Romy #8: Głodnych nakarmić

W ostatnim tygodniu Wielkiego Postu rozmawialiśmy na temat ostatniego z uczynków miłosiernych względem duszy. Trochę zajęło nam pozbieranie się po świętowaniu i przejście do dalszych rozmów, ale mogę już zaprosić Cię do eksplorowania w Okresie Wielkanocnym wraz ze mną i Krzychem uczynków miłosiernych względem ciała.

głodnych nakarmić, zdjęcie: ElliO@unsplash.com, CC-0

Janek: Zawsze wydawało mi się, że dusza jest ważniejsza niż ciało, więc uczynki miłosierne względem duszy powinny być ważniejsze, niż te odnoszące się do ciała. Ale Jezus jasno stwierdza, że na Sądzie Ostatecznym będzie pytał o te miłosierne względem ciała i to one będą decydowały, z kim spędzimy wieczność (Mt 25, 31-46). Zauważyłeś to?

Krzychu: Nie zwróciłem na to uwagi. Ale nie dziwię się – ciało i dusza są równie ważne. W zdrowym ciele zdrowy duch;).

J: No tak, ale nie powinien pytać raczej, ile osób nakłoniliśmy do nawrócenia, ile czasu inni dzięki nam się modlili, kto dzięki nam odstąpił od grzechu, kto stał się mądrzejszy i tak dalej?

K: A dlaczego? Jezus rozmnożył chleb, czy konfesjonały albo egzemplarze Pisma Świętego?

J: Czyli można stwierdzić, że trzeba być bardziej miłosiernym dla ciała, niż dla duszy?

K: Nie wiem – ja bym powiedział, że nie można zadbać o czyjeś potrzeby duchowe, podczas gdy żyje on w skrajnej nędzy czy głoduje.

J: Czyli tak, jak pisał chyba św. Jakub, żeby nie mówić „Pan z Tobą” nagiemu bratu? Dobra, to teraz przejdźmy do praktyki. Czy jak dam komuś, kto poprosi mnie na ulicy, bułkę albo 5 zł, to będzie to uczynkiem miłosiernym?

K: 5 zł niekoniecznie, bo potencjalnie jest to parę bułek, które owszem pomogą, jak i inne rzeczy, które zaszkodzą. Bułka jest jak najbardziej miłosierna. A co Ty o tym myślisz?

J: Potem Ci odpowiem, jak uzyskam od Ciebie pełny obraz sytuacji. Więc dalej: Czy kliknięcie w brzuszek Pajacyka, skompletowanie Szlachetnej Paczki albo wpłata na witajciewdomu.pl, żeby ufundować uczniom obiady to uczynek miłosierny?

K: Tak.

J: A idąc jeszcze dalej:  jeśli pracuję legalnie i płacę wszystkie podatki ze świadomością, że jakiś-tam procent z nich idzie na wsparcie osób ubogich, to czy to też jest realizacja tego uczynku miłosiernego?

K: A możesz pracować legalnie i świadomie wybrać, żeby procent nie szedł na wsparcie ubogich?

J: Nie. Co więcej – nie mam gwarancji, że cokolwiek z mojego podatku pójdzie na socjal. Ale mogę pracować na czarno i mieć więcej dla siebie.

K: No, to ja bym powiedział, że to akurat nie jest uczynkiem miłosierdzia. Zwłaszcza to na czarno.

J: OK, to teraz powiem, jak to z mojego punktu widzenia wygląda. Jeśli dajesz bułę albo uczestniczysz w którejś z wymienionych akcji z intencją nakarmienia (a nie pokazania się), to na pewno jest to uczynek miłosierny. Jeśli płacisz podatki albo dajesz 5 zł z taką intencją – też. Sam wcześniej wiele razy mówiłeś, ze intencja jest najważniejsza. A że ktoś może te 5 zł wydać na wino i nie wiesz, co się stanie z 99% Twojego podatku – nie zmienia to faktu, że dajesz w dobrej wierze. Dopóki faktycznie nie masz podstaw żeby podejrzewać, że ktoś chce Cię oszukać. We fragmencie Ewangelii, który wspomniałem na początku, Jezus mówi ” cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście”. Dlatego uważam, że żaden grosz, którym nakarmiłeś głodnego, nie zostanie zapomniany. Co więcej, to właśnie te sytuacje, które dla Ciebie są wątpliwe, bardziej odpowiadają pomocy, w której „Twoja prawa ręka nie wie, co czyni lewa” (Mt 6, 3).

