RoMy #11: Podróżnych w dom przyjąć

Gdy rozpoczynaliśmy tę rozmowę miałem poczucie, że zbytnio nie ma o czym gadać, bo branża hotelarska przejęła zapewnienie noclegu podróżnym. Gdy przygotowywałem transkrypt do publikacji – stwierdziłem, że podróżni dzisiaj to temat-rzeka i ledwie go musnęliśmy. Tak więc zapraszam do zabawy w odkrywanie wątków, których nie dotknęliśmy i motywowanie nas do pociągnięcia tematu w komentarzach. Ale najpierw – przeczytaj rozmowę o zapewnieniu noclegu podróżującym.

podróżny, którego możesz w dom przyjąć, zdjęcie: DavidMarcu@unsplash.com, CC-0.jpg

J: Znowu mam wątpliwości co do tego, czy ten uczynek dzisiaj ma sens. Popatrzmy na nasz Kraków: na szybko można znaleźć ponad 1000 hoteli, hostelów i mieszkań do krótkoterminowego wynajmu. Czy tego uczynku miłosierdzia nie przejęła branża komercyjna wietrząc to, co mówiłem jakiś czas temu: że uczynek miłosierny to najlepszy biznes, jaki możesz zrobić?

K: Jeżeli to jest komercyjnie, to już nie jest uczynkiem miłosierdzia, już to mówiliśmy:P. O wszystkim tak można powiedzieć – producenci napojów komercyjnie poją spragnionych, sklepy odzieżowe komercyjnie przyodziewają nagich, kabarety komercyjnie pocieszają strapionych. Mimo to, wciąż mamy szanse na niekomercyjny, altruistyczny uczynek miłosierdzia.

J: Tak, komercyjność omówiliśmy i się co do niej nie zgodziliśmy w pełni:-). Ale, swoją drogą, nigdzie w uczynkach miłosiernych nie ma dopisane „za darmo…”. Ale do rzeczy: to jak podróżnych w dom przyjmować? Bo jakoś nie czuję wielkiego uczynku miłosierdzia w tym, że jak ktoś znajomy chce zobaczyć Kraków, to pozwolę mu pomieszkać u siebie.

K: Dlaczego? Poza tym tu jest mega ważna kwestia – uczynek miłosierdzia musi być wielki?

J: Nie, ale… to takie normalne przecież. Ktoś dzwoni, pyta czy może parę dni u nas spędzić, przyjeżdża, nocuje, wyjeżdża. Jest chyba tak, jak w przytaczanej przeze mnie już parę razy w kontekście uczynków miłosiernych względem ciała przypowieści o Sądzie Ostatecznym. Gdyby Bóg powiedział mi, że przygarnąłem Go w podróżnych to bym zapytał „kiedy widziałem Cię w podróży i przyjąłem Cię do domu?”.

K: Więc danie bułki komuś głodnemu już nie jest takie normalne?

J: Jakoś wydaje mi się bardziej spektakularne.

K: Serio? To czemu teraz są takie problemy ze znalezieniem miejsc dla pielgrzymów na ŚDM, skoro to mniej niż dać komuś bułkę?

J: Bo przyjedzie więcej osób, niż aglomeracja krakowska jest w stanie przyjąć. W całej aglomeracji (według koncepcji Swianiewicza i Klimskiej, wliczających do aglomeracji wszystkie sąsiednie gminy) mamy 1,4 miliona mieszkańców. Na ŚDM może przyjechać nawet 2,5 miliona pielgrzymów. To daje prawie dwie osoby przyjęte na każdą osobę mieszkającą w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Krakowa. Albo, przy założeniu średnio trzech osób mieszkających w jednym gospodarstwie domowym, ponad pięć osób przyjętych do jednego domu.

Swoją drogą: W paru parafiach słyszałem ogłoszenie o poszukiwaniu noclegu dla pielgrzymów i nikt nie reklamował tego jako uczynek miłosierdzia, za który jeszcze można odpust uzyskać.

