Nie wyrobisz

Każdy, kto zarządza swoim działaniem kiedyś dojdzie do chwili, w której stwierdzi „no nie wyrobię z tym wszystkim”. Będzie musiał odrzucić jakiś projekt, zrezygnować z jakiegoś działania, uznać, że coś jest ważniejsze. I tak powinno być.

Jedne z pierwszych wpisów na moim blogu dotyczyły zarządzania działaniem. Pewnie wielu obecnych czytelników nie śledziło tamtych wpisów. Ja sam też przez te półtora roku nabrałem nowego doświadczenia i nauczyłem się nowych rzeczy. Dlatego powrócę teraz do tego tematu. Jeśli ktoś chce odnaleźć to, co pisałem w zeszłym roku – zapraszam do sprawdzenia tagów cel i zarządzanie. A nową serię zacznę od rzeczy najbardziej podstawowej, którą wyraża rosyjskie przysłowie, które streszczę słowami byłego SEALsa:

zawsze jest więcej misji, niż można wykonać.

Mierzy się z tym każdy dowódca, który może rozdysponować siły specjalnego przeznaczenia. I Ty też nie uciekniesz od tego, choćbyś nie wiem jak zarządzał swoim działaniem. Zawsze masz do wyboru więcej działań, niż możesz wykonać przy posiadanych zasobach (czytaj: głównie czasie).

Niezależnie od tego, na jakim etapie rozwoju osobistego jesteś i jak daleko Ci do bycia operatorem-paramedykiem – masz własną i niepowtarzalną specjalność, której nikt poza Tobą nie zrealizuje. Dlatego ponosisz odpowiedzialność dokładnie taką samą, jak dowódca decydujący o misji, do której pośle siły specjalne. Musisz wziąć pełną odpowiedzialność za zadania, z których zrezygnujesz – tak samo jak za te, których się podejmujesz. Musisz równocześnie pełnić funkcję dowództwa, wytyczając działania strategiczne, jak i pojedynczych operatorów, wybierając taktykę realizacji tych działań. Jeśli sobie uświadomisz, że nie wyrobisz ze wszystkim, co możesz zrobić, jedną z kluczowych (o ile w ogóle nie najważniejszą) umiejętności w zarządzaniu czasem stanie się dla Ciebie odrzucanie zadań.

Wiem, brzmi to dziwnie. Ale jedną z pułapek czyhających na współczesnych mężczyzn jest właśnie mentalność „mogę jeszcze zająć się…”. Sam w pewnym okresie popełniłem ten błąd i bardzo ciężkie było dla mnie przyjęcie do wiadomości, że z niektórych rzeczy muszę zacząć rezygnować. Gdy nauczyłem się to robić odkryłem, że nadmiarowe obszary aktywności tylko opóźniają realizację własnej specjalności.

Jeśli będziesz odrzucał zadania nieumiejętnie, prawdopodobnie skończysz z nerwicą i kompleksami. Dlatego musisz to robić po mistrzowsku. A do tego potrzebujesz wolności. Musisz uświadomić sobie, że to Ty decydujesz o swoich zadaniach – przez wybory, które dotychczas dokonałeś i te, których dokonujesz teraz. Niektóre z tych wyborów – na przykład wybór kapłaństwa lub małżeństwa, przysięga wojskowa, przysięga Hipokratesa, ojcostwo – wywołały działania, z których nie będziesz mógł zrezygnować już do końca życia. Inne – jak wybór miejsca, w którym mieszkasz lub pracy – tworzą zobowiązania, których chwilowo nie możesz odrzucić, ale możesz je zmienić w perspektywie kilku miesięcy. Większość celów osobistych, które sam sobie wyznaczyłeś, możesz zmienić w każdej chwili. Ale musisz być świadomy że tylko i wyłącznie Ty odpowiadasz za zakres działań, których możesz się podjąć.

masz własną i niepowtarzalną specjalność – dlatego ponosisz odpowiedzialność taką samą jak dowódca decydujący o tym, gdzie wykorzysta siły specjalne

Zatrzymam się na chwilę nad zadaniami w pracy. Jeśli nie jesteś kierownikiem, menedżerem, dyrektorem ani liderem, nie powinieneś mieć problemu z wyborem zadań do realizacji w ciągu czasu, który przeznaczasz na pracę. Pracownik powinien dostać tyle zadań, żeby móc je wykonać w umówionym czasie. Inaczej jego efektywność spadnie, bo będzie musiał tracić czas na wybory. Tutaj obowiązuje dokładna analogia do świata wojsk specjalnych – to najwyżsi dowódcy decydują o tym, do których z możliwych misji wysłać siły specjalne. Operatorzy dostają informację, jakie zadanie mają zrealizować i wybierają sposób, w jaki to zrobią.

Drugą rzeczą pomocną w stwierdzeniu, które działania musisz porzucić, jest świadomość tego, do czego Cię prowadzi realizacja poszczególnych celów. Tutaj skieruję Cię do wpisu o celu wyznaczanych sobie celów, który omawia tę sprawę dość dokładnie. Spośród działań, z których możesz zrezygnować, odrzuć te, które nie prowadzą Cię we właściwą stronę – czyli nie pozwolą Ci w pełni realizować Twojej specjalności.

Autorzy niektórych systemów zarządzania działaniem od początku próbują Cię przekonać, że dzięki ich radom wystarczy Ci czasu na wszystko. Ja chcę postawić sprawę jasno – i tak nie wyrobisz. Jeśli będziesz trwał w iluzji, że tak nie jest – prawdopodobnie wpadniesz w spiralę narastających zaległości i zobowiązań, które będą Cię odciągały od radości z bycia sobą. Jeśli to zaakceptujesz i nauczysz się odpowiednio wybierać swoje działania – na przykład korzystając z dwóch zasad, które podałem w tym wpisie – możesz wejść na szybką drogę do odkrycia siebie.

Masz dużo czasu. Każdego dnia dostajesz nowe dwadzieścia cztery godziny do wykorzystania. O efektywności ich wykorzystania nie świadczy to, czy w tym czasie zrealizujesz dwa, piętnaście czy sześćdziesiąt zadań ani to, czy odrzucisz ich siedemdziesiąt czy cztery. Kluczem do prawdziwej efektywności jest mądre decydowanie, na co ten czas przeznaczysz i wyciąganie wniosków. Bo każdą sekundę możesz wykorzystać tylko raz – i tego nie przeskoczysz. Podobnie jak tego, że nie wystarczy Ci czasu na podjęcie się wszystkich zadań, które przed Tobą mogą się pojawić.

PS. Przypadkiem dzisiaj w kościele słyszałem ciekawą tezę a’propos rezygnowania z działania: „Jeśli robienie czegoś sprawia, że nie masz czasu na modlitwę, prawdopodobnie Bóg nie chce, żebyś to robił”. Ale, ponieważ jeszcze głębiej się nad tym nie zastanowiłem, nie dołączam tego do głównego tekstu, tylko podaję tutaj.

  • Nie czytałem, ale będę miał w pamięci i sięgnę po książkę, jak będę miał okazję. Dzięki za inspirację!

  • Marcin

    W ramach zastanawiania się nad zdaniem z postscriptum, zachęcam do zapoznania się z zagadnieniem „win Abrahama” przedstawionym w książce „Tischner czyta Katechizm” ks. Józefa Tischnera i Jacka Żakowskiego.