(nie)Perfekcyjny

Jak wiecie, pod koniec Wielkiego Postu zacząłem mocno zawalać publikację wpisów na blogu. Wytłumaczyłem się już z jednego z powodów – przesadziłem z brakiem odpoczynku i mój organizm zaczął trochę strajkować. Dzisiaj chciałem powiedzieć o moim drugim błędzie, jaki wtedy popełniłem, żebyś sam nie musiał go popełniać. Zacząłem wchodzić w perfekcjonizm.

Gdy w jeden z piątkowych wieczorów wrzuciłem hurtem trzy wpisy – dwie Rozmowy o Miłosierdziu i wpis o świętowaniu – odkryłem, że te teksty już od poniedziałku siedziały gotowe i mogłem je umieścić na stronie w dowolnym momencie w ciągu tygodnia. Nie zrobiłem tego, bo ciągle brakowało mi „tych paru minut, żeby je jeszcze raz przeczytać i nanieść ostatnie poprawki”.

Drugi raz zauważyłem atak perfekcjonizmu, gdy rezygnowałem z wrzucenia gotowego wpisu, jeżeli nie zdążyłem go przygotować na czas. Terminarz publikacji był dla mnie ważniejszy, niż podzielenie się z Tobą tym, co chciałem powiedzieć.

zamiast zrobić coś dobrego, wolałem zrobić nic, bo to dobre mogłoby być lepsze

Czy jest coś złego w tym, że chciałem zrobić coś jak najlepiej? Nie, jasne, że nie. Parę razy już pisałem o tym, że żyjąc duchowością operatora-paramedyka trzeba dbać o wysoką jakość swojego życia i tego, co się robi. Problem pojawia się, gdy – jak w moim przypadku – rezygnowałem ze zrobienia czegoś co było dobre ze względu na to, że mogłoby być lepsze i trzeba to doprowadzić do takiego stanu.

Inaczej mówiąc – miałem do wyboru zrobić coś wysokiej jakości albo nie zrobić czegoś idealnego. Wybrałem to drugie. I myślę, że taka pułapka perfekcjonizmu stoi przed wieloma z nas.

Po drugiej stronie drugiej strony pułapką jest obniżenie jakości tego, co się robi, byleby tylko „zrobić coś”. Na szczęście, operator-paramedyk ma narzędzia do znalezienia złotego środka pomiędzy tymi skrajnościami. Przed popadnięciem w bierny perfekcjonizm może go uchronić wyrobienie w sobie dwóch postaw.

piekło perfekcjonisty-snajpera, CC-BY-NC, operator-paramedyk

Pierwsza to postawa aktywności w znaczeniu robienia tego, co jest do zrobienia. Proste przeświadczenie, że jak coś jest do zrobienia, to trzeba to zrobić. Generał Patton powiedział coś w stylu „średni plan zrealizowany w porę jest lepszy, niż idealny plan zrealizowany pięć minut za późno” (cytuję z pamięci, więc mogłem coś pokręcić) i myślę, że to wyraża istotę takiej postawy. Dzięki niej możesz mieć pewność, że nie zaniedbasz czegoś ważnego.

Druga postawa to niedopuszczanie do bylejakości. Czyli robienie wszystkiego najlepiej, jak się w danej sytuacji da. Dokładnie tak: najlepiej, jak się da. To nie oznacza „idealnie”. To oznacza najlepiej, jak potrafisz na obecnym etapie swojego życia i w panujących warunkach. W wielu sytuacjach pewnie będzie oznaczało to, że da się to zrobić lepiej, ale po to możesz się uczyć, żeby następnym razem zrobić to lepiej. Ale dopiero następnym razem.

Gdy myślałem o moim problemie doszedłem do wniosku, że w sumie na tych dwóch zasadach opiera się medycyna pola walki i istota obecności paramedyka w sekcji. Dla spraw medycznych prawie idealnym przypadkiem jest szpital z odpowiednimi pomieszczeniami, wyposażeniem i kadrą. Ale w warunkach polowych nie można liczyć na takie warunki, a poszkodowani są i trzeba im pomóc – i to szybko. Dlatego na podstawie doświadczeń tworzy się i udoskonala procedury TCCC, dostosowane do działania w warunkach pola walki. A paramedyka, który ma je stosować, uczy się improwizacji i kreatywności właśnie po to, żeby w każdej niepowtarzalnej sytuacji w czasie operacji mógł zastosować te procedury i udzielić pomocy najlepiej, jak potrafi przy użyciu tego, co niesie na plecach. Żeby zadziałał, a nie narzekał, że fajnie byłoby mieć wyniki z laboratorium diagnostycznego.

Będę starał się stosować te dwie zasady w tworzeniu bloga. Dlatego, przynajmniej na jakiś czas, zawieszam swój kalendarz publikacji. Wpisów spodziewajcie się głównie pomiędzy piątkiem a wtorkiem, bo wtedy mam najwięcej sił i czasu. Na pewno będę starał się w piątek lub sobotę wrzucić wpisy odprawy, a co do wpisów LFX, w kontakcie i rozpoznanie nie narzucam sobie więzów czasowych, a jedynie chcę zachowywać odpowiednią częstotliwość ich publikowania. Jeżeli nie chcesz ominąć żadnego z wpisów, zachęcam Cię do zapisania się na mój newsletter.

Chętnie też dowiem się, co Ty myślisz o perfekcjonizmie i moim pomyśle na walkę z nim. A może Ty masz lepszy?