Nikt Cię nie wyrwie (J 10, 27-30)

Przez ostatnie dwa tygodnie, niedzielne Ewangelie były kobyłami, opisującymi długie historie. W czwartą niedzielę Okresu Wielkanocnego usłyszymy za to czytanie bardzo krótkie – raptem 4 wersety i 6 zdań. Żadnej historii – jedynie słowa Jezusa. Samo mięso. Tak, jakby Kościół chciał, żeby nic nie rozmyło znaczenia tych słów. Dlatego postaram się, żeby ten wpis też był krótki i konkretny.

Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.

Te słowa mówią o tym, że każdego z nas łączy z Bogiem szczególna relacja. Każdego: nieochrzczonego, ateistę, apostatę, Muzułmanina, Żyda, Chrześcijanina czy Katolika. Każdy z nas przez to, że jest człowiekiem i został stworzony na obraz Boga, potrafi rozpoznać Jego głos i pójść za nim. A Bóg, który każdego z nas stworzył, zna nas najlepiej i mówi do mnie inaczej, a do Ciebie – inaczej. Wszystko po to żeby jak najlepiej trafić i do Ciebie, i do mnie.

A najważniejsze dla mnie w tych słowach Jezusa jest to, że nikt nie może wyrwać człowieka z ręki Boga. Nikt. Absolutnie. Ani szatan, ani niereligijna rodzina, ani złe towarzystwo. Nikt nie może żadnego z nas odebrać Bogu. Jedynie my sami możemy podjąć decyzję, że nie idziemy za Jego głosem. A jeśli ktoś jednak podjął taką decyzję, to dzięki więzi, o której pisałem w poprzednim akapicie, w każdej chwili życia ma wszystko co jest potrzebne, żeby się nawrócić i Go posłuchać.

każdego z nas łączy z Bogiem szczególna więź i relacja – nikt Cię nie wyrwie z Jego rąk

Tak więc jesteś w rękach Boga i nikt Cię z Jego rąk nie wyrwie. Niezależnie od tego, czy śpiewasz w scholii pod ołtarzem, czy na Mszy stoisz w przedsionku kościoła, czy też od dwudziestu lat omijasz ten budynek szerokim łukiem – w każdej chwili możesz usłyszeć Jego głos, pójść za Bogiem i mieć życie wieczne