każdy włos jest policzony,zdjęcie: melehmann@flickr.com, CC-BY

Odrosty (Mt 10, 26-33)

Z włosami często jest problem. Jak są długie – to rozwarstwiają się im końcówki. Jak krótkie – to trzeba je jakoś ułożyć. Jak farbowane – to robią się odrosty. A jednak to właśnie włosy Jezus wybrał jako obraz tego, że nie musimy się bać.

Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Kiedyś nosiłem długie włosy. Potem pierwszy raz stanąłem przed wojskowym wyborem „zero albo trzy” i od tej pory mogę w lecie opalać większą powierzchnię na głowie. Minus tego jest taki, że co najmniej raz w miesiącu muszę chwycić za maszynkę, żebym nie wyglądał na zbyt zarośniętego.

W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy, że dla Boga w nas „nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”. Zwykle te słowa odnosi się do troski Boga o nas. Za to moje doświadczenia fryzjerskie nasunęły mi inną interpretację tych słów w kontekście tego, że mamy się nie bać.

Tak, jak napisałem – raz w miesiącu poświęcam chwilę na stanie się prawie łysym. Potem obserwuję, jak na mojej głowie jest coraz więcej ciemnego i staję przed decyzją, czy już muszę wyciągnąć maszynkę z szafy, czy poczekać jeszcze parę dni. I tak pewnie będzie do czasu, aż zmienię fryzurę. Albo aż zyskam naturalną łysinę. W każdym razie – jest to proces, który póki co będę powtarzał mniej-więcej raz na cztery tygodnie.

Myślę, że bardzo podobnie wygląda człowiek po spowiedzi. W konfesjonale Jezus doprowadza fryzury naszych sumień do ładu – i myślę, że większość z nas odchodzi od kratek zadowolona z tego, jak wygląda z Łaską Uświęcającą. Naprawdę głęboko wierzę, że większość z nas na poważnie nawraca się w czasie spowiedzi i przynajmniej przez jakąś mikrosekundę chce żyć inaczej. Potem pokusy zaczynają odrastać i tę fryzurę sumienia psuć. Chociaż próbujemy utrzymać odrosty w jakimś ładzie, to one ciągle rosną, czasem jakiś „kogut” grzechu się pojawia i w gruncie rzeczy wiemy, że ostatecznie i tak sami sobie z tą fryzurą nie poradzimy i trzeba będzie znowu pójść i przyciąć ją w konfesjonale.

Właśnie w takim kontekście rozumiem Jezusowe słowa o policzeniu naszych wszystkich włosów. Jeżeli tysięczny raz próbujesz wyciąć ze swojego życia jakiś grzech, to Bóg chce Ci powiedzieć, że On o tym doskonale wie i ma policzone te Twoje tysiąc nawróceń. I, co bardzo ważne, Jezus chce, żebyś właśnie z tymi odrastającymi grzechami się do Niego przyznawał. Żebyś nie czekał, aż Twoje sumienie będzie miało idealną fryzurę (bo przed śmiercią nie będzie miało i już), tylko żebyś tu i teraz, taki jaki jesteś, właśnie z tym grzechem i zmagając się z tą konkretną pokusą mówił innym o swojej relacji z Bogiem.

Bo jeśli tu i teraz potrafisz przyznać się do Boga, to On się przyzna do Ciebie takiego, jaki staniesz przed Nim po śmierci. I jeśli Tobie teraz grzech nie zasłoni Miłości Boga, to On tego grzechu może wcale nie zauważyć na sądzie.

I to by było na tyle ewangelicznej opowieści fryzjerskiej.