Nienawidzić? (Łk 14, 25-33)

Muszę przyznać, że tak siedzę nad dzisiejszą Ewangelią, siedzę… i jestem w szoku. Pewnie, słuchałem tych słów może ze sto razy, ale nigdy nie usłyszałem ich w ten sposób. Bo jak to – nienawidzić swoich rodziców, żony, dzieci, braci i sióstr i siebie to warunek pójścia za Jezusem?

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Słowa o wzięciu swojego krzyża jeszcze jakoś da się przełknąć. Wyrzekniecie się wszystko, co się posiada – też. Ale ta nienawiść do rodziny mnie naprawdę zszokowała. Przecież to wydaje się być niezgodne choćby z czwartym przykazaniem Dekalogu i z treścią przysięgi małżeńskiej. W zrozumieniu tego pomogła mi przypowieść o królu przygotowującym się do bitwy połączona ze współczesną wiedzą wojskową.

W przypowieści król chce walczyć tak, jak standardowo walczyło się w czasach Jezusa. Parę tysięcy piechurów i trochę konnicy po tej stronie, drugie tyle po drugiej, nacierają na siebie i kto na końcu jeszcze stoi, ten wygrywa. Jeśli na początku widać dysproporcję sił, to któraś strona ma większe szanse na wygraną.

Dzisiaj mamy rozwinięte siły operacji specjalnych. Wiemy, że dobrze wyszkolona sekcja operatorów może mieć siłę plutonu „zwykłego” wojska i wyjść zwycięsko z walki z wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. Kluczem jest wyszkolenie operatorów tak, aby działali w inny sposób.

Dla Izraelitów więzi rodzinne były bardzo ważne. I pewnie niejedna osoba stanęła w obliczu wyboru, czy zasmucić wiernych Prawu rodziców i pójść za nową nauką Jezusa. Tych dwóch rzeczy nie dało się połączyć na gruncie tego, co znali.

Wydaje mi się, że mówiąc o tej nienawiści Jezus chciał po prostu pokazać kontrast i przekonać swoich słuchaczy, żeby myśleli inaczej. Nie konwencjonalnie jak król, który liczył wojsko swoje i nieprzyjaciela. Szczególnie, że w historii Izraela i Abraham, i Machabeusze pokazali, że z Bogiem działa się właśnie niekonwencjonalnie.

Dlatego trzeba popatrzeć w inny sposób. Nie ma wyboru „kochać Boga albo ludzi „. Jest tylko decyzja „pójść za Jezusem”. Wybór Jego oznacza wybór miłości i sprawi, że każdego człowieka będziesz kochać bardziej, niż wcześniej. I nie będziesz musiał nikogo dla Boga zostawiać ani nienawidzić.