Porażka – sukces

Sukces. Jedno ze słów kluczowych współczesnego człowieka. Praktycznie każdy chce osiągnąć sukces, być na drodze do sukcesu, pomóc innym w osiąganiu sukcesów, dążyć do sukcesu i tak dalej. Wiele osób zamyka swoje życie na osi porażka-sukces i próbuje być coraz bliżej tego drugiego. W czasie najbliższych tygodni będę chciał Cię przekonać, że można w życiu chcieć czegoś większego nawet od sukcesu.

W paru najbliższych wpisach przedstawię Ci koncepcję, którą odkryłem w sobie, gdy sprawdzałem moją definicję specjalności i rozmawiałem o niej z różnymi osobami. Oczywiście, jak to zwykle bywa, potem się dowiedziałem, że to wszystko ktoś już wcześniej odkrył i opisał, więc nie roszczę sobie praw do autorstwa takiego punktu widzenia. Ale myślę, że warto o tym napisać, żebyś nie wplątał się w ślepe dążenie do sukcesu.

Dzisiaj skupię się na tym, jak wielu z nas patrzy na swoje życie. Mamy mniej lub bardziej mgliście zarysowane poczucie, co jest sukcesem. Niektórzy potrafią powiedzieć, co dla nich jest sukcesem w odniesieniu do całego życia, inni są na etapie definiowania sukcesów w poszczególnych obszarach życia lub nawet pojedynczych działaniach Niezależnie od zakresu – większość osób ma jakoś zdefiniowane pojęcie sukcesu i chce do niego dążyć. Jego przeciwieństwem jest porażka, której większość osób chce uniknąć. Te dwa pojęcia tworzą więc pewną oś, na której wiele osób koncentruje swoje życie i stara się iść w stronę jednego z jej biegunów. Wiem, że dla matematyków to ważne, ale w tym wpisie – jak i w pozostałych na temat koncepcji, którą przedstawiam – nie chcę wnikać w to, czy dana oś jest skończona, czy nie. Uznajmy na razie, że jest to nieistotne.

oś porażka-sukces, CC-BY-NC, operator-paramedyk

Kiedyś działałem w duszpasterstwie, w którym bardzo silny nacisk był położony właśnie na odnoszenie sukcesu. Ślady tego bardzo dobrze było widać jeszcze w pierwszych wpisach na moim blogu i wiem, że nadal tego nie wymazałem ze swojej świadomości. Praca tam opierała się na wyznaczaniu sobie celów na dany miesiąc i rozliczaniu się z ich realizacji. Jak to mówili liderzy (którym też przez jakiś czas byłem): „pracujemy przez cały miesiąc, a potem na godzinę spotykamy się, żeby porozmawiać o sukcesach”. Aby pozytywnie zaliczyć dany rok formacji, wymagana była realizacja celów na określonym poziomie – powiedzmy, że 80%. Kiedy analizowałem swoje wyniki z pewnego miesiąca, coś mnie tknęło i to wprowadziło mnie na ścieżkę myślenia, którą przedstawię Ci w ciągu najbliższych tygodni.

nie ma znaczenia, w jakim punkcie na osi porażka-sukces się znajdujesz

Bo czy da się odnieść 99% sukcesu? Tak, można zrealizować cel w 99% (według przyjętych kryteriów) ale dla mnie nadal jest to 100% porażki. Jeśli moim celem byłoby dojechanie na rowerze z Krakowa do Rabki, a dojechałbym tylko do Mszany Dolnej, to mógłbym powiedzieć, że osiągnąłem 83% sukcesu (licząc odległościowo) i że Mszana to ładne miasto, ale byłaby to tylko iluzja nakładana na stwierdzenie „nie dojechałem do Rabki”.

Moją uwagę zwróciło też to, co się we mnie działo po realizacji celów. Z sukcesów wynikało poczucie „fajnie, że mi się udało” i… zwykle niewiele więcej. Najwięcej uczyłem się, gdy ponosiłem porażki. Zaczęło mnie więc zastanawiać, jaki jest sens tego, że bardziej rozwijam się przy porażkach, niż przy sukcesach.

Trzecią rzeczą, która popsuła mi obraz odnoszenia sukcesu było to, że nie istnieje bezwzględny sukces lub bezwzględna porażka. Wiem, z czego to wynika – mam inną specjalność, niż inni, i stopniowo ją odkrywam. Dlatego sukcesem dla mnie może być coś, co dla kogoś innego jest porażką, a nawet coś, co parę lat temu byłoby dla mnie porażką.

No i jeszcze jedna rzecz. Życie składa się z wielu obszarów, które pewnie częściowo się przenikają. I ciężko jest znaleźć osobę, która odnosi sukces we wszystkich ważnych dla siebie obszarach. (ba, wiele osób nawet ma problem ze zdefiniowaniem, które obszary życia są dla nich naprawdę ważne). Względnie łatwo jest powiedzieć, czy odniosło się sukces w konkretnym zadaniu. Jeśli chodzi o sukces w danym obszarze życia jest to trudniejsze i, oprócz osiąganych wyników, istotną rolę zaczyna odgrywać pewne subiektywne odczucie. W odniesieniu do całego życia – wyniki pojedynczych działań praktycznie przestają mieć znaczenie i ocena, jak daleko się jest od sukcesu, jest oparta praktycznie tylko na pewnym wewnętrznym odczuciu. Możesz osiągnąć wielkie cele, które sobie wyznaczyłeś, i wiedzieć, że Twoje życie to totalna klapa. Możesz też widzieć, że w życiu nie udało Ci się dotychczas nic zrobić i mieć świadomość, że naprawdę jesteś na dobrej drodze. Lub, jak pewnie większość osób, wiedzieć, że w niektórych obszarach idzie Ci lepiej, w innych gorzej, i wiedzieć, że w związku z tym jesteś dzisiaj w takim, a nie innym miejscu na osi porażka-sukces.

Te cztery rzeczy skłoniły mnie do poszukania czegoś poza jedynie bieganiem od bieguna sukcesu do bieguna porażki. I doszedłem do tego. Za tydzień napiszę o drugiej osi która sprawia, że to, gdzie jesteś na osi sukces-porażka zupełnie traci znaczenie.

PS. Po przeczytaniu tego i następnych wpisów możesz uznać, że jednak wystarczy Ci poruszanie się po osi sukces-porażka i nie chcesz z niej schodzić. Wtedy najważniejszą rzeczą, jaka wynika dla Ciebie z tego wpisu, jest konieczność naprawdę precyzyjnego dowiedzenia się, co jest dla Ciebie sukcesem. Ale to temat na osobny wpis.

  • Mikołaj

    Dobrym pytaniem do zadania sobie jest też takie- po co chcę osiągnąć sukces? Czy po to żeby zdobyć uznanie innych? Żeby zwrócić na siebie uwagę rodziców którzy zawsze mnie olewali? Czy chcę się na kimś odegrać i komuś coś udowodnić? Czy chcę zaspokoić swoją wewnętrzną potrzebę miłości i akceptacji? Czy też może chcę osiągnąć sukces po to aby zrobić coś dobrego dla świata?