podejmowanie decyzji to stanie na rozdrożu, zdjęcie: mikeenerio@unsplash.com, CC-0

Paraliż decyzyjny (Mt 1, 18-24)

 

Podejmowanie prawdziwych decyzji nie jest łatwe. Tym bardziej, jeśli jesteś osobą wierzącą, która przy podejmowaniu decyzji zadaje Bogu pytanie „Co chcesz, żebym uczynił?”. A On często w takich sytuacjach milczy. Z dzisiejszej Ewangelii płynie prosta lekcja, jak uniknąć paraliżu decyzyjnego w takiej (i każdej innej sytuacji).

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

Święty Józef, jak podaje Ewangelia, był człowiekiem sprawiedliwym. Dzisiaj pewnie użylibyśmy słowa „świętym” – był kimś, kto potrafił budować swoją relację z Bogiem w oparciu o rozumienie Prawa. Dlatego myślę, że gdy dowiedział się o ciąży swojej żony, nie raz zapytał Boga „O co w tym chodzi?” i „Co ja teraz mam zrobić?”. W końcu znalazł się w trudnej sytuacji, a czasu na podjęcie tej prawdziwej decyzji miał niewiele.

Prawo, którego przestrzegał, nakazywało mu skazać Maryję na ukamienowanie (jakoś Mojżesz nie przewidział furtki dla Mesjasza, który się począł w sposób niestandardowy). Z drugiej strony – kochał ją, więc musiał czuć opór przed taką decyzją. Z trzeciej – wiadomo było, że nie on jest ojcem Dziecka, więc kontynuując związek naraziłby na szwank imię i jej, i swoje. No i z czwartej – jeśli szybko wykorzystałby opcję wręczenia listu rozwodowego, Maryja mogłaby się szybko związać z kimś innym w innym mieście i może ludzie by nie zauważyli nic podejrzanego. Ale wtedy straciłby ją i musiałby skłamać, że znalazł w niej coś odrażającego, a jak napisać coś takiego o takiej kobiecie?

Na pewno takie i podobne myśli krążyły po jego głowie. Przez ile – tego nie wiemy. Może tydzień, może miesiąc. Na pewno był to skończony i niezbyt długi czas. Czas, w którym pewnie nie potrafił myśleć o niczym innym i prosił Boga o pomoc w zdecydowaniu, co z tym wszystkim zrobić, żeby mógł wrócić do życia. Ale z Jego strony odpowiadała mu cisza.

Czas nie stał miejscu. Józef w końcu musiał podjąć decyzję. I to zrobił. Zdecydował się oddalić Maryję – może nawet przygotował już sobie list rozwodowy, żeby go jej rano wręczyć  – i położył się. Może nawet pierwszy raz od paru dni mógł spokojnie zasnąć i przespał całą noc.

I właśnie wtedy – PO podjęciu decyzji – Bóg posłał anioła, żeby pogadał z Józefem o tym, co ma zrobić. Efekt – rano list rozwodowy (jeśli już był gotowy) poszedł na podpałkę do podpłomyków, a Maryja zamieszkała z Józefem.

Zupełnie tak, jakby Bóg chciał najpierw zobaczyć, że Józef podejmuje jakąś decyzję, a dopiero potem mu powiedzieć, jak On patrzy na całą sprawę. Nie zainterweniował na etapie rozważania różnych opcji, tylko dopiero wtedy, gdy doszło do konkretnego postanowienia.

Myślę, że bardzo trudno Bogu jest rozmawiać z kimś, kto się waha. Bo taki człowiek – szczególnie jeśli faktycznie jest niezdecydowany – na każdą sugestię, każdą radę będzie potrafił odparować „a co jeśli?”. I często zadanie takiego pytania ma na celu odłożenie w czasie trudnej decyzji, a nie faktyczne rozważenie rozwiązania. A jeśli decyzja już zapadła, choćby w sercu (bo przecież Józef nie zdążył oddalić Maryji) – to Bóg może pogadać z człowiekiem o konkretach, a nie o rzeczach wirtualnych. Może potwierdzić decyzję spokojem sumienia, a może – tak, jak było w przypadku Józefa – powiedzieć, że on ma inny pomysł na to wszystko i pozwolić człowiekowi zmienić swój wybór.

Jeśli więc chcesz pytać Boga o Jego zdanie na temat Twoich decyzji – najpierw je podejmuj, a potem pytaj, co On o tym myśli i jak patrzy na daną sprawę. Dzięki temu będziesz mógł podejmować decyzje sprawnie – Bóg wie, że rozmawiając z Tobą o niektórych sprawach tylko by przedłużył Twój paraliż decyzyjny i dalej byś nic nie zrobił. Tak więc:

decyzja -> weryfikacja -> działanie.

I nie bój się, że przez to popełnisz wiele tysięcy błędów. Szczerze – i tak je pewnie popełnisz. A Bóg pomoże Ci z nich wszystkich wyciągnąć błogosławieństwo.

A jeśli będziesz weryfikował na modlitwie swoje decyzje – z czasem po prostu nabierzesz intuicji co do tego, co Bóg by Ci doradził i do czego Cię posyła. Tak, jak Józef – w końcu potem już nie musiał pytać Boga, czy muszą uciekać do Egiptu, tylko od razu dostał potwierdzenie swojej decyzji we śnie.

Aha, i żeby nie było – nie mówimy o decyzjach, których owocem jest grzech. Takie ucinamy i nie ma sensu nawet więcej o nich pisać.

Jeśli chcesz od razu przetestować tę metodę – podejmij decyzję dołączeniu do Nocnego posterunku na ten ostatni tydzień Adwentu. A wieczorem zapytaj Boga, co on o tym myśli.