O relacji (Oz 2, 18)

Fragment, nad którym dzisiaj chciałbym się zatrzymać, jest bardzo trudny do zrozumienia dla mężczyzny. Wymaga znajomości nie tylko zwyczajów panujących w Izraelu około dwadzieścia siedem wieków temu, poszukania czegoś o ówczesnym języku, ale także wejścia w sytuację zupełnie nienaturalną dla mężczyzny: postawienia się w pozycji kogoś, kto ma męża.

Prorok Ozeasz dużą część swojego nauczania oparł na przykładzie swojego małżeństwa z prostytutką Gomer. Fragment, który przytaczam, prorok umieszcza w czasie kryzysu małżeństwa – pomiędzy oddaleniem swojej żony (ze względu na jej powrót do uprawiania prostytucji) a ponownym przyjęciem jej do swojego domu. Historię tę odnosi do współczesnego mu momentu w dziejach Izraela: po opanowaniu Kanaanu Izraelici tak bardzo posunęli się w bałwochwalstwie, że w kilkadziesiąt lat po ustanowieniu ich królestwa doprowadzili je do rozpadu, a jedna jego część ma się w czasach współczesnych prorokowi ku upadkowi. Ozeasz zapowiada, że porażka i wygnanie będą karą przejściową. Bóg chce jedynie wrócić do głębokiej relacji z Izraelitami. I właśnie w opisie przyszłej, odnowionej relacji Boga z Izraelem padają następujące słowa:

Stanie się w owym dniu – wyrocznia Pana – że nazwie Mnie: „Mąż mój”, a już nie powie: „Mój Baal”.

Baal – to imię bóstwa kananejskiego. Dosłownie słowo to oznaczało „pan” (od „panujący”, nie od „mężczyzna”). Tak więc Bóg, przez proroka, chce nam przekazać, że po prawdziwym nawróceniu nie będzie Ci się mieszał On z bóstwami. Po prostu wtedy będziesz wiedział, że On to On.

Ale „Baal” oznacza też coś więcej. Tak zwracała się w Izraelu żona do swojego męża. Słowa Ozeasza mają więc drugie dno: Bóg nie chce, żebyśmy postrzegali go jako Pana. Oczywiście, na pewnym etapie rozwoju wiary jest to potrzebne, bo On naprawdę jest w Władcą świata. Ale to „wersja minimum”, która absolutnie nie usatysfakcjonuje żadnej ze stron. Pisał o tym choćby św. Jakub (Jk 2, 19) – złe duchy też wiedzą, że Bóg jest Panem.
Bóg chce, żebyś nazwał go „Mój mąż”. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. Z jednej strony – bo jesteś facetem i pewnie dziwna jest dla Ciebie myśl o tym, że masz męża. Z drugiej – bo Bóg nie ma płci, więc też ciężko Go uznać jednoznacznie za męża. W każdym razie Bóg chce wejść z każdym z nas w bardzo głęboką relację i być z nami jeden na jeden – jak w małżeństwie.

zdjęcie: germain@pixabay.com, CC-0

Jednak w czasach Ozeasza mąż był jednak stroną decyzyjną w małżeństwie. I może zrozumienie tego jest w dzisiejszych czasach najcięższe.  Gdy już wejdziesz w relację z Bogiem zobacz, jakie decyzje On chciałby podjąć. Często idąc za Jego decyzjami osiągniesz o wiele lepsze wyniki, niż decydując się tylko na to, co Tobie się wydaje.

Ozeasz mówi też, że o jakości naszej relacji z Bogiem mówi to, jak o Nim mówimy. „Pan Bóg”, „Pan Jezus” – to bardzo nam przylgnęło do języka. Może więc najlepszą relację tutaj budujemy z Duchem Świętym, bo w stosunku do Niego najrzadziej używamy sformułowania „Pan” (swoją drogą – ciekawe, dlaczego tak wyewoluował nasz kościelny język). Zastanów się dzisiaj, jak myślisz – a przez to mówisz – o Bogu. Czy jest dla Ciebie tylko Panem, czy kimś bliższym?

Bóg zaprasza Cię do relacji. Zdecydujesz się na aż tak bliską, jakiej On chce?