K: U nas o tym mówili na kazaniu kiedyś;). BTW: 2,5 miliona ma być na ostatniej Mszy, noclegów szuka się dla zarejestrowanych 600 tysięcy;). A nawet, gdyby szukali 2,5 mln miejsc noclegowych, to w wypadku, gdy to prostsze od tej bułki, to wielu by brało po kilka osób, więcej niż dwie;).

J: OK, czyli daje to jednego pielgrzyma na dwóch mieszańców, ale nadal wychodzi po dwie osoby na dom. Dużo. Biorąc pod uwagę, że nie każdy faktycznie ma możliwości, część osób nie będzie zainteresowana i że założyłem dość szeroki zakres terytorialny.

K: Dlatego większość będzie spało w szkołach. W sumie to smutne, my sami ciągle jesteśmy przekonani o naszej polskiej gościnności. No właśnie – to już tylko folklor, czy faktycznie jesteśmy gościnni?

J: Z pielgrzymki do Częstochowy pamiętam sytuację, że ktoś dostał nocleg w chlewie, oddzielony to drewnianą barierką od świni… i wierzę, że tamten gospodarz chciał być gościnny, tylko może mu czegoś zabrakło. Dlatego myślę, że na gościnność warto popatrzeć z dwóch stron.

Pierwszej – czy przyjmujący daje tyle, ile może dać. Czyli nie idzie ani w stronę „zastaw się, a pokaż się”, ani w „niech się cieszą że dałem, bo mogłem się rozmyślić”.

Drugiej – czy przyjmujący popatrzył na to, kogo przyjmuje. Czyli, na przykład, czy nie chcesz ugościć znajomego Muzułmanina burgerem wieprzowym albo mnie sałatką.

I uważam, ze chodzi o to, żeby konkretna osoba – ze swoimi możliwościami – przyjęła konkretnego podróżnego. Jeśli tak robimy, to jesteśmy gościnni.

K: Czy tu znowu nie wracamy do miłości i intencji;). Jeżeli wiem, że Ty nie jadasz zdrowych rzeczy, to z miłości do Ciebie dam Ci możliwość wybrać co innego. Nocleg w chlewie jest skrajnością – owszem, może faktycznie ktoś chciał dobrze, no ale… Przy okazji słuchania różnych historii o przyjmowaniu pielgrzymów na różnych ŚDMach mam obraz gościnności, gdzie gospodarze godzą się na swoje własne niewygody i, na przykład, śpią w 5 osób w jednym pokoju, żeby drugi oddać pielgrzymom.

J: Dokładnie. Miłość i intencja. I spotkanie człowieka z człowiekiem.

K: Przyszło mi do głowy, że niejako w kompetencje tego uczynku wchodziłoby dawanie mieszkania bezdomnym, nie?

J: A jak to sobie wyobrażasz?

K: Na przykład zakładając noclegownie, albo w ekstremalnych przypadkach – dając mieszkanie.

J: No… noclegownia zwykle nie jest niczyim domem, więc nie wiem, czy jest to przyjmowanie w dom. A co do mieszkania – dałbyś Wasze pierwszej lepszej osobie, która by zapukała i powiedziała, że jest bezdomna?

K: Nie, bo nie mam mieszkania na zbyciu. Ale na przykład gdzieś-tam w Polsce dano mieszkanie uchodźcom. Czyli zakładając noclegownię nie czynię miłosierdzia, bo to nie podróżni i nie przyjmuję ich do domu?:P

J: Miłosierdzia robisz. Ale czy uczynek miłosierny?… Tutaj ktoś, kto zna problem bezdomności musiałby powiedzieć, czy bezdomni raczej osiadają w jednym miejscu, czy podróżują… Ale jak już wszedłeś w eksplorację: Czy w takim razie poręczenie komuś kredytu na mieszkanie to uczynek miłosierdzia?