K: Czyli jak dam dziecku nożyczki w dobrej wierze – żeby się dobrze bawiło – to ja mam rączki czyste, jak sobie tymi nożyczkami zrobi krzywdę? Co więcej – zachowałem się szlachetnie i miłosiernie? Podatki płacisz właśnie dlatego, że część z nich idzie na biednych?

J: Nie – nie ma uczynku „pozwalać się dzieciom dobrze bawić” na liście. A podatki płacę dlatego, że chcę być uczciwy. Tak więc na razie nie robię tego jako uczynek miłosierny.

A tak patrząc robin-hoodowo i janosikowo: Czy uważasz że uczynkiem miłosiernym byłoby, gdyby ktoś zarabiał na czarno i to, co normalnie powinien oddać państwu, wpłacał na konto jakiejś fundacji?

K: W sumie – nie wiem. Nie rozważałbym tego, bo już pierwszy krok sprawia, że schodzi się na złą ścieżkę. Drugi krok wcale nie usprawiedliwi pierwszego. Taki poboczny wniosek – Janosik i Robin Hood byli bandziorami, choć nie przeczę, że szlachetnymi;). Nie mniej ktoś tak postępujący świętym raczej nie zostanie.

J: No jasne, że byli bandziorami – takie wzorce kulturowe mamy i nic na to nie poradzimy. Za to historia Kościoła pokazuje, że każdy może się nawrócić i zostać świętym.

Ja na taką działalność nie patrzyłbym „kompleksowo”. To dwie osobne rzeczy. Ktoś, kto świadomie i dobrowolnie okrada – choćby państwo – grzeszy i już. Żadne działanie złodzieja tego nie usprawiedliwi, bo od usprawiedliwienia jest Jezus. Ale to, że pieniądze są nielegalne nie zmienia faktu, że wykorzystanie ich do nakarmienia głodnych jest uczynkiem miłosiernym. I nawet nie chodzi o to, że Jezus mówił, żeby zjednywać sobie przyjaciół „nieuczciwą mamoną”. Ale jeśli uznałbyś, że uczynek miłosierny wykonany przez jakiegoś grzesznika się nie liczy, to kto tak naprawdę miałby robić uczynki miłosierne?

K: Pan Jezus:P. Nie mniej, pieniądze pozyskane niegodnie, więc uczciwy i pobożny człowiek takich dylematów miał nie będzie.

J: Nigdy nie wiesz, jaka pokusa może się pojawić.

K: No pewnie. Jednak nie rozważałbym sposobów zdobycia środków, którymi możemy spełnić uczynek miłosierdzia, to nie nasz temat. Zdobycie czegoś, a wykorzystanie tego, to dwie różne sprawy;). Jakkolwiek jestem zdania, że nie należy pomijać kontekstu – ale to temat na inne rozważania, inne rozmowy;).

J: Dokładnie, to temat na co innego. To jeszcze ostatnie pytanie, które mi się nasuwa w temacie nakarmienia głodnych: czy to jest uczynek dla każdego? 1/9 ludzi na świecie sama głoduje, a 7,5% Polaków żyje w skrajnym ubóstwie – ich dochody nie pozwalają na pokrycie minimum egzystencji (które wyliczone jest na około 500 zł na osobę na miesiąc). Czy tacy ludzie mogą sobie pozwolić na to, żeby nakarmić głodnych? Czy w ogóle uczynki miłosierne wobec ciała nie są „dla elity”, bo praktycznie każdy z nich (może poza pocieszaniem więźniów i odwiedzeniem chorych) wymaga nakładów finansowych?

K: Każdy to robi według swoich możliwości. Kiedy matka sama je mniej, żeby móc dać więcej dzieciom – to dopiero uczynek miłosierdzia! Jak nie masz technicznych możliwości, żeby kogoś nakarmić – to któż mógłby mieć Ci to za złe? Na pewno nie Bóg Miłosierny;).

