Prosto w twarz (Mk 10, 35-45)

Modlitwa to prosta sprawa, którą wiele osób strasznie lubi komplikować. Ja widzę to szczególnie w niektórych grupach formacyjnych. Odnoszę wrażenie, że niektóre z nich jako cel stawiają sobie ułożenie modlitwy wiernych, której nikt w kościele nie zrozumie. Ludzie potem, nauczeni tym przykładem, siadają w zaciszu domowym i zaczynają mówić do Boga tak, żeby przypadkiem nie powiedzieć w modlitwie tego, czego naprawdę chcą i co cały czas krąży im po głowach. I tak po przygotowaniu, inwokacji, wstępie, paru litaniach i medytacji wstają z przeświadczeniem, że Bóg nie wysłuchuje ich modlitwy. Jeśli też czasem pojawiła Ci się w głowie taka myśl – popatrz na to, jak prosił Boga święty Jan – uczeń, którego Jezus szczególnie umiłował.

Jakub i Jan synowie Zebedeusza zbliżyli się do Jezusa i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

Dzisiejsza Ewangelia jest bardzo ciekawa z ludzkiego punktu widzenia. Według mnie pokazuje, że po trzech latach słuchania Jezusa – ba! nawet tuż po trzeciej zapowiedzi Męki – apostołowie nadal widzieli Go jako politycznego rewolucjonistę, który przywróci niepodległość Izraela. Myślę, że właśnie o tym myśleli synowie Zebedeusza, prosząc o miejsca w chwale przy Nim. Chcieli mieć dobre pozycje w nowym państwie. Pewnie też w tym duchu zrozumieli pytanie Jezusa i odpowiadając „możemy” wyrażali swoją gotowość do pełnienia funkcji dworskich (podczaszy pił z tego samego kielicha, co król) i kapłańskich (bo kapłani byli namaszczani podobnie, jak królowie). Spośród paru przemyśleń, które mam na temat tej historii, dzisiaj napiszę o tym, w jaki sposób poprosili o to wszystko Jezusa.

powiedz Bogu prosto w twarz, czego naprawdę chcesz

Zgodnie z opisem świętego Marka – Jan i Jakub (święty Mateusz podaje, że także ich matka) po prostu podeszli do Jezusa i powiedzieli Mu bez żadnego small-talku: „Daj nam miejsca przy Twojej chwale”. Tylko tyle. Nie było żadnego „My, pokorni słudzy…” ani „Wiem, że Ty wiesz lepiej niż ja czego chcę, ale ośmielę się poprosić”. Podobnie gdy odpowiadali na pytanie Jezusa – zamiast „Jeśli w swojej łaskawości pozwolisz…” albo „W tym momencie nie jesteśmy pewni, ale istnieje realne prawdopodobieństwo…” rzucili proste stwierdzenie: „Możemy”. Tak wyglądała cała modlitwa ucznia, którego Jezus miłował i jego brata.

Chciałem Cię zachęcić do modlitwy na wzór synów Zebedeusza. Znajdź chwilę na modlitwę, usiądź przed Bogiem i powiedz Mu to, czego naprawdę chcesz prosto w twarz. Jak Jan i Jakub – bez żadnych wstępów, ubierania tego w ładne słowa, przygotowania i tak dalej. Przyjdź do Niego i powiedz Mu dokładnie to, czego chcesz, swoimi słowami. Dzięki temu będziesz mógł się skupić na prawdziwym spotkaniu z Nim, a nie na szukaniu wykwintnego sposobu na powiedzenie czegoś tak, żeby naprawdę niczego nie powiedzieć.