K: Osiadanie i podróżowanie bezdomnych to kwestia nomenklatury – faktem jest, że nie mają gdzie mieszkać i danie im takiej możliwości jest miłosierdziem. Nie ma takiego konkretnego uczynku, ale wydaje mi się, że tutaj najlepiej pasuje.

Poręczanie kredytu? Pojęcia nie mam, na pierwszy rzut oka mi się to nie widzi. Ale w sumie… Pomagasz komuś w zdobyciu mieszkania, jak by na to nie patrzeć.

J: No właśnie – zależy, jak na to patrzeć. Bo, tak na moją logikę, w tym uczynku chodzi tylko o danie chwilowego schronienia. Nie o miejsce do zamieszkania na stałe. Co nie zmienia faktu, że prowadzenie noclegowni (i pewnie nawet poręczenie kredytu znajomemu) to rzeczy godne pochwały.

K: To ciekawe, że uczynki miłosierdzia nie przewidują zapewnienie komuś miejsca do zamieszkania. Może to nie jest tak podstawowe, jak jedzenie czy picie? Ale wtedy z kolei czemu mamy to zapewniać podróżującym? Przyszło mi teraz do głowy, że może podróżujący to po prostu członek Kościoła pielgrzymującego?

J: Może. Ale wtedy sam też jesteś podróżnym i nie masz gdzie przyjąć drugiego podróżnego.

A jaka jest różnica pomiędzy daniem mieszkania a przyjęciem na nocleg? Gdy powstawała lista uczynków miłosiernych, nikt nie miał w kieszeni smartfona z mapą, aplikacją rozszerzonej rzeczywistości, tłumaczem on-line i rezerwacją hotelu i biletu. Jeśli w średniowieczu podróżowałeś na przykład z Krakowa do Rzymu, to po paru dniach drogi praktycznie nie wiedziałeś, gdzie jesteś, kierunek mogłeś wyznaczyć jedynie na podstawie zjawisk przyrody, a wszyscy wokół Ciebie mówili jak kosmici. Wiem, że trochę nagiąłem, ale to jest sytuacja przygarnięcia wędrowca.

Wyobrażenie sobie takiego wędrowca nasunęło mi jeszcze pytanie: czy uczynki miłosierdzia się kumulują? Podróżny, zwłaszcza w danych czasach, raczej był też głodnym i spragnionym. Czy podanie wody i obiadu komuś takiemu wchodzi w zakres przyjęcia podróżnego, czy oznacza wykonanie trzech uczynków miłosierdzia za jednym razem?

K: Trzy. Ale to się robi z miłości, a miłość nie wylicza, więc problemu nie ma:P.

Różnica między daniem mieszkania, a samym przyjęciem na nocleg jest znaczna: na to drugie nie trzeba kredytu. No i jest rozwiązaniem tymczasowym.

J: No właśnie – i zauważ, że chyba właśnie o to rozwiązanie tymczasowe chodziło Autorowi.

K: Pytanie – dlaczego?

J: Mówiłem przed chwilą, jak wyglądał kiedyś sytuacja podróżnych. Ale jest w tym coś jeszcze. Gdyby uczynek miłosierdzia brzmiał „daj innym miejsce do mieszkania”, to by to rozleniwiło i Chrześcijan, i pogan. Po co mieliby pracować, skoro wszystkie podstawowe potrzeby – mieszkanie, jedzenie, picie, ubranie – możnaby zaspokoić po prostu idąc do Katolika i mówiąc „Ty masz być miłosierny, to mi to wszystko daj”.

K: Ale w tej sytuacji nie dajemy wędki, tylko rybę – i to na chwilkę jedynie.

J: Tak samo, jak nakarmienie głodnego albo napojenie pragnącego.

K: No tak, ale nie da się kogoś nakarmić, że tak powiem, ostatecznie. Tzn. w takim naszym ludzkim zakresie.

