Promocyjna próżnia

Rok temu chciałem kupić sobie dwa notesy na drobne notatki i szukałem najtańszych. Znalazłem w bardzo dobrej cenie notesy dokładnie takie, jakich szukałem. Cena wynikała z prostego faktu – były to oficjalne gadżety promocyjne Euro 2012, które w październiku 2013 widocznie zalegały i kurzyły się w magazynach. Odnoszę wrażenie, że organizatorzy Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej 2014 chcieli uniknąć problemu, co robić z gadżetami po mistrzostwach.

Będę szczery: Mistrzostwa Świata w siatkówce prawie w ogóle mnie nie interesowały. Z resztą – nie musiałem bardzo się interesować, bo cały Facebook tym żył i na bieżąco miałem wyniki meczów czy tego chciałem, czy nie. W związku z moim zainteresowaniem – nie narzekałem też na to, że mecze były kodowane i żeby oglądnąć większość z nich trzeba było zapłacić. Moje zainteresowanie całkowicie przyciągnęła inna kwestia – dlaczego ja o tych mistrzostwach w ogóle nie wiedziałem?

Praktycznie codziennie śledzę główne portale informacyjne – obserwując ich strony główne i informacje publikowane na Twitterze i Facebooku. W sierpniu byłem na urlopie, więc trochę mniej poruszałem się na mieście, ale za to informacje z mediów mogły do mnie spływać szerszym strumieniem. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy pod koniec sierpnia przejeżdżałem przez Grzegórzki i odkryłem, że duża część Alei Pokoju jest obwieszona informacjami o jakichś mistrzostwach, które mają się odbyć w Kraków Arenie. Po dokonaniu w domu szybkiego rekonesansu w sieci odkryłem, że za parę dni odbędą się w Polsce Mistrzostwa Świata FIVB, a Kraków jest jednym z miast-gospodarzy.

Od razu przeanalizowałem moje ostatnie wizyty w sklepach – tych mniejszych i większych. I jedynym śladem większej obecności siatkówki w sieciach handlowych była „oficjalna” (chociaż, podobno, gorszej jakości) piłka mistrzostw w jednym z dyskontów (nawet zastanawiałem się, czy jej sobie nie kupić). Nie zauważyłem nigdzie żadnych koszulek, smyczy, breloczków, kubków, serii zeszytów, albumów z naklejkami ani innych gadżetów. I chciałem tym wpisem zapytać: DLACZEGO?

Stwierdzenie, że wszyscy Polacy uwielbiają piłkę nożną, już dawno można zaliczyć do mitów. Faktycznie, na początku lat 90 tak było – dużo osób jeszcze pamiętało sukcesy z lat osiemdziesiątych, a sukces naszej młodzieżówki na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie pokazał, że nadal mamy jakiś potencjał. W czasie imprez w USA, Anglii i Francji jeszcze nikt nie zwracał uwagi na to, że się nie zakwalifikowaliśmy i oglądalność była duża. Dodatkowo zainteresowanie podkręcał fakt, że względnie dobrze szło nam w pucharach drużynowych. Potem powoli ludzie zaczęli zauważać, że obserwowanie mistrzostw do których albo się nie kwalifikujemy, albo gramy „o wyjście z grupy”, albo już „o honor” nie jest takie fajne. No i że odnosimy sukcesy w innych dyscyplinach. Coraz więcej w Polsce mamy kibiców tenisa, lekkoatletyki czy właśnie siatkówki – bo w tych sportach coś znaczymy Pomimo tego, to właśnie imprezy piłkarskie są okazją do wydawania masy gadżetów, które potem leżą po magazynach i na półkach sklepowych. Innych mistrzostw (może poza Igrzyskami Olimpijskimi w lecie i zimie) producenci nie chcą zauważać.

Potencjał promocyjny takiej imprezy jest przecież ogromny. Szczególnie, że w mistrzostwach FIVB od początku byliśmy rozważani jako kandydaci do złotego medalu. Tymczasem, jak pisałem (i z czym zgodzi się zapalona kibicka, autorka bloga meaCIA ), w Krakowie żadnych gadżetów nie można było znaleźć. Popularności mistrzostwom na pewno też nie przysporzyły kodowane transmisje, za które trzeba było zapłacić.

(c) FIVB
Tego logo nie zobaczymy na gadżetach promocyjnych. A szkoda.

Wszystko to dla mnie dobrze wpisuje się w dziwny kult porażek, który wyznajemy jako Polacy. Lubimy mówić o tym, co nam nie wyszło, jak jest źle, dlaczego ktoś przegrał. Widać to i w uroczystościach państwowych (chociaż akurat tutaj nie jest tragicznie, ale też nie spotkałem się z obchodami rocznicy zdobycia Moskwy w 1610 albo Bitwy Oliwskiej), duszpasterstwie (wyższość Wielkiego Postu nad Okresem Wielkanocnym), rozmowach polityków (ile razy słyszeliście, żeby ktoś chwalił sukces innego), jak i w wielu zwykłych, codziennych rozmowach.

Jak pewnie wiesz z innych moich wpisów – zdecydowanie wolę się skupiać na sukcesach, a porażki traktować tylko jako stopnie na drodze do sukcesu. Dlatego nie rozumiem promowania porażek i unikania mówieniu o tym, co nam idzie dobrze. Jeśli się z tym zgadzasz – znajdź w tym tygodniu coś, co udało się Polsce osiągnąć i porozmawiaj o tym ze znajomymi. Szerzmy powoli wiedzę, że jako Polacy też umiemy wygrywać, a może przy następnych „niepopularnych” mistrzostwach będziemy mogli jakoś upamiętnić nasze wygrane.