przeżycie” potraktuję jako „doświadczenie”, a nie „przetrwanie”. Kiedyś w prawidłowym zrozumieniu przeżywania postu pomogły mi dwie rzeczy: zejście głębiej i odpowiednia perspektywa. I o nich chciałem dzisiaj napisać.

Nawet pozostając na poziomie „przetrwania” postu możesz się czegoś nauczyć. Pozbywając się rzeczy, które uważasz za potrzebne, wprowadzasz się w kontrolowany stan kryzysowy, więc trwając w poście – możesz zobaczyć, jak radzisz sobie w sytuacjach kryzysowych. Możesz poznać swoje emocje, nawyki, zachowania, które uruchamiają się, gdy czegoś Ci zabraknie. A jeśli stwierdzisz, że coś w Twoich reakcjach Ci się nie podoba – możesz to zmienić i zacząć pracować nad utrwaleniem tej zmiany.

Ale, jeśli naprawdę dobrze dobrałeś swoje postanowienia, post doprowadzi Cię do czegoś większego. Sam okryłem to dość późno. Rezygnowanie z czegoś, dołożenie sobie obowiązków (a więc ograniczanie czasu), wymagające wyzwanie fizyczne – to wszystko może doprowadzić Cię do punktu, w którym wiesz, że sam sobie już naprawdę nie poradzisz. Że Twoja część fizyczna nie wystarczy, żeby dalej wytrwać w postanowieniu. Właśnie takie punkty były punktami pogłębienia mojego życia duchowego. Nawet nie tak dawno temu byłem letnim Katolikiem, który chodził regularnie na Mszę Świętą i do spowiedzi, czasem sięgał po Pismo Święte – i tyle. Ale właśnie przez podejmowanie postanowień-wyzwań, które przekraczały moje siły, zacząłem robić więcej miejsca dla Boga w swoim życiu. Zobaczyłem że On jest tam, gdzie ja już nie daję rady – niezależnie, czy chodziło o powstrzymanie się od wypicia kawy, wytrzymanie bez jedzenia czy postawienie kolejnego kroku na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Potrzebowałem tego, bo dopiero jak sam nie miałem już siły, robiłem miejsce dla Boga. Z czasem takie doświadczenie doprowadziło mnie do zobaczenia, że Bóg jest cały czas. Że wcale nie muszę wychodzić poza strefę komfortu, żeby Go spotkać i z Nim przebywać. To właśnie jest owoc zejścia głębiej – poza sferę fizyczną postanowień.

Drugą sprawą, która pomaga dobrze przeżyć post, jest perspektywa. I tutaj występuje duża różnica pomiędzy tym co piszę, a wojskowym kursem SERE. Jedną z zasad przeżycia w niesprzyjających warunkach jest koncentrowanie się na jednym, najbliższym zadaniu. Jeśli chcesz zdobyć wodę – to myśl tylko o zdobyciu wody, a nie szukaj przy okazji schronienia. Jeśli chcesz rozpalić ogień – nie myśl równocześnie o tym, co na nim upieczesz. Jedno – najbliższe – zadanie. I tyle.

Z Wielkim Postem jest inaczej. Jego sens zobaczysz wtedy, jeśli absolutnie nie będziesz się na nim skupiał. Odpowiednią perspektywą, z której powinieneś patrzeć na swój post, na każde swoje postanowienie, jest Wielkanoc. Bez Zmartwychwstania, to wszystko nie ma sensu.

dopiero jak sam nie miałem już siły, robiłem miejsce dla Boga

Tak więc – jeśli chcesz wyciągnąć z tego Wielkiego Postu więcej, popatrz na swoje postanowienia z punktu widzenia Wielkanocy, jeśli trzeba – zrewiduj je tak, żebyś nie potrafił sam sobie z nimi poradzić i szukaj tego, co siedzi pod ich czysto fizyczną stroną. W ten sposób nie tylko dowiesz się, gdzie są Twoje granice, nie tylko może je przekroczysz – ale spotkasz tam Tego, dla którego nie ma żadnych granic. A w Nim będziesz mógł już wszystko.

W przyszłym tygodniu przejdę do części E – unikania – kursu. Będzie o tym co zrobić w punkcie, w którym już wiesz, że sam sobie nie poradzisz z postanowieniem.