Po kawałku

Siły zbrojne na całym świecie różnią się między sobą najróżniejszymi rzeczami: od przyjętych strategii, regulaminów, taktyk, sposobów szkolenia, przez umundurowanie i wyposażenie aż do sposobu oddawania honorów czy stania na zbiórce. Ale jest coś, co jest (myślę) wspólne dla każdej armii: czekanie na posiłek.

Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, jest to jeden z najczęściej podawanych przez SEALsów sposobów na przetrwanie kursu BUD/S, obejmującego tak zwany „piekielny tydzień”. Kiedy już człowiek prawie nie kontroluje swojej świadomości, kiedy już zapomniał o bliskich, kiedy już nie umie się modlić, kiedy miłość do ojczyzny została wyparta przez chłód oceanu, ostatnią rzeczą, która potrafi powstrzymać kursanta przed uderzeniem w dzwon i zrezygnowaniem z kariery specjalsa jest myśl:

byle dotrwać do posiłku.

Kursanci BUD/S w czasie „piekielnego tygodnia” otrzymują posiłki co mniej-więcej sześć godzin. Zasada ta oznacza więc że, zamiast myśleć o przetrwaniu pięciu dni bez snu, koncentrują się na przetrwaniu najbliższych kilku godzin, co jest perspektywą łatwiejszą do przyjęcia. Zasadę tę słyszałem też w wersji:

Możesz zjeść całego słonia, jeśli będziesz go jadł po małym kawałku.

Oczywiście, sprawdza się to także w mniej ekstremalnych sytuacjach i chyba każdy, kto służył w wojsku, opanował takie działanie do perfekcji w czasie zwykłego kursu unitarnego (w późniejszych okresach służby zasada ta przechodziła w „obiad zjedzony, dzień zaliczony”). Chciałem Ci zaproponować tę zasadę jako sposób na przetrwanie najtrudniejszych chwil i realizację zadań, które Cię przerastają.

Byle do posiłku!

Tak więc: jeśli stoisz przed czymś, co wydaje Ci się za trudne do zrobienia, za duże do ogarnięcia albo za ciężkie do wytrzymania, wyznacz sobie punkt kontrolny. Taki, do którego widzisz szanse dotarcia. Jeśli jest to wielkie zadanie, niech to najbliższa rzecz, jaką musisz zrobić, żeby posunąć je do przodu. Jeśli jest to coś trudnego – niech Twoim punktem kontrolnym będzie jakaś elementarna czynność. Jeśli po prostu musisz przetrwać ciężki okres – podziel go na krótsze okresy, w których jesteś w stanie wytrwać. Niezależnie od formy punktu kontrolnego – niech będzie to coś, co uważasz za realne i w danej chwili skup się tylko na dotarciu do tego punktu kontrolnego. To, co jest za nim niech dla Ciebie chwilowo nie istnieje.

„Jedzenie słonia po kawałku” działa na dwa sposoby. Po pierwsze: skupiając się na działaniach w najbliższym okresie, nie rozpraszasz się na zmartwienia „co będzie potem”, więc realizujesz te działania bardziej efektywnie. Po drugie: dla Twojego mózgu małe zadania są łatwiejsze do zrealizowania, a krótsze okresy łatwiejsze do przetrwania niż wielkie całości, na które się składają.

Parę przykładów na zastosowanie tej zasady:

  • Przejście 40 kilometrów dla wielu osób może być problemem. Dojście do drzewa przy zakręcie albo dotarcie do szczytu góry mogą być już w zakresie możliwości. Sam dobrze wiem, że można przejść wiele kilometrów z myślą „zrobię jeszcze tylko ten jeden krok i potem rzucam to wszystko”.
  • Zmiana wyglądu bloga, nad którą teraz pracuję, była dla mnie ogromnym zadaniem i przez to nie zajmowałem się tym przez ponad pół roku. Ruszyłem sprawę dopiero gdy stwierdziłem, że jednego dnia przez 5 minut przerwy przeglądnę dostępne szablony, w innej chwili zobaczę, jak zmienić jedną konkretną rzecz i tak dalej. Myślę, że przed drugimi urodzinami bloga zobaczycie efekty tej pracy.
  • Dojście do robienia stu pompek na raz wydaje się trudne. Zrobienie codziennie jednej pompki więcej, niż dzień wcześniej – brzmi już całkiem rozsądnie.

I tak dalej. Jeśli chcesz wytrzymać całe życie bez papierosa, skup się na wytrzymaniu bez niego przez najbliższe cztery godziny. Jeśli chcesz napisać pracę magisterską – napisz pierwsze pięć zdań związanych z tematem, które przychodzą Ci do głowy. Jeśli chcesz znaleźć pracę marzeń, zacznij od wysłania CV na pierwsze pięć ofert, które jakoś Ci odpowiadają. Jeśli masz jeszcze inne pomysły (albo przykłady, jak zastosowałeś taką zasadę w swoim życiu) – napisz o tym w komentarzu, żeby zainspirować innych.

Nasz mózg na to idzie. Nawet jeśli doskonale wie, że za zakrętem czeka kolejna prosta i dojście do kolejnego drzewa, że po zmianie czcionki i tak stanie przed problemem przetłumaczenia przycisków, że pięć zdań to kropla w morzu siedemdziesięciu stron, a nagrodą za wytrzymanie 4 godzin bez palenia będzie możliwość wytrzymania kolejnych czterech godzin.

Tak więc dziel, dziel, dziel. Każde zadanie, każdą ciężką chwilę, każde wyzwanie. Wyznacz sobie punkt kontrolny, do którego jesteś w stanie dojść i osiągnij go. Nawet, jeśli będzie to odkręcenie śrubki albo wytrzymanie pięciu minut. Jeśli sprawdza się to w procesie szkolenia operatorów – pewnie sprawdzi się też w Twoim życiu. I mam nadzieję, że jedynym owocem tego wpisu nie będzie podzielenie przez Ciebie czasu pracy na „byle do przerwy obiadowej” i „byle do wyjścia”.

PS. W innym wpisie przeczytasz więcej o czekaniu w wojsku i życiu.