RoMy #14: Umarłych grzebać

To teraz mogę się przyznać, że tak naprawdę z tego uczynku wyszedł cały cykl Rozmów o Miłosierdzi. A konkretnie z pytania do Krzyśka co ma zrobić ktoś, kto chce przed ŚDMami zrobić każdy z uczynków miłosiernych, a akurat nikt mu w okolicy nie umrze. A ostatecznie nawet nie miałem czasu o to zapytać w rozmowie…

umarłych grzebać, zdjęcie: blickpixel@pixabay.com, CC-0

J: Parę razy mówiłeś o tym, że jak coś jest za pieniądze, to nie jest to już uczynek miłosierdzia. Więc popatrzmy na pogrzeby. Z jednej strony – rodzina po śmierci dostaje zasiłek pogrzebowy, a jeśli zmarły był dodatkowo ubezpieczony, to dodatkowe środki, czasem ze ścisłym określeniem, że są na pogrzeb. Z drugiej – zakłady pogrzebowe, producenci trumien, nagrobków, urzędy komunalne – jeśli nie całość, to przynajmniej część swojego biznesu opierają właśnie na grzebaniu umarłych. Gdzie tutaj jest miejsce na uczynek miłosierdzia?

K: Bo to nie są tanie rzeczy. Jakby porzucili myśl o pogrzebie, oszczędzili by sobie dużo wydatków, dużo roboty i dużo stresów.

J: Ale mówiłeś, że jeśli coś jest za pieniądze, to nie jest już uczynek miłosierdzia. A w kwestii pogrzebów chyba wszystko już jest skomercjalizowane.

K: Równie dobrze możesz powiedzieć, że karmienie głodnego jest skomercjalizowane – nawet bardziej niż w przypadku chowania zmarłych. Przypominam – w moim przekonaniu to intencja jest najważniejsza. A przy okazji wątpię, żeby ktokolwiek chowając swojego krewnego w ten sposób zarabiał. Nie wiem jak to wygląda z tymi zasiłkami, o których mówiłeś, ale śmiem wątpić, że nie przewyższają kosztów organizacji chrześcijańskiego pochówku. Że o stypie nie wspomnę.

J: Toteż mówiłem, że karmienie głodnych jest skomercjalizowane… A faktycznie – państwowe zasiłki nie pokrywają wszystkich kosztów. Ale już prywatne ubezpieczenie…

K: Nie wiem, nie znam się. Ale to nie ma znaczenia przy podejściu, że liczy się intencja.

J: Dobra, to o co dokładnie chodzi w tym uczynku? O wyprawienie pogrzebu zmarłemu? Czy wystarczy przyjść na pogrzeb kogoś mniej lub bardziej znajomego?

K: Tak na chłopski rozum, którym obaj dysponujemy – chodzi o grzebanie. Niekoniecznie własnymi rękami, ale o zorganizowanie pogrzebu. A idąc dalej – uczestniczyć w pogrzebach, dbać o zmarłych i pamięć o nich (choćby przez pielęgnowanie grobów).

J: O, pamięć o zmarłych to też ten uczynek? O tym bym nie pomyślał! A na przykład popularyzacja wiedzy o Żołnierzach Wyklętych?

K: O tych bandytach, co mordowali niewinnych i buntowali się przeciwko legalnej władzy? To na pewno nie jest miłosierdzie!

Oczywiście żart, i to nie najwyższych lotów. Nie wiem, czy to też pasuje. Bo według mnie co innego nauczać historii, a co innego pomodlić się za zmarłych.

J: No, żartu nie wytniemy z protokołu żeby pokazać, że wcale nasze rozmowy nie są takie mądre:-P. Ale do rzeczy – przed chwilą powiedziałeś, że dbanie o pamięć o zmarłych to realizacja tego uczynku, ale już rozszerzanie tej pamięci (tak bym potraktował popularyzację Wyklętych) – już nie? Jeżeli ktoś to robi z intencją nie uczenia historii, ale właśnie upamiętnienia tej konkretnej osoby?

K: Z miłości do tego zmarłego?

J: W optymistycznym przypadku. Ale przynajmniej z szacunku do niego.

K: To bym znów wrócił do praktycznej i wygodnej foremki, do której możemy przykładać i sprawdzać, czy pasuje – jeżeli coś jest robione z miłości, to na pewno jest uczynkiem miłosierdzia;).

J: To jest jasne. Tylko w tym uczynku moje pytanie brzmi: jak daleko może sięgać to „coś”.

K: Nie bardzo rozumiem. Coś, w tym wypadku, to rzeczy, które robimy z miłości do jakiegoś konkretnego zmarłego. Bo gdyby to potraktować literalnie, to tylko grabarze by ten uczynek mogli spełniać.

Pomyślałem teraz, że tu nie chodzi o to, żeby każdy z nas robił wszystkie uczynki z listy. Powinniśmy robić te uczynki jak zajdzie potrzeba. Gdy jakiś zmarły, z różnych powodów, nie może spocząć w grobie, to nam się zapala lampka i pomagamy w tym pogrzebie. Choćby finansowo. Ale jeżeli taka sytuacja nas nie spotka, to jest po co naciągać inne rzeczy pod „umarłych grzebać”? Owszem, warto się pomodlić (na to akurat mamy konkretny uczynek;)), dobrze jest nawiedzać groby i dbać o nie – ale nijak to nie jest „grzebać”. Co o tym myślisz?

