O kobiecie

Myślę, że żaden temat nie przyciągnie Waszej uwagi tak, jak kobieta. Dlatego od kobiety zacznę opisywanie ostatnich wydarzeń.
Będzie o konkretnej kobiecie, która jest ostatnio pewnie najsławniejsza w Polsce. I o złamanej nodze.

zdjęcie (c) Grzegorz Momot z oficjalnego profilu Justyny Kowalczyk: https://www.facebook.com/kibicujjustyniePrzede wszystkim: uważam że to, co Justyna Kowalczyk zrobiła na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi jest kompletnie fenomenalne. I medal jest tu drugorzędną sprawą – chociaż bardzo Pani Justynie tego gratuluję i jestem dumny, że dzięki niej mogłem po raz drugi usłyszeć „Mazurek Dąbrowskiego” na olimpiadzie w tym roku. Ale samo pokonanie kontuzji i siebie, żeby przejść na nartach najpierw 15, a potem 20 km ze złamaną nogą – to jest coś.

W niedzielę, gdy jechałem samochodem do Krakowa, słuchałem w Trójce audycji, w której ludzie dzwonili i dyskutowali o tym, czy sobotni start w biegu łączonym kobiet był dobrą decyzją w kontekście złamania stopy. Zauważyłem, że dzwoniących można było podzielić na dwie grupy:

  1. kobiety mówiące w stylu „Jestem taka dumna z naszej Justynki, Justynka trzymaj się!”,
  2.  mężczyzn, którzy krytykowali ją za start i uważali, że to było głupie.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dzwoniący panowie raczej byli z grupy kibicującej z piwem na fotelu i nie ruszającej się zbytnio poza obręb dużego pokoju. Sorry, Panowie, według mnie nie tędy droga. I nie sądzę, żeby ktoś podejmujący wyzwania tak oceniał ten start.

Sam czuję wielki szacunek i podziw dla Justyny Kowalczyk za ten start. A że szóste miejsce? Na 15 km różnica niecałej minuty w stosunku do w pełni zdrowej (a nawet „chorej na astmę”) liderki jest dla mnie zaniedbywalna. Myślę, że ja na pewno bym nie dał rady tyle przejść (na nartach jeszcze nie jeżdżę, więc się nie wypowiem) przy złamanej nodze, skoro z mojej pierwszej EDK głupie skręcenie kostki mnie wyeliminowało po 33 km.

Parę dni później Justyna Kowalczyk wywołała ogólnonarodową euforię i radość złotym medalem w biegu na 10 kilometrów. I faktycznie, jest czego gratulować i z czego się cieszyć. Zastanawia mnie tylko, dlaczego tym razem zamilkli ci, którzy uważają, że bieganie na nartach przy złamanej stopie jest głupotą i nie powinna tak robić.

Więc jak przegrywa to jest zła, a jak wygrywa, to dobra? Oczywiście, wyniki są ważne. Ale wyniki odniesione do zakładanych celów i w odniesieniu do osoby, a nie tylko w porównaniu do innych. Swego czasu właśnie tak było na selekcji do GROMu – jeśli mieścisz się w czasie założonym, to przechodzisz dalej. Nie jest ważne, czy jesteś pierwszy, czy ostatni i w jakim stanie docierasz.

Tak więc, ciesząc się ze zdobytych medali, uczmy się od Pani Justyny podejmowania wyzwań, walki ze swoimi słabościami i wygrywania podjętych wyzwań.

Wpis pisałem jeszcze przed sobotnimi sukcesami Zbigniewa Bródki i Kamila Stocha. Oczywiście tym Panom też gratuluję. Uważam, że naprawdę pokazaliście klasę i można od Was uczyć się podejmowania wyzwań na najwyższym poziomie i ich zwyciężania.