Październik miesiącem asertywności

Październik to miesiąc, w którym studenci zaczynają studia, co bardziej szczęśliwi z absolwentów trafiają do pracy, uczniowie już wskakują w rytm szkoły i innych zajęć, wiele osób łapie jesienną depresję… Dzieje się jakoś tak, że ludzie wybijają się z pourlopowej rutyny, coraz więcej rzeczy zawalają i odczuwają, że mają coraz mniej czasu. Dlatego uznałem, że październik powinien być miesiącem asertywności – miesiącem, w którym się odmawia.

Ale w tym odmawianiu, na które chcę Cię zachęcić, nie chodzi o to, żeby raz powiedzieć „nie” i mieć spokój. Chodzi o to, żeby powiedzieć pięćdziesiąt razy „tak”.

Różaniec był dla mnie jedną z najtrudniejszych modlitw. Przez 28 lat mojego życia (może poza 2-3 miesiącami) byłem absolutnie przekonany, że to nie jest modlitwa dla mnie. Że nie potrafię się skupić, utrzymać dyscypliny i że zasypiam w okolicach połowy pierwszej tajemnicy. Rok i dwa miesiące temu nastąpił przełom. Nie wiem, dlaczego – po prostu musiałem odmówić różaniec pięć razy i za trzecim razem coś we mnie zaskoczyło. Od tego czasu praktycznie nie rozstaję się z różańcem i prawie codziennie odmawiam przynajmniej dziesiątkę, a dążę do odmawiania jednej części każdego dnia.

Ponieważ przez rok poznałem moc tej modlitwy, chciałem Cię zachęcić do odmawiania. Nie, nie jest to łatwe, chociaż takie się wydaje. „Wierzę w Ojca”, „Ojcze nasz”, trzy razy „Zdrowaś Maryjo”, „Chwała”, potem pięć razy powtórzyć „Ojcze nasz”, dziesięć „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała”, a na koniec dołożyć jeszcze „Pod Twoją obronę”. Do tego warto nauczyć się dwudziestu tajemnic różańcowych i mieć ogólne rozeznanie, kiedy które odmawiać. Tyle od strony „technicznej”. Jestem przekonany, że nawet jeśli zaczniesz od niej i na początku tylko do tego się ograniczysz, w Twoim życiu też nastąpi przełom i sięgnięcie po te 59 paciorków będzie za każdym razem dla Ciebie spotkaniem z Bogiem i interesująca przygodą.

najgorszy różaniec to nie ten odmówiony bez odpowiedniego skupienia, ale ten nieodmówiony wcale

A jeśli łykniesz bakcyla (albo już go łyknąłeś), możesz zachęcić innych do sięgnięcia po różaniec. Chciałbym, żebyśmy pokazali, że jest to modlitwa ludzi zabieganych, będących w drodze i nie mających czasu, a nie sposób na zamknięcie się w kościele na godzinę. Dlatego zapraszam Cię do odmówienia różańca wśród ludzi – na ulicy, w tramwaju, w kolejce itp. Możesz mieć w takich warunkach problem ze skupieniem się, ale chyba Jan XXIII powiedział, że „najgorszy różaniec to nie ten odmówiony bez odpowiedniego skupienia, ale ten nieodmówiony wcale”. Tak więc zaryzykuj nawet, jeśli takie podejście budzi w Tobie opór. Gdy to zrobisz, możesz podzielić się akcją na dwa sposoby:

1. Ustaw sobie opis z hashtagiem #dzisiajodmówiłem (lub #dzisiajodmówiłam) i informacją, gdzie danego dnia odmówiłeś/aś różaniec. Do tego dodaj tag #październikmiesiącemasertywności.
2. Umieść na swoim profilu zdjęcie Twojej ręki z różańcem w miejscu, gdzie się modliłeś/aś – oznaczając je hashtagiem #październikmiesiącemasertywności.

CC-BY-NC, ariaad.nazwa.pl/operator-paramedyk, 2015

Szczególnie zachęcam do takiej modlitwy w niedzielę około 15 – wtedy wiele osób ma trochę wolnego czasu i może wyjść z domu na pół godziny spaceru z różańcem w ręku.

Jeśli ludzie zobaczą, że można różaniec odmawiać praktycznie wszędzie, może też po niego sięgną i przestaną sobie tłumaczyć, że modlitwa za dużo zajmuje i nie mają na nią czasu. A jeśli nauczą się odmawiać i październik przestanie im się kojarzyć z kryzysem pomiędzy urlopem a Bożym Narodzeniem, a zacznie z pełnią życia.

Na zakończenie: od roku z kawałkiem praktycznie nie rozstaję się z różańcem, żeby mieć go zawsze pod ręką. W zeszłym tygodniu, gdy przechodziłem kontrolę na lotnisku, podszedł do mnie ksiądz (prawdopodobnie z Niemiec) i powiedział, że pierwszy raz widzi, żeby osoba świecka nosiła przy sobie różaniec. Ze względu na to – szczególnie zachęcam do udziału w akcji czytelników czytających poza granicami RP.