J: „Modlić się za umarłych” to inny uczynek miłosierny. I nie mieszałbym ich. A pytanie ciekawe – czy „lepszym” Katolikiem jest ktoś, kto zrobił wszystkie uczynki miłosierne z listy, czy ktoś, kto wyspecjalizował się w jednym i go robi tysiąc razy… Oczywiście, to „lepszym” to z przymrużeniem oka.

K: Dlatego wspomniałem, że mamy już na to uczynek i nie ma co upychać tego do grzebania umarłych. Nie ma reguły ani checklisty z uczynkami. Katolik będzie po prostu z miłością reagował na dostrzeżoną potrzebę. Niezależnie od tego, jaka ta potrzeba będzie. Może się przecież okazać, że ktoś ciągle spotyka głodnych, i pierwszemu da jeść, ale drugiemu już nie twierdząc, że to już zaliczył i żeby spadał – chyba, że mu się będzie chciało pić, to proszę bardzo. Albo gdyby z tego głodu umarł, to go chętnie pogrzebie. Mało miłosiernie;).

J: Mało, ale zawsze lepsze to, niż nic:-P. Ale dobra, lećmy dalej. To, że pogrzeby są skomercjalizowane to tylko jeden z moich problemów z tym uczynkiem. Drugim – i to większym – są słowa Jezusa „zostaw umarłym grzebanie ich umarłych” (Mt 8, 22 i Łk 9, 60). Dlaczego Kościół zaleca coś, co Jezus kazał porzucić i traktował jako przeszkodę do naśladowania Go i głoszenia Ewangelii?

K: Ha, dobre – nie wiem. Przychodzi mi do głowy, że to jest takie wyraźne wskazanie, żeby nie przedkładać śmierci nad życie. Inna sprawa też, że jeżeli jest komu zostawić pogrzebanie umarłego, to to się nieco różni od sytuacji, gdzie umarłego zostawia się niepogrzebanego. Jezus (dzięki Bogu!) nie powiedział „zostaw umarłych, żeby leżeli pod płotem”.

J: Ekhm… wiem, że życie wieczne, zmartwychwstanie, wskrzeszanie zmarłych i w ogóle, ale… jaki jest statystyczny czas oczekiwania na to, żeby jeden umarły pogrzebał drugiego?

K: Nie rozumiem?

J: Jezus powiedział „zostaw UMARŁYM grzebanie ich umarłych”. Więc podchodząc dosłownie, Jezus kazał zostawić pogrzeby komuś, kto za bardzo pogrzebać nie może.

K: A powinniśmy podchodzić dosłownie? Ja bym to rozumiał raczej „zostaw sprawy doczesne tym, co za mną nie chodzą, a ty chodź za mną TERAZ”.

J: No cóż, Jezus zwykle był dość precyzyjny w wyrażaniu się.

K: Czyli tekst o ponownym narodzeniu będziesz rozumiał tak, jak Nikodem?

J: Dobra, to odbiję piłeczkę – czy w takim razie grzebanie umarłych nie jest powodem żeby podejrzewać, że ktoś jest umarły i nie idzie za Jezusem?

K: Nie jest. Chyba, że to grzebanie umarłych będzie wymówką, właśnie żeby za Jezusem nie iść – zważ na kontekst tych słów Chrystusa.

J: Wiem. Tylko właśnie o to mi chodzi – Kościół jako drogę naśladowania Jezusa daje robienie miłosierdzia i daje listę czternastu uczynków miłosiernych. Ale na tej liście jest jedna czynność, którą Jezus wskazał jako przeszkodę do pójścia za Nim. Tego nie rozumiem.

K: Czyli naprawdę uważasz, że Jezus mówiąc to miał na myśli „nie grzeb umarłych, bo to robią umarli, a jak ktoś idzie za mną, to jest żywy i nie zajmuje się pogrzebami”?

J: Nie. Myślę, że w sytuacji tego konkretnego chłopaka mogło chodzić o „skoro nie umiesz pogodzić pójścia za Mną z pogrzebaniem ojca, to lepiej wybierz pójście za mną”. Chociaż słyszałem też interpretację, że „pogrzebanie” obejmowało też załatwienie spraw spadkowych i gościowi chodziło  o to, żeby je dokończyć zanim odejdzie z domu.

K: No właśnie. Więc to się nie wyklucza i wcale nie jest powiedziane, że ALBO grzebanie, ALBO chodzenie za Jezusem. A co więcej – wychodzi na to, że w ramach pójścia za Jezusem trzeba ludzi grzebać, bo to jest miłosierne;).

J: Wychodzi? Właśnie ja tego nie widzę. Przynajmniej w tym fragmencie – bo w innych miejscach Pismo Święte jasno o tym mówi.