J: I nie da się też dać mieszkania podróżnemu na stałe. Bo wtedy przestanie być podróżnym.

K: Czyli wracamy do sedna. Udzielenie gościny podróżnemu to po prostu odpowiedź na jego potrzebę. Bo pomimo wszystkich tych miejsc, gdzie można sobie zanocować za pieniądze, zdarzają się sytuacje, gdy ktoś faktycznie potrzebuje się gdzieś „przechować”. Zastanawia mnie jeszcze czy danie komuś pieniędzy na hotel będzie substytutem dla przyjęcia go we własnym domu. Bo niby odpowiada to na jego potrzebę, ale w nazwie uczynku stoi jak byk – w dom przyjąć.

J: A jest napisane, że w swój? Jakby jakiś podróżny przyszedł i powiedziałbym mu „Podjedź tym autobusem na ten przystanek, przejdź 200 metrów i tam mieszka taki Krzysiek, który jest Misjonarzem Miłosierdzia i na pewno Cię nie wyrzuci”, to przecież też go przyjmę do domu, tylko Twojego:-P.

A serio – prawdopodobnie w hotelu ktoś będzie miał lepsze warunki, niż w domu, więc jest to pójście w stronę wyższego standardu i byłbym całkowicie za. Z drugiej strony – tracimy element spotkania, o którym mówiliśmy na początku, więc w sumie nie wiem…

K: Niekoniecznie lepsze warunki, i jeszcze bardziej niekoniecznie większą życzliwość;). A może odesłanie kogoś w inne miejsce byłoby pójściem na łatwiznę?

J: Może. Myślę, że trudno to rozważać w przypadku ogólnym. Do tego dochodzą normy kulturowe – pewno np. Niemcy nie lubią spać u kogoś w mieszkaniu.

K: Ale ja sam na Taize dwa razy spałem u Niemców i nie wyglądali, jakby mieli z tym problem. Ja w każdym razie nie miałem:P. Wydaje mi się, że jeżeli nie lubią, to jednak są sytuacje (na przykład jakieś nagłe), kiedy i Niemiec będzie takiego noclegu potrzebował. A wtedy i jemu można miłosierdzie okazać;).

J: Co innego przyjmować, a co innego samemu być podróżnym i musieć u kogoś spać:-).

K: Możliwe, mówię o swoim doświadczeniu, a jeszcze nie miałem okazji nocować Niemca. Wydaje mi się, że w dobie smartfonów z Internetem i gps takiemu Niemcowi nie będzie trzeba pomagać, jeżeli będzie chciał spać w hotelu;).

J: Dobra, przestańmy mówić o Niemcach:-). Ale odwołałeś się do tego, o czym mówiłem na początku, więc… na kim tak naprawdę teraz można wykonać ten uczynek miłosierny? Poza pielgrzymami na ŚDM i do Częstochowy.

K: Powiedziałbym, że na tych wszystkich, którzy potrzebują paru noclegów. Nie tylko takich, co pielgrzymują, ale takich, którzy są gdzieś przejazdem, albo przez jakiś czas nie mogą nocować w swoim domu (remont, usterka czy co tam jeszcze). Dodałbyś kogoś, odjął?

J: Czyli jednak jeśli wracając od teściów wpadniecie do nas na kawę, to my nie przyjmujemy podróżnych.

K: No dobra, nie wziąłem pod uwagę przyjęcia podróżnych bez noclegu:P. To można by tą definicję nieco poszerzyć – na osoby, które potrzebują w podróży/sytuacji życiowej jakiegoś tymczasowego schronienia, miejsca odpoczynku.

J: Nawet, jeśli ucieka przed ważnymi sprawami?

K: Trudna sprawa. Czasem bardziej miłosiernym pewnie będzie wątpiącemu dobrze poradzić jak podołać swoim sprawom. Nie mniej na czas porady czemu by nie udzielić schronienia?;)

J: Jak zwykle staram się rozszerzać perspektywę uczynku miłosierdzia, to jednak dla mnie to już za szeroko:-). Podróżny to ktoś, kto idzie z punktu A na mapie do punktu B. Albo też A, w sumie. I kto w tej drodze tymczasowo potrzebuje schronienia.

