Niech gadają (Mk 3, 20-35)

Po wielkanocnej przerwie, liturgia dzisiaj wraca do czytań z Ewangelii według świętego Marka. W czasie historii, którą dzisiaj usłyszymy, jesteśmy znowu w początkach działalności Jezusa, chociaż zdążył On już zdobyć pewną popularność, zgromadził wokół siebie dwunastu Apostołów i zaliczył pierwsze sprzeczki z tymi, którzy nie rozumieli Jego nauki. Jesteśmy w momencie, kiedy Jezus już dobrze wiedział, jaka jest Jego specjalność i realizował ją na całego.

W dzisiejszym czytaniu Jezus sam opisuje swoją misję na Ziemi – i brzmi ona, jak robota operatora. Ma wejść do domu mocarza i go związać, a potem ograbić. Chociaż może stwierdzenie „na Ziemi” może nie jest tutaj najlepsze, bo sugeruje, że Wszechświat jest  dom owego mocarza. Otóż nie. Całe Pismo Święte jasno mówi, że świat jest stworzony przez Boga, tutaj jest Jego mieszkanie i wszystko tutaj należy do Niego. To szatan, jak pokazuje choćby kuszenie Jezusa na pustyni (Mt 4, 9), próbuje przekonać, że cokolwiek tutaj ma. Ale prawdziwym domem złego mocarza jest to, czego Bóg nie stworzył – śmierć. Niebyt. Dlatego całe życie ziemskie Jezusa dopiero przygotowało Go do prawdziwej realizacji Jego specjalności: umarł, zszedł do piekieł, wyrwał z szeolu oczekujących na nie wiadomo, co i wyszedł do życia Zmartwychwstając. To wtedy ostatecznie związał mocarza i go ograbił z tego co tamten myślał, że ma.

Jezus prawdopodobnie był świadomy, że właśnie to ma zrobić, już w momencie rozpoczęcia publicznej działalności. Dlatego mógł działać z taką konsekwencją i skutecznością. Nie podobało się to wielu osobom, które mogły zobaczyć Jego działalność. Co dla mnie istotne – święty Marek przytacza nie tylko opinię uczonych w Piśmie („Ma Belzebuba”). Mówi także, że Jego rodzina chciała Go powstrzymać twierdząc, że „odszedł od zmysłów”.

Twoja specjalność jest niepowtarzalna i nie powinno Cię zdziwić, że ktoś inny jej nie zrozumie.

Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii stwierdzam, że przez te dwa tysiące lat ludzie niewiele się zmienili. Jeśli spotkałeś kogoś, kto wpadł na trop swojej specjalności i zaczął ją realizować, na pewno zauważyłeś, że taka osoba żyje inaczej i wybija się z tłumu. Jeśli sam jesteś kimś takim – na pewno też ze strony swojej rodziny i znajomych (nie mówiąc już o tych, którzy Ci źle życzą) słyszałeś „Ale po co to robisz?”. Skoro nawet na działalność Jezusa Jego rodzina tak zareagowała – widocznie tak musi być. Twoja specjalność jest niepowtarzalna i nie powinno Cię zdziwić, że ktoś inny – nawet osoby, które Cię znają najdłużej – jej nie zrozumie.

Co ciekawe – Jezus rozmawiał z uczonymi w Piśmie i próbował im wytłumaczyć, gdzie się mylą. Z rodziną – nie dyskutował, tylko ich spławił mówiąc, że są więzi silniejsze, niż rodzinne. Rozmowy rodzinne często są nasączone emocjami – zwłaszcza, gdy widać już pierwsze objawy nieporozumienia – i przeradzają się w oblężenia, w których każdy broni własnej twierdzy. Tak jest wśród Polaków, a co dopiero musiało się dziać w plemionach Izraelskich, które były o wiele bardziej emocjonalne i ekspresyjne niż my dzisiaj. Myślę, że Jezus o tym wiedział i dlatego nie pozwolił wtedy swojej rodzinie na konfrontację. Gdyby wyszedł do nich, jak prosili, nie tylko mógłby sprowokować kłótnię, ale też przestałby w tej chwili być w pełni sobą. Dlatego kazał krewnym stać na zewnątrz i patrzeć na to, co robi. Owoce tego zaobserwował  później świadek tego wydarzenia – święty Jan. W J 19 25-26 opisał, że stał pod krzyżem właśnie z Maryją, której w dzisiejszym czytaniu Jezus nie wpuścił. Chociaż Symeon przepowiedział jej, że życie Jezusa nie będzie tylko radością, może właśnie dzięki patrzeniu na działalność Jezusa mogła do końca  zrozumieć, na czym ma polegać misja jej Syna na Ziemi. I może nie mogłaby tego zrozumieć nawet, gdyby On próbował jej to wytłumaczyć słowami.

Realizując swoją specjalność na pewno spotkasz się z problemami i niezrozumieniem ze strony innych. Nie przejmuj się tym – dzisiejsza Ewangelia pokazuje że czeka to każdego, kto dąży do odkrycia pełni siebie. Zastosuj radę z dzisiejszej Ewangelii – rób swoje, a inni niech gadają. Wtedy dasz im szansę na zrozumienie tego, co robisz.