Niedziela, 21:09 (Łk 10, 25-37)

Muszę przyznać, że w historii tego bloga jeszcze tak nie miałem. Jest niedziela, godzina 21:09, a ja nadal nie mam pojęcia, co mogę napisać o dzisiejszej Ewangelii. Cały czas w głowie kołaczą mi też słowa papieża Jana XXIII „najgorszy różaniec to nie ten odmówiony bez należytego skupienia, ale ten nie odmówiony wcale”, więc… jedziemy z tekstem! Ty możesz ocenić, czy wyjdzie z tego totalny gniot, czy najlepsze rozważanie w historii bloga.

Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!

Jakbyś uznał, że to pierwsze – już na początku podsunę Ci rewelacyjne rozważanie przypowieści o miłosiernym Samarytaninie o. Adama Szustaka OP:

A moją uwagę chyba najmocniej zwrócił ten uczony w Piśmie, który zapytał Jezusa. A dokładniej dwa jego zachowania.

Pierwsza sprawa to jego pytanie: „Co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne?”. Zadanie takiego pytania Jezusowi jest bez sensu. Fundamentalna sprawa, którą Chrześcijanin powinien zrozumieć, to że Jezus zbawia. On JEST Miłosierny. Dlatego nie ma sensu pytać go, co JA mam zrobić, żeby dojść do Nieba. Trzeba wołać do Niego „Jezusie, Synu Boga, zbaw mnie!”.

Druga rzecz: drugie pytanie uczonego, które sprowokowało Jezusa do opowiedzenia przypowieści, było zadane „chcą się usprawiedliwić”. I znowu – Jezus usprawiedliwia nas swoją śmiercią i Zmartwychwstaniem. Nikt z nas sam się nie usprawiedliwi. I dlatego nie ma sensu przed Bogiem robić czegokolwiek, żeby się usprawiedliwiać. Zero szopki! Przed Nim możesz być sobą z wszystkim, co w Tobie fajne i z tym, co totalnie beznadziejne. I tylko tak warto stawać do modlitwy, bo Bóg chce rozmawiać z Tobą takim, jaki jesteś.

A jakbyś chciał mi zarzucić, że zachęcam do bierności – najpierw spróbuj zrobić to, co napisałem. Proś Boga, żeby Cię zbawił, pokazując mu 100% siebie w tym momencie. Zobaczysz, że po prostu nie da się na Jego odpowiedź zareagować biernością,

To teraz możesz odsłuchać jeszcze konferencji o. Szustaka, zostawić komentarz i powoli zbierać się do odpoczynku przed kolejnym tygodniem pracy.

  • Cóż, możesz mieć rację. Dokładnie w głowę uczonego nie wejdziemy:-).
    Ale z drugiej strony – już u proroków dość często, gdy mowa jest o zbawieniu/odkupieniu, pada stwierdzenie „Ja, PAN, to uczynię…” lub podobne.

  • Damian Rawski

    Co do pierwszego akapitu, to ciężko jest mi się z tym zgodzić, patrząc z perspektywy osób żyjących w czasach Jezusa. Dla nich prawo było zbawieniem. A że prawo potrafi być pokręcone (co udowadniają studia prawnicze:P), takie pytanie wydaje się jak najbardziej uzasadnione. „Nauczycielu, podaj mi taką receptę w pigułce, której trzymanie się przyniesie mi zbawienie”.