K: Chodzi mi o to, że nawet jeżeli ktoś uciekł z domu (choć nie powinien), to można go przyjąć, zaoferować tymczasowe schronienie przy okazji pouczywszy, że powinien wrócić. Wiem, że można odmówić i usprawiedliwić to tym, że to go zachęci do dalszego uciekania, ale z drugiej strony chyba lepiej mu ten nocleg zaoferować (z miłosiernym pouczeniem), niż żeby miał nocować gdzieś w plenerze. To mi trochę przypomina św. Brata Alberta, jak karmił bezdomnych alkoholików, żeby po prostu nie pili na czczo. Można mieć wspaniałe argumenty na to, że odmowa pomocy będzie tak naprawdę lepszą pomocą, ale co z tego, skoro taka odmowa może w jakimś przypadku nie zadziałać i de facto ktoś przez to po prostu ucierpi?

J: Skomplikowane, ale chyba pod tym względem się z Tobą zgadzam. jakkolwiek zostawiłbym definicję podróżnego jako kogoś, kto podróżuje w przestrzeni z punktu A do B (lub też A) i w tej podróży potrzebuje chwilowo schronienia. Nie szedłbym w podróże w czasie, podróże myślowe i tak dalej.

K: No to tak, bez przeginania;). To co, na tą chwilę wyczerpaliśmy temat?

J: Myślę, że tak. Lepiej już nie podróżujmy myślowo, bo ktoś jeszcze będzie nas musiał przyjąć w akcie miłosierdzia.

K: Tak, to adekwatnego szpitala;).


Po tej rozmowie zostało we mnie więcej pytań, niż odpowiedzi i nadal myślę na ten temat. W sumie znalazłbym w nim kupę inspiracji do odpowiedzi w konkursie, o którym przy okazji przypomnę:-). Jeszcze przez kilka godzin możesz wygrać grę „Inspire” od Polskich Gier Planszowych. Jak? Wystarczą dwa proste kroki:

  1. Wchodzisz na poprzedni odcinek RoMów.
  2. W komentarzu wpisujesz, jakiego uczynki miłosiernego brakuje Ci na liście i dlaczego właśnie on powinien tam się znaleźć.

Potem wystarczy poczekać parę dni na wyniki (które pewnie ukażą się w rozmowie na temat pocieszania więźniów) i już będziesz wiedział, czy wygrałeś grę. Jeśli nie – dostaniesz przynajmniej kod pozwalający ją kupić z 20% rabatem.


Z Krzychem poznaliśmy się jakieś 9 lat temu i chyba parę osób razem uratowaliśmy za czasów ratowniczych.

Razem ze swoją żoną są ostro zaangażowani w ŚDM i to dzięki nim nagrałem świadectwo na Młodych Misjonarzy Miłosierdzia. To nasunęło mi pomysł, żeby pogadać z Krzyśkiem o uczynkach miłosiernych – bo tego tematu zbytnio nie rozumiem. Krzysiek stwierdził, że sam też nie jest ekspertem i chętnie spróbuje ze mną zgłębić zagadnienie. Tak zrodziły się RoMy – Rozmowy o Miłosierdziu. W ciągu Wielkiego Postu i Okresu Wielkanocnego przedstawimy Wam 14 rozmów, w których będziemy się dzielić naszymi przemyśleniami na temat poszczególnych uczynków miłosiernych względem duszy i ciała.

  • Najpierw skończymy rozmowy o uczynkach, a potem pomyślimy, co dalej:-).

  • Zabawne te wasze dyskusje. Ja bym optował za 8 błogosławieństw. To nie uczynki miłosierdzia ale oktalog chrześcijanina ;-)