strumienie wody żywej, zdjęcie: juliandra-durkin@unsplash.com, CC-0

Pić! (J 7, 37-39)

Prawo zachowania masy mówi, że jeśli układ jest zamknięty, to jego masa nie może ulec zmianie (tak, upraszczam). To jedna z podstaw fizyki klasycznej. Jego konsekwencja w dynamice płynów, którą kiedyś się zajmowałem, jest bardzo intuicyjna – jeżeli mamy zbiornik pusty na początku i na końcu to tyle, ile do niego wpłynęło, musiało wypłynąć. Duch Święty został dany Kościołowi po to, żebyśmy mogli ominąć to ograniczenie.

W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony.

Zapowiedź zesłania Ducha Świętego w ustach Jezusa totalnie przeczy prawu zachowania masy. Ten, w kim zamieszka Duch Święty, będzie tryskającym źródłem wody żywej. Fizycznie – odpływ idzie w nieskończoność. Co z przypływem? Jezus powiedział, że przychodzisz i pijesz. Tak, „pije” oznacza proces, który trwa. Nie jest to „łyknięcie” czy „poczęstowanie się”. Ale z drugiej strony – jest to czynność jednorazowa. Jezus nie powiedział „niech przyjdzie do Mnie i pije, a potem wróci”. Nie, wystarczy jeden raz takie spotkanie z Duchem Świętym.

Ale jak patrzę na Kościół to jednak większość z nas – bo ja też – nie tryska na lewo i prawo darami Ducha Świętego. Nie „nawadniamy” Bogiem wszystkiego, co nas otacza. Wręcz często sami próbujemy z tego otoczenia pochłonąć choćby substytut Boga. Co możemy robić źle, skoro według zapowiedzi z Ewangelii to wszystko powinno być takie proste?

Jezus podał dwa warunki które musi spełniać człowiek który przychodzi do Niego się napić, żeby wypłynęły z niego strumienie wody żywej. Trzeba wierzyć w Boga i być spragnionym.

Myślę, że warunek pierwszy w jakimś stopniu spełnia większość z nas. Często moja wiara nie jest doskonała, próbuję Boga sprawdzać, szukam „wyjścia awaryjnego”, jakby się nie sprawdził, ale wierzę w Niego i myślę, że jest z tym coraz lepiej. Więc mam nadzieję, że jest to ten łatwiejszy warunek.

Trudniejszym w takim razie jest bycie spragnionym. Brzmi to dziwnie – chyba każdy z nas odczuwa jakiś brak w swoim życiu. Ale może kluczem jest właśnie to, żeby pragnienie połączyć z wiarą i przyjść z tym do Boga. Żeby powodem mojego spotkania z Bogiem było nie przyzwyczajenie, nie poczucie „że tak trzeba”, nie kartka do pokazania w gimnazjum, nie siara przed rodziną – tylko to, że czegoś w tym życiu bardzo pragnę.

Bóg jest nieskończony i właśnie taką miarą odmierza to, co nam daje. Tak, czasem może dać inaczej niż się spodziewasz (hahaha, i tutaj dochodzimy do układu otwartego, który wymienia z otoczeniem nie tylko masę, ale i energię), ale da Ci nieskończoną ilość tego, o co poprosisz. A jak dostajesz nieskończoność raz – to możesz już zawsze tą nieskończonością dzielić się z innymi.

To jak – pójdziesz do Boga z tym, czego pragniesz żeby zostać źródłem strumieni?