Nikt Cię tego nie nauczył, zdjęcie: element5-digital@unsplash.com, CC-0

Nikt Cię tego nie nauczył

W „Dzikim sercu” John Eldridge przytacza historię (nie sprawdzałem, czy prawdziwą) amerykańskiego oddziału, który pod koniec II Wojny Światowej brał udział w walkach w Normandii. Na trasie oddziału znalazło się gospodarstwo zajęte przez Niemców, którzy z zabudowań bronili rejonu…

Gdy na miejsce przybył jakiś generał, zapytał dowódcę, czemu siedzą schowani za murem i belami siana zamiast zająć budynek. Usłyszał odpowiedź:

Nikt nas nie nauczył, jak to zrobić!

Generał poprosił o parę granatów i osłonę ogniową, po czym ze swoją świtą szybko zajął budynek, a na koniec zapytał dowódcę oddziału: „Teraz już wiecie, jak zająć budynek?”.

Odpowiedź dowódcy na pytanie, dlaczego jeszcze nie zajęli budynku, może wydawać się dziwna albo wręcz szokująca. Przecież był przeszkolonym (w warunkach mobilizacyjnych, ale zawsze) żołnierzem, stał przed wysokim przełożonym i wiedział, czego może się spodziewać na wojnie. A pomimo to, dowódca nie bał się odpowiedzieć szczerze i zgodnie z prawdą. Dokładnie takiej samej – i tak samo szczerej – odpowiedzi potrzebuje każdy, kto chce się rozwijać. Tylko tym razem niekoniecznie chodzi o zajmowanie bronionego gospodarstwa. Chodzi o to, co robisz na co dzień.

I wiem, że może to być oburzające. Większość osób śledzących mojego bloga na Facebooku ma wykształcenie wyższe i parę lat doświadczenia za sobą. Ale bądźmy szczerzy: wielu rzeczy – w tym tych naprawdę ważnych – nikt Cię nie nauczył. I nie nauczy, dopóki sam przed sobą tego nie przyznasz i się za to nie zabierzesz.

Bo czy ktoś uczył nas, jak budować rodzinę? Jasne, każdy mógł podglądać rodzinę, w której dorastał. Jeśli ktoś brał ślub kościelny, musiał przed nim przejść przez paręnaście godzin kursu dla narzeczonych. Co bardziej ambitni pewnie przeczytali jedną albo parę książek przed ślubem. Ale czy faktycznie były to dobre i wystarczające szkoły?

Albo zarządzanie czasem. OK, był czas na szkołę, a w domu na zadanie domowe, zajęcia dodatkowe i czas wolny. Przez te zadania domowe osiem lat po studiach trwało zanim nauczyłem się, że po pracy nie powinienem zajmować się rzeczami związanymi z pracą, tylko odpoczynkiem. A za zarządzanie czasem też zabrałem się w trzy lata po skończeniu studiów (chociaż w tym obszarze cały czas szukam nowych i lepszych rozwiązań i pewnie nigdy nie przestanę).

Albo modlitwa. Mnie przez 12 lat katechezy w podstawówce i liceum naprawdę mało o niej nauczono. A wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że nic – oprócz paru formułek pamięciowych.

Albo radzenie sobie z finansami. Przez trzy lata przedsiębiorczości w szkole słyszałem o robieniu biznesplanów, formach działalności gospodarczej, podstawach teorii ekonomii… ale nic o tym, że moje miesięczne wydatki powinny być mniejsze od zarobków. Ani czym się różni lokata od funduszu inwestycyjnego. Ani kiedy warto korzystać z kredytów.

Albo obsługa pakietów biurowych (tak, w kontekście poprzednich obszarów może to wydawać się śmieszne, ale przecież to podstawa zarabiania na życie dla wielu osób, które nadal piszą na klawiaturze dwoma palcami). W liceum miałem na przykład zajęcia z Power Pointa i robienia prezentacji. Na pierwszym roku studiów prowadzący „Laboratorium komputerowe” pokazał, że wszystko to to bzdura i prezentacje robi się inaczej. A trzy lata później mój promotor powiedział, że wszystko, co tamten powiedział to bzdura i musiałem nauczyć się robić prezentacje kolejny raz. A potem, gdy poszedłem do pracy, zacząłem czytać o prezentacjach biznesowych – zgadnij, czego się wtedy uczyłem od nowa.

W jakimś sensie – w wielu obszarach życia każdy z nas jest dokładnie w takiej sytuacji, jak dowódca oddziału wspomniany przez Eldridge’a. Rzucony pod ostrzał z budynku, chociaż nikt wcześniej nam nie powiedział, jak sobie z taką sytuacją poradzić.

Im szybciej przyznasz to przed samym sobą – tym lepiej dla Ciebie.

Na szczęście – dzisiaj dysponujesz dostępem do bazy wiedzy i kursów (w tym darmowych), jaką nie dysponował nikt przed nami. Ilość wydawanych książek, mniej lub bardziej profesjonalnych materiałów w internecie, dostępnych kursów on-line i stacjonarnych jest tak ogromna, że jesteś w stanie szybko zacząć nadrabiać braki, które zauważyłeś. Nie wiesz, jak zidentyfikować sensowne cele, które możesz osiągnąć? Nic prostszego – skontaktuj się ze mną i zapytaj o Warsztaty Identyfikacji Celów. Nie potrafisz zapanować nad swoimi rachunkami? Proszę, książka „Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego i jego blog „Jak Oszczędzać Pieniądze?” przyjdą Ci z pomocą. Chcesz rozwijać swój biznes dzięki networkingowe ale jedyne, co przywozisz z konferencji to smak obiadu i identyfikator do powieszenia na ścianie? OK, już za parę dni czeka na Ciebie szkolenie networkingowe Macieja Gnyszki. I tak dalej. Wystarczy wyszukiwarka internetowa i pięć minut pracy, żebyś znalazł pierwsze sposoby na nauczenie się większości rzeczy, które Cię interesują. A jeśli masz jakieś swoje sprawdzone zasoby – będę wdzięczny, jeśli podzielisz się nimi w komentarzach.

Kluczowe jest przyznanie się przed samym sobą, że niektórych rzeczy, które są Ci potrzebne, po prostu nikt dotychczas Cię nie nauczył. Taki rachunek sumienia otworzy Ci oczy na nowe horyzonty w Twoim rozwoju osobistym. I pozwoli Ci ruszyć do przodu.

A jak już zaczniesz się uczyć rzeczy, których wcześniej Cię nikt nie nauczył, czeka na Ciebie jeszcze jedna pułapka: zaliczenia/zdania szkolenia. Ale o niej napiszę innym razem. Jeśli nie chcesz przegapić tego wpisu – zapraszam do zapisania się na newsletter. Dostaniesz ode mnie materiały bonusowe oraz poinformuję Cię o każdym nowym wpisie na blogu.

(linki do „Finansowego Ninja” i szkolenia networkingowego w tekście to linki partnerskie – kupując przez nie, wspierasz rozwój bloga)