#operatorczyta

Czasem odnoszę wrażenie, że jako Polacy mamy pewną dziwną cechę narodową: chwalimy się tym, czego nie robimy. Gdy byłem w liceum (a były to jeszcze czasy poboru) spotykałem się z chłopakami dumnymi z tego, że załatwili sobie lewe zwolnienie lekarskie i przez to nie muszą się martwić służbą wojskową. W czasie praktyk w liceum spotkałem się z 16-latkami, którzy już twierdzili, że są humanistami i byli dumni z tego, że nie rozumieli chemii. W czasie doktoratu spotkałem studentów z dumą tłumaczących mi, że nie potrafią zrobić czegoś w Excelu, więc nie powinienem od nich tego wymagać. Przykładów pewnie mógłbym znaleźć jeszcze wiele i dzisiejszy wpis chcę poświęcić jednemu z nich.

Od koleżanki dowiedziałem się o akcji „nie przeczytam w 2015 żadnej książki”, do której na Facebooku dołączyło już ponad 3500 osób. Jest to odpowiedź na akcję Wydawnictwa ZNAK, które promuje czytelnictwo przez zachęcenie do przeczytania w tym roku 52 książek. Kojarzę z wyników badań, że czytelnictwo w Polsce ogólnie leży – nawet spotkałem się ze środowiskami, w których nieczytanie książek jest kolejnym powodem do dumy – i dlatego chciałem się zabrać za ten temat. Bo uważam, że mężczyzna powinien czytać i nawet nie będę tłumaczył, dlaczego.

Przyznam się, że na początku podstawówki średnio lubiłem czytać. Do czasu, kiedy w szóstej klasie, pod wpływem „Powrotu do przyszłości”, sięgnąłem po „Wokół księżyca” Verne’a. Wtedy moje czytelnictwo „zaskoczyło” i ruszyłem do przodu – pamiętam, że zaczytywałem się w „Mikołajkach”, potem w Clancym, książkach Pratchetta i stopniowo rozszerzałem swoje czytelnictwo o wszystko, co przyciągnęło moją uwagę. Przyznaję, że nie znalazły się w tym gronie wszystkie obowiązkowe lektury. Przyznaję, że (chociaż paru znajomych prawie chciało mnie za to zlinczować) nigdy nie urzekł mnie „Wiedźmin” (za to trylogia husycka była dla mnie lekkostrawna, jeśli chodzi o Sapkowskiego). Parę razy usłyszałem, że nie czytam literatury najwyższych lotów. Ale na pewno od parunastu lat prawie zawsze mogę powiedzieć, że w danym okresie czytam jakąś książkę.

wrzuć zdjęcie siebie czytającego książkę, po którą warto sięgnąć, i otaguj je #operatorczyta

Czytelnictwo doprowadziło mnie w końcu do wspomnień byłych operatorów – najpierw było „Mud, Sweat and Tears” Beara Gryllsa, potem „Cel snajpera” Chrissa Kyle’a, potem kolejne – i tak z czasem wykrystalizował się we mnie pomysł na ten blog.

Jeśli czytasz ten wpis to zakładam, że raczej lubisz czytać i nie trzeba Cię namawiać do tego, żebyś oprócz słowa internetowego chwycił za słowo drukowane (może być e-atramentem lub głosem). Dlatego nie będę pisał o tym, jak czytanie pozwala rozwinąć się, poszerzyć horyzonty, nauczyć się czegoś i że to fajny sposób spędzania czasu. Może tylko napiszę, że czytanie jest też sposobem na prostą weryfikację swoich poglądów i znalezienie inspiracji do działania. Po prostu – mężczyzna czyta i chyba jest to tak oczywiste, że zgubiłbym się przy próbie wytłumaczenia.

Zamiast tego proponuję Ci wspólną akcję, którą może uda nam się zachęcić niezdecydowanych do czytania. Wrzuć na swój profil w portalu społecznościowym (a jeśli go nie masz – w komentarzu pod tym postem) zdjęcie siebie czytającego książkę, po którą warto sięgnąć, i otaguj je #operatorczyta. Jeśli masz trochę mniej odwagi – wrzuć zdjęcie samej książki z tagiem. Dajmy przykład. Pokażmy, że nawet najbardziej zagonieni ludzie mają czas, żeby usiąść z książką. Może kogoś zachęcimy do eksploracji znaków drukowanych, a przez to zainspirujemy do wprowadzenia nowej jakości w jego życiu.

zdjęcie: ariaad.nazwa.pl/operator-paramedyk, CC-BY
Swoje zdjęcie jeszcze dodam. Póki co, jako pierwsze z serii #operatorczyta – moja aktualna kolejka książek do przeczytania. Na niecały rok 2015.