K: No to akurat wychodzi nie z fragmentu, ale z listy uczynków miłosierdzia. A ustalone mi się już wydaje to, że w zacytowanym przez Ciebie fragmencie Jezus nie namawia nas do scedowania pochówku na innych, „umarłych”.

J: Jak właśnie namawia tego konkretnego gościa do tego.

K: Czyli wracamy do punktu wyjścia i rozumiem ten tekst mega dosłownie, i nic to że „pogrzebanie” to też załatwianie spraw spadkowych, oraz że ten gość przedkładał pogrzeb ponad pójście za Jezusem. Co z resztą sam mówiłeś.

J: Dobra, to może inaczej… Tłumaczenie NRSV tłumaczy ten fragment „“Let the dead bury their dead.* But you, go and proclaim the kingdom of God.”. Dosłownie: „niech umarli grzebią ich umarłych, ale Ty idź i głoś Królestwo Boże”. Patrząc na to, nie pozostaje w konflikcie z pójściem za Jezusem: 1) grzebanie „naszych” umarłych (ale co to znaczy „ich”?) i 2) grzebanie, które robisz w czasie chodzenia i głoszenia Królestwa Bożego. Lepiej?

K: To teraz nie rozumiem po co zaczął się temat tej wypowiedzi Chrystusa, że Kościół zaleca robić nam coś, czego Chrystus każe wręcz unikać.

J: Nadal mi nie współgra ten uczynek z tą wypowiedzią Jezusa. Szukam sposobu, jak to pogodzić.

K: A ja bym powiedział, że szukasz dziury w całym:P. Wygląda na to, że ja Ci nie pomogę w tym wypadku.

J: Dobra, to zostawmy to czytelnikom do obkomentowania. To może Ty masz jakieś spostrzeżenia co do tego uczynku, o których jeszcze nie mówiliśmy, bo mi w sumie się temat wyczerpał.

K: Nic mi nie przychodzi do głowy. Za to cały czas mi się kołacze myśl, która jest wnioskiem z tej rozmowy – nie jest powiedziane, że trzeba zaliczyć wszystkie uczynki miłosierdzia. Trzeba reagować na możliwość, i to chyba kluczowe w tym przypadku – jakby się trafił zmarły, który miałby problem z pochówkiem albo ktoś by potrzebował pomocy przy zorganizowaniu pogrzebu (że nie wspomnę o sytuacji, gdy to na nas ten obowiązek będzie spoczywał), to trzeba zareagować. Ale jak się nie trafi, to wcale nie znaczy, że jesteśmy mniej miłosierni;). Jakieś myśli się Tobie kołaczą tu i ówdzie?

J: Ja po prostu tego nie czuję i na tym pozostanę, żeby już nie mieszać.

K: Czyli nie będziesz grzebał umarłych, nawet jak będzie potrzeba?:P

J: Tego nie powiedziałem. Tylko że nie rozumiem tego jako uczynku miłosiernego.

K: To miejmy nadzieję, że komukolwiek innemu ta rozmowa pomoże;).


I już. Tyle. Trochę nam się to przeciągnęło (w pierwszych planach mieliśmy skończyć rozmowy w Okresie Wielkanocnym…), ale dobrnęliśmy do końca listy uczynków miłosiernych!

No dobra, żartowałem. Jeszcze będzie jedna rozmowa – o Waszych wypowiedziach konkursowych. Jeszcze przed Światowymi Dniami Młodzieży. Ale już teraz chętnie przeczytam, jak podobał Ci się cały cykl i co w ogóle myślisz o takim pomyśle na wpisy. Komentarze i formularz kontaktowy są do Twojej dyspozycji.


Z Krzychem poznaliśmy się jakieś 9 lat temu i chyba parę osób razem uratowaliśmy za czasów ratowniczych.

Razem ze swoją żoną są ostro zaangażowani w ŚDM i to dzięki nim nagrałem świadectwo na Młodych Misjonarzy Miłosierdzia. To nasunęło mi pomysł, żeby pogadać z Krzyśkiem o uczynkach miłosiernych – bo tego tematu zbytnio nie rozumiem. Krzysiek stwierdził, że sam też nie jest ekspertem i chętnie spróbuje ze mną zgłębić zagadnienie. Tak zrodziły się RoMy – Rozmowy o Miłosierdziu. W ciągu Wielkiego Postu i Okresu Wielkanocnego (a także potem, bo nie wyrobiliśmy…) przedstawimy Wam 14 rozmów, w których będziemy się dzielić naszymi przemyśleniami na temat poszczególnych uczynków miłosiernych względem duszy i ciała.

  • Fajnie, że Ci się podobało:-). O nagrywaniu rozmów na początku myślałem, ale po rozmowie uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić w wystarczającej jakości, więc pozostaliśmy przy wersji tekstowej. Jakkolwiek w przyszłości – kto wie…

  • Błażej Wojtyra

    Cykl był ciekawy i pouczający, z chęcią czytałem co na dany temat (czy dany uczynek) ktoś sądzi i jak to rozumie, zdecydowanie do cykl do kontynuacji. Podsuwam pomysł nagrywania rozmów – wtedy odbiory mogli by słuchać waszych wypowiedzi jak audycji radiowych, ja bym z chęcią skorzystał.