Ochrona słuchu

Nie wiem, ilu z Was słyszało na żywo huk wystrzału. Powiem Wam, że nawet na otwartej przestrzeni i z odległości kilkunastu metrów strzał z kbk AK daje po uszach. Gdy pierwszy raz strzelałem z tego karabinka, przez parę sekund po wystrzale słyszałem w uszach tylko pisk. Mogę sobie wyobrazić, na co narażone są uszy operatorów podczas akcji w terenie zurbanizowanym lub w pomieszczeniu zamkniętym. Równocześnie to, czy operator usłyszy cichy ruch przeciwnika może decydować o powodzeniu operacji i jego życiu. Dlatego na ćwiczeniach operatorzy korzystają z ochronników słuchu. Naval w jednym ze swoich felietonów (albo w książce… już nie pamiętam) napisał, że w GROMie ochronniki to standard, a w Lublińcu śmiali się z niego, jak ubierał je w czasie strzelania (z taką sytuacją w jednostkach Wojsk Lądowych spotkałem się osobiście). A przecież trzeba dbać o uszy w czasie ćwiczeń, żeby były sprawne w czasie akcji.

Do tego wpisu zainspirowała mnie prosta, codzienna sytuacja. Ostatnio trochę więcej jeździłem tramwajem i wykorzystywałem ten czas na słuchanie rozważań Modlitwy w Drodze. Musiałem przy tym wygrzebać z szuflady stare słuchawki douszne, z których nie korzystałem od dość długiego czasu. Na początku dziwnie czułem się gdy widziałem, że ludzie wokół mnie ruszają ustami, a ja nie słyszałem ich słów. Po paru dniach jednak stwierdziłem, że taka przestrzeń do modlitwy mi bardzo odpowiada.

Nie wiem, jaka jest liczba słów słyszana przez statystycznego człowieka, ale myślę, że całkiem spora. I wydaje mi się, chociaż nie mam badań potwierdzających moją tezę, że w Polsce wiele słów, które słyszymy to narzekanie i stwierdzenia negatywne. Nawet nie muszą się one odnosić bezpośrednio do nas, ale i tak budują w podświadomości jakieś negatywne nastawienie. Dlatego, nauczony moim tramwajowym doświadczeniem, chciałem Cię zachęcić dzisiaj do ochrony Twojego słuchu.

Wbrew pozorom nie chodzi mi o zachęcenie Cię do noszenia słuchawek – chociaż bardzo podobało mi się ostatnio porównanie słuchawek do mnisiego kaptura. Może i doskonale ochronią Twój słuch, ale też ograniczą Twoją interakcję z innymi. Bardziej chciałbym Cię zachęcić do dwóch kroków niewymagających żadnych środków technicznych. Po pierwsze: puszczaj negatywne stwierdzenia mimo uszu. Nie skupiaj się na nich, nie analizuj, nie domyślaj się – nie pozwól im wejść w Twoją głowę.

Jeśli jednak negatywne słowa dotyczyły bezpośrednio Ciebie albo przykuły Twoją uwagę tak, że nie możesz tego zignorować, przejdź do kroku drugiego – postaraj się zareagować na nie słowem budującym. Myślę, że jednym z najgorszych zwyczajów jakie sam mam jest wchodzenie w narzekanie. Teraz pracuję nad tym, żeby nawet tam, gdzie mi się nie podoba, jak najczęściej szukać pozytywnych stron i umieć je odnaleźć, gdy zaczyna się powszechne narzekanie.

Dzięki tym dwóm krokom Twoje uszy nie będą przemęczone ani nastawione na rejestrowanie narzekania, gdy ktoś będzie chciał, żebyś naprawdę go wysłuchał albo w czymś doradził. A słuchanie jest teraz naprawdę deficytową umiejętnością. Z doświadczenia wiem, że niektórzy aż się dziwili, że chcę ich słuchać. Ale o słuchaniu będzie jeden z kolejnych wpisów. Teraz chcę, żebyś tylko przygotował do tego swoje uszy.

Nie zlikwiduję narzekania tam, gdzie przebywam. Ty też nie. Ale możemy chronić swój słuch przed nim.