niegodni Jezusa, zdjęcie: randy-jacob@unsplash.com, CC-0

Niegodni (Mt 10, 37-42)

Dzisiejsze czytanie jest dla mnie szokujące. Przecież skoro Jezus umarł za każdego człowiek to jak to jest możliwe, że On sam wskazuje niektórych ludzi jako tych, którzy nie są Go godni?

Jezus powiedział do apostołów: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.

Czy miłość osób najbliższych to coś złego? Nie.

Czy wzięcie swojego krzyża to coś złego? Nie.

Czy przyjęcie proroka albo sprawiedliwego to coś złego? Nie.

To o co może chodzić Jezusowi w dzisiejszym czytaniu skoro mówi, że ludzie tak robiący nie są Go warci?

Z własnego doświadczenia wiem, że różne rzeczy mogą motywować ludzi do robienia dobrych uczynków. Często dobro, które robiłem, miało związek jedynie z moimi ambicjami. W takim przypadku łatwo było mi się zapędzić w odfajkowywaniu dobrych rzeczy i traktować je jako kolejne rzeczy na liście zadań Dążyć do tego, żeby się nimi „nachapać” ile wlezie. Myślę, że w tych szokujących słowach Jezus chciał zwrócić nam uwagę na to, że nie o to chodzi. Że oprócz tego, co robimy ważne jest też to, dlaczego to robimy.

I tak: jeśli kochasz rodziców lub dzieci, to jest to dobre. Ale jeśli ta miłość przesłania Ci Jezusa, to możesz mieć problem.

Jeżeli bierzesz swój krzyż, to super. Ale idziesz z nim swoją drogą, a nie za Jezusem – może w ogóle nie warto podejmować takiej drogi?

Przyjmujesz kogoś sprawiedliwego? Świetnie. Ale jeśli oczekujesz za to jakiejś nagrody, niech Ci ją da ten sprawiedliwy, skoro to ze względu na niego samego go przyjąłeś.

Ale jeśli potrafisz popatrzeć na kogoś, kogo uważasz za totalne zero ze świadomością, że Jezus umarł tak samo za Ciebie, jak i za niego, i ze względu na to podasz mu szklankę wody do picia – to tego Bóg nigdy Ci nie zapomni.

Jak wspomniałem, można robić dużo. Można mieć z tego frajdę i nawet widzieć, że to pomaga innym. Ale zaryzykuję stwierdzenie, że bycie aktywnym na polu dobra jest bez sensu. Same dobre uczynki, jak to pisałem we wpisie o tym, czego ludzie lubią posłuchać w czasie ślubu, są psu na budę. Prawdziwego sensu nabierają dopiero, jeżeli działamy reaktywnie – jeżeli Twoja decyzja o zrobieniu czegoś jest odpowiedzią na miłość Boga. Dopiero wtedy możesz zobaczyć, jak Twoje działania wpisują się w Jego plan na nas wszystkich. I że w tym planie mają sens.