puszka surwiwalowa, zdjęcie: twintiger007@flickr.com, CC-BY

Prepersi (Mt 24, 37-44)

„Gdyby”. Czasami mam wrażenie, że to słowo-klucz, które wiele osób oddziela od bycia szczęśliwymi. Wiele osób byłoby szczęśliwych, gdyby tylko wszedł jeden mecz więcej, gdyby na team leadera nie wybrali tej głupiej krowy, gdyby ktoś w ostatniej sekundzie nie podbił ceny aukcji i tak dalej. Przykłady można mnożyć prawie w nieskończoność. Jezus za to pokazuje alternatywę dla „gdybania”: przygotowanie.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Kiedyś (chyba nawet więcej niż raz) próbowałem zakręcić się wokół harcerstwa, ale jakoś nigdy nie zżyłem się z lilijką na tyle mocno, żeby wstąpić i założyć ich mundur. Nigdy też nie udało mi się zrozumieć naszego polskiego „Czuwaj!”, którym pozdrawiają się harcerze. To znaczy nigdy, dopóki nie poznałem angielskiej wersji tego zawołania: „Be prepared!”.

To samo zawołanie kieruje do nas Jezus w Ewangelii otwierającej ten rok liturgiczny: „Czuwajcie” (w wersji angielskiej „stay awake”) i „bądźcie gotowi” (właśnie „be prepared”). Mamy być uważni i gotowi, bo w każdej chwili On może wreszcie przyjść z powrotem.

Lubię parafrazować przykład, którym Jezus obrazuje tę gotowość, na wersję operatorską: gdybyśmy wiedzieli, gdzie i kiedy terroryści wezmą zakładników to albo nikt by wtedy nie poszedł w to miejsce, albo na terrorystów czekałby już tam komitet powitalny z jednostki specjalnej. Lubię ten przykład, bo łatwo jest na nim pokazać dwa aspekty czekania na powrót Pana.

Pierwszy to gotowość na coś, co naprawdę ode mnie nie zależy. Czy kradzież, czy atak terrorystyczny są praktycznie nie do przewidzenia. Mogę przy użyciu określonego modelu stwierdzić, czy jestem bardziej lub mniej narażony na wystąpienie któregoś z tych zdarzeń, ale nie mogę nic powiedzieć o tym, czy i kiedy one nastąpią. W stosunku do Paruzji wiem przynajmniej, że na pewno będzie, więc już jestem w komfortowej sytuacji – nie muszę kalkulować, czy opłaca mi się być na nią gotowym.

Drugi aspekt to wpisanie w oczekiwanie pewnej bierności. Ale nie w sensie „nic nie robię, bo czekam na Jezusa”. Chodzi o to, że mam robić swoje, a nie przejmować się tym, kiedy Jezus wróci. Może to będzie za pięć minut i nie zdążę nigdy opublikować tego wpisu (jeśli to czytasz to znaczy, że ten przypadek jest nieaktualny). Może być to też za kilkanaście tysięcy czy milionów lat, kiedy nikt nie będzie pamiętał o internecie w obecnym kształcie, a co dopiero o moim blogu. I żaden z tych przypadków nie usprawiedliwiłby mnie, jeśli tu i teraz nie zaangażuję się na 100% w przygotowanie tego tekstu.

Tak więc czekając na przyjście Boga, zamień gdybanie na gotowość. W jednym z moich ulubionych filmów szpiegowskich – „Zawód: szpieg” – Nathan Muir, grany przez Roberta Redforda, zadaje swojej sekretarce pytanie: „Gladys, kiedy Noe zbudował arkę?”. Po kilku sekundach sam odpowiada na nie: „Zanim nastąpił potop”. Myślę, że to bardzo dobre motto na rozpoczęcie Adwentu w tym roku.

Jeśli jeszcze nie wiesz – w tym roku na Adwent przygotowałem cykl filmów „Nocny posterunek”. Mam nadzieję, że i mi, i Tobie pomoże on być gotowym na przyjście Pana. W tym wpisie znajdziesz pierwszy odcinek.

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego odcinka, polecam skorzystać z przynajmniej jednej z tych opcji:

  • zapisać się na newsletter: