Porażka

Gdy w Polsce tworzono JW GROM, był sobie pewien chłopak, któremu preselekcja (kurs przygotowujący do właściwej selekcji) w brytyjskim SAS szła całkiem nieźle. Do pewnego momentu, kiedy to źle wybrał trasę. Przez to spóźnił się na punkt kontrolny i zakończył kurs na tym etapie. Poniósł porażkę.


Jako dobry kandydat, dostał propozycję przystąpienia do kursu preselekcyjnego jeszcze raz w zimowej – trudniejszej – edycji. Tym razem poradził sobie doskonale i udało mu się dostać do rezerwowego pułku SAS.

Trzy lata później rekrut, już jako żołnierz Special Air Services, poniósł kolejną porażkę. W czasie skoku nie otworzył mu się spadochron, co skończyło się wielokrotnym złamaniem kręgosłupa i koniecznością opuszczenia jednostki, o miejsce w której tak walczył. Przykra sprawa, prawda?

Wiele dotychczas napisałem o odnoszeniu sukcesu. Parę razy też wspomniałem w swoich wpisach o porażkach, ale nie skupiałem się szczególnie nad tym tematem. Ale, skoro już napisałem o roli błędów w życiu mężczyzny, chciałbym dotknąć także tego tematu.
Zacznę od prawdy bardzo oczywistej: będziesz miał porażki. Są one koneiczne na drodze do sukcesu. Ciężko jest mi wyobrazić sobie kogoś, kto rozwijając się, wchodząc w nowe obszary życia, starając się robić swoje coraz lepiej, zawsze od razu trafia w optymalne rozwiązanie. Nawet bym powiedział, że życie mężczyzny często polega na milionach porażek poniesionych po to, żeby móc odnieść ten jeden, spektakularny sukces.

A teraz prawda mniej oczywista: z porażki naprawdę niewiele wynika. Możesz po porażce zidentyfikować te kompetencje, nad którymi powinieneś jeszcze popracować. Możesz przeanalizować, co mogłeś zrobić lepiej i jak mogłeś zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Możesz wyciągnąć wiele nauki. Ale porażka nie świadczy nic o Tobie. O ile sukces zawsze dowodzi, że potrafiłeś konkretną rzecz zrobić, porażka mówi jedynie „nie teraz”. Od Ciebie zależy, czy będzie to „jeszcze nie teraz”, czy „ani teraz, ani już nigdy”. Z porażek możesz wyciągnąć wnioski o tym, co zrobiłeś, ale nie o samym sobie.

Wspomniany na początku wpisu operator SAS dzięki wspomnianym porażkom stał się sławny na cały świat. Pewnie też o nim słyszałeś (niezależnie od tego, jakie zdanie o nim masz). Jego kariera w siłach specjalnych i upór pozwoliły mu zdobyć sponsorów, dzięki czemu 18 miesięcy po złamaniu kręgosłupa został najmłodszym Brytyjczykiem, który wtedy zdobył Mount Everest. Po tym udało mu się nakręcić kilka seriali dla ogólnoświatowej telewizji i napisać parę książek (w tym „Kurz, błoto i łzy”, którą szczerze polecam pomimo bardzo złego polskiego tłumaczenia tytułu). Dla wielu Bear Grylls (bo o nim mowa) jest „facetem, który zjada robaki”, jednak zachęcam Cię do pomyślenia o nim jako o mężczyźnie, który wie, że porażka nie mówi o nim nic.