J: Nie no, jest tak, jak mówiłeś – uczynek miłosierny to coś, co się robi ekstra. Ale cały czas mam w myśli przypowieść o Sądzie Ostatecznym. Skoro tam Jezus zapyta, ile razy nakarmiliśmy Go w braciach najmniejszych, to jak się czują ci, którzy nie mają za co nakarmić braci?

K: Na pewno będą się bardzo bali, że oto lada moment pójdą do piekła;). Oni to ci stojący po drugiej stronie – to w nich był ten Chrystus, którego każdy z nas ma nakarmić w naszych bliźnich. Więc też mają swoją rolę;).

Bardziej poważnie, to nie wiem, jak się czują. Ja już w swoim życiu miałem okazję karmić głodnych, więc w takiej sytuacji już nie będę. Choć szczerze wątpię, żeby ktoś faktycznie przez całe życie takiej okazji nie miał.

J: Czyli uważasz, że jeśli ktoś nie karmi głodnych twierdząc, że brakuje mu na siebie, to nie tyle nie może tego zrobić, co nie potrafi zauważyć okazji?

K: Nie, po prostu mówię, że ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś przez całe życie nie ma okazji nakarmienia kogoś głodnego – to w kontekście pytania na sądzie ostatecznym. Zaznaczam jednak, że nie wykluczam takiej sytuacji.

J: Ja wiem, że takie osoby są. Ale większość z nas jednak może sobie pozwolić na to, żeby wspomóc głodnych chociaż złotówką. I tu moja obserwacja i doświadczenie: myślenie „jak będę zarabiał/miał więcej, to wtedy będę mógł dawać na działalność charytatywną” raczej nie ma sensu. Większość osób, jeżeli nie potrafi dać zarabiając 2000 zł, nie będzie też potrafiła dać zarabiając 10 000 zł. Dlatego warto się uczyć wspierania potrzebujących od małych kwot. Tutaj doskonale sprawdza się zasada: kto w małej rzeczy okaże się wierny, ten będzie też wierny w wielkiej rzeczy (Łk 16, 10).

K: Co więcej – ks. Węgrzyniak na rekolekcjach o pieniądzach w Centrum JP2 mówił o tym, że to taki paradoks – im więcej się dzieli pieniędzmi z innymi, tym mniejszym problemem one się stają (w sensie że ich na różne sposoby przybywa). O to mi chodziło mówiąc, że ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, że przez całe życie można nie mieć okazji do pomocy innym.

J: Czyli efekt robienia miłosierdzia w Twoim życiu może być ogromy: dajesz głodnemu bułkę za 50 gr i to powoli zaczyna rozwiązywać Twoje problemy z zarządzaniem finansami… Czyli warto  zauważać okazje do tych „elitarnych” uczynków miłosierdzia i je wykorzystywać.

K: Nie wiem, czy to dokładnie tak działa, ale wniosek na pewno jest dobry;).


 

Ponieważ trochę wątków się pojawiło i wiele myśli się przeplatało – zapraszamy do pytań i dyskusji.

Od siebie dodam jeszcze, że w tym roku chcę patrzeć na Okres Wielkanocny właśnie przez pryzmat uczynków miłosiernych względem ciała. Chcę się uczyć miłosierdzia względem ciała – swojego i innych – bo w końcu właśnie to ciało ma Zmartwychwstać.


Z Krzychem poznaliśmy się jakieś 9 lat temu i chyba parę osób razem uratowaliśmy za czasów ratowniczych.

Razem ze swoją żoną są ostro zaangażowani w ŚDM i to dzięki nim nagrałem świadectwo na Młodych Misjonarzy Miłosierdzia. To nasunęło mi pomysł, żeby pogadać z Krzyśkiem o uczynkach miłosiernych – bo tego tematu zbytnio nie rozumiem. Krzysiek stwierdził, że sam też nie jest ekspertem i chętnie spróbuje ze mną zgłębić zagadnienie. Tak zrodziły się RoMy – Rozmowy o Miłosierdziu. W ciągu Wielkiego Postu i Okresu Wielkanocnego przedstawimy Wam 14 rozmów, w których będziemy się dzielić naszymi przemyśleniami na temat poszczególnych uczynków miłosiernych względem duszy i ciała.