Pozwolenie na wyburzenie (J 2, 13-22)

Gdy wyobrażam sobie Świątynię Jerozolimską w czasach Jezusa, widzę dwie części. Pierwszą – która przypomina głośne targowisko i rzeźnię w jednym. Gdzie różni ludzie przychodzą, wymieniają pieniądze, kupują zwierzęta na ofiary, a kapłani te zwierzęta zabijają i składają w ofierze. Jest głośno, tłoczno i, prawdopodobnie, dość mocno śmierdzi. Druga część jest pusta i cicha – to oddzielone Miejsce Najświętsze. Miejsce, w którym Bóg czeka, aż raz w roku ktoś do Niego przyjdzie.

Myślę, że tak wygląda duchowość wielu osób, może też Twoja. Jest tam Bóg, ale szczelnie oddzielony od wszystkiego innego w życiu. Gdy tylko spróbujesz się z Nim spotkać, spotykasz kolejne przeszkody dziedzińca zewnętrznego. Są tam bankierzy – w czasach Jezusa pozwalający wymienić podróżnym ich walutę lokalną na tę obowiązującą w świątyni – którzy mówią, że zanim spotkasz Boga, musisz się zmienić. Są sprzedawcy zwierząt – w Jerozolimie pozwalający na komfort podróży bez stada przyszłych ofiar – którzy mówią, że z Bogiem powinieneś handlować na zasadzie „zrobię trzy dobre uczynki, a za to trafię czwórkę w Lotto”. Jest ogólny hałas i tłok, który rozprasza i może zablokować Ci dojście do Miejsca Najświętszego. I ogólnie – gdy próbujesz dojść do Boga przez dziedziniec zaczynasz czuć, że w Twoim życiu coś śmierdzi, więc może lepiej nie iść dalej w takim stanie. Jeśli jest to opis Twojej duchowości, to pewnie dlatego Boga możesz spotkać co najwyżej raz w roku.

zdjęcie: US Army@flickr.com, CC-BY

Właśnie do takiej świątyni wchodzi Jezus w dzisiejszym czytaniu z Ewangelii. Przychodzi, rozbija stoły bankierów, wypędza handlarzy i zwierzęta, które powodują nieprzyjemny zapach. Jeśli Mu pozwolisz, zniszczy wszystkie przeszkody, które nie pozwalają Ci spotkać się z Bogiem. Być może będzie musiał w tym celu zburzyć wszystko, co tam zbudowałeś. Może będzie musiał w tym celu pokazać Ci, że tak naprawdę Twoje życie duchowe wynika tylko z tego, czego nauczyli Cię rodzice i jeszcze nie zrobiłeś żadnego samodzielnego kroku w kierunku Boga. Ale tak, jak zapowiedział w świątyni: jeśli zburzysz swoją „duchowość dziedzińca”, On odbuduje na tym miejscu coś lepszego pięć tysięcy razy szybciej, niż potrzeba było na zbudowanie Twojej aktualnej wewnętrznej świątyni.

jeśli zburzysz swoją „duchowość dziedzińca”, On odbuduje na tym miejscu coś lepszego pięć tysięcy razy szybciej

Najgłupsza postawa, jaką można w takiej sytuacji przyjąć, to zapytać Jezusa tak, jak Żydzi w dzisiejszym czytaniu: „Jakim prawem to robisz? Czterdzieści sześć lat budowałem (albo mój tata budował) świątynię swojej duchowości, a Ty chcesz ją zburzyć i w trzy dni zbudować tutaj nową?”. Ja, pod wpływem przygotowania tego wpisu, na początku tego tygodnia zarzuciłem całkowicie swoją codzienną modlitwę na trzy dni. Potem zacząłem przywracać poszczególne elementy – i już na niektóre z nich popatrzyłem w innym świetle. Nie wiem czy to dobre ćwiczenie dla każdego, ale po niedzielnej Mszy po prostu pozwól Jezusowi zrobić w Twoim życiu duchowym co tylko uzna za stosowne, żebyś mógł odkryć w sobie miejsce na najbardziej intymne spotkanie z Bogiem. I to nie tylko